*
Często nawet nie wiesz jak bardzo komuś na tobie zależy. Jest przyjaźń, ale okazuje się, że to było coś więcej...
*
Dzień jak każdy inny. Przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Chłopaki z drużyny przyszli na trening jak zawsze radośni. Towarzyszył im również Wojtek który został przez wszystkich bardzo miło przywitany. Marco Reus był szczęśliwy podwójnie: cieszył się na myśl o spotkaniu z kumplami ale i z udanego wieczoru dnia poprzedniego. Lewandowski już tak nie tryskał radością, a powód był znany: Weronika, a Mario? Wszyscy byli zaskoczeni jego kiepskim samopoczuciem. Nikt nigdy nie widział chłopaka tak przygnębionego. Ciągle gdzieś znikał lub rozmawiał z trenerem, który również był zdenerwowany. Po godzinnym treningu wszyscy udali się do szatni by się przebrać, a gdy już mieli wychodzić zostali zatrzymani przez swojego mentora, który poprosił ich o pozostanie na krótki moment. Mężczyzna stanął na środku a obok niego niczym pies, stanął Mario Goetze ze spuszczoną głową. Wszyscy zaczęli się domyślać że coś jest nie tak, ale nie spodziewali się tego czego za chwilę usłyszeli.
- Jesteśmy jak rodzina- zaczął trener który nie potrafił przejść do rzeczy- Wszyscy jesteście traktowani równo. Los piłkarza nie jest łatwy, wiąże się to z przenosinami i tak jest w tym przypadku. Wiem że ciężko będzie się wam pogodzić z tą wiadomością, ale mam nadzieję że zrozumiecie i pomożecie Mario w jego przenosinach do... do..- Klopp nie mógł z siebie tego wydusić- Przenosinach do Bayernu Monachium- oznajmił po czym usiadł a dwudziestoletni mężczyzna w końcu spojrzał na kolegów. Wszyscy oniemieli i mysleli że to tylko głupi żart.
- Posłuchajcie mnie...- zaczął ale jego najlepszy przyjaciel nie pozwolił mu dokończyć
- Ty perfidny zdrajco!!!- wykrzyczał i wyszedł na korytarz
- Reus ! Stój!- brunet zawołał i pobiegł za nim- Pozwól mi to wytłumaczyć
- Co chcesz tłumaczyć?! Jak mogłeś zrobić coś takiego? Nam, trenerowi, fanom i MI? Dopiero mówiłeś że się nigdzie nie ruszasz a teraz... Bayern?! Co dają ci więcej kasy czy co ? Bo nie rozumiem!
- Wiesz że nie chodzi o pieniądze. To dla mnie szansa, ogromna. Praca z Guardiolą, mogę się od niego tyle nauczyć
- Guardiola, tak? A Klopp? Dzięki niemu jesteś tak dobry, on cię wszystkiego nauczył, on cię wychował.
- Marco, Mario ma rację, od niego więcej się nauczy niż od starego zgreda- odparł trener starając się uśmiechać ale mu to nie wychodziło
- Wiesz co, myslałem że jesteś inny. Znamy się tyle lat a ty robisz mi coś takiego! Jeszcze rok temu sam odmówiłem Bayernowi bo chciałem grać z tobą, chciałem być częścią BVB, a ty nawet łaskawie nie zapytałeś co ja o tym myślę! To koniec naszej przyajaźni. Koniec Goetzeus!- powiedział blondyn i wybiegł ze stadionu wściekły i rozczarowany zachowaniem swojego już byłego najlepszego przyjaciela...
*
Większość dnia poświęciłam na zakupy z Ewą i Agatą. Brakowało mi ich towarzystwa. Dobrze się dogadujemy mimo różnicy wieku. Potrzebowałam obecności kobiet w swoim otoczeniu, bo ostatnie mieśiące spedzałam w otoczeniu mężczyzn. Wracając natknęłyśmy się na narzeczoną Roberta. Nie ma co ukrywać: nie przepadamy za sobą. Agata jednak pewna obecności napastnika Borussi Dortmund w jej i Kuby domu postanowiła zaprosić młodą kobietę do siebie. Ta bez wahania zgodziła się, zapewne nie chciała pozostawiać swojego narzeczonego bez " opieki ". Gdy wróciłyśmy do domu zastałyśmy rzadki obrazek. Kuba, Łukasz, Robert i Wojtek siedzieli w salonie pijąc piwo i nic prawie nie mówiąc. Podeszłam do każdego z nich całując w policzek, oczywiście nie Lewego. Przysiadłam się do Błaszczykowskiego, tylko on wyglądał na w miarę żywego
- Kubuś, co jest?- zapytałam i oparłam głowę o jego ramię
- Widzisz, straciliśmy najlepszego przyjaciela, Mario odchodzi do Bayernu- zaskoczyły mnie jego słowa. Nie znałam go zbyt dobrze, ale wydawał mi się taki oddany klubowi, ale jednak pozory mylą.
- A Marco jak to przyjął?- widziałam jak Lewandowski momentalnie na mnie spojrzał z zazdrością, że tak martwię się o jego kumpla z drużyny.
- Kiepsko, strasznie się wkurzył, był wściekły jak nigdy. Wybiegł ze stadionu i gdzieś pojechał. Dzwoniliśmy do niego ale ma wyłączony telefon. Boimy się że może zrobić coś głupiego.- mówił kapitan polskiej reprezentacji popijając " napój Bogów ", jak to mówił Wojtuś. Teraz to i ja zaczęłam się bardziej o niego martwić. Nie zamierzałam tak tego zostawiać i poprosiłam o numer do Goetze. Łukasz od razu mi go dał a ja zadzwoniłam. Chłopak nie miał już kontaktu z Reusem i też się o niego martwił. Powiedział że domysla się gdzie on może być. Po krótkiej wymianie zdań postanowiliśmy się spotkać i coś razem wymyślić. Nie chciał jednak przyjeżdzać do Błaszczykowskich więc miał mnie odebrać spod domu a potem mieliśmy coś wykombinować. Wzięłam bluzę i wyszłam na dwór. Mario przyjechał dość szybko i pojechaliśmy do klubu. Chłopak mniemał że tam właśnie przebywa jego kolega.
- To wy chodzicie do takich miejsc?- zapytałam gdy przepychaliśmy się przez tłum ludzi, głównie roznegliżowane panienki
- Wiesz, jesteśmy facetami, mamy swoje potrzeby i ...- odparł uśmiechając sie przyjacielsko
- Nie kończ- powiedziałam trochę wzburzona jego odpowiedzią. Zauważyłam blondyna zabawiającego się z młodymi dziewczynami które wypinały się przed nim, ale oczywiście że jemu to nie przeszkadzało. Poczułam zazdrość, miałam ochotę podejść i dać mu w twarz, ale za co? Przecież między nami nic nie ma...
- Wera! Słońce ty moje !- zawołał Marco gdy pojawiłam się obok niego. Uwolnił się od towarzystwa nowych koleżaneczek i przyszedł mnie uściskać.- A ten zdrajca co tu robi?
- Przyjechał pomóc mi cię stąd zabrać. Jesteś kompletnie pijany
- Nie jestem pijany ! No może trochę i nie zamierzam się stąd ruszać, i coś ci powiem. Nie zadawaj się z nim bo będziesz żałować!- powiedział opierając się o mnie bo o swoich siłach na pewno by nie dał rady. Mario puścił to mimo uszu.- Przyjechałaś po mnie, czemu?
- Bo się martwiłam o ciebie kretynie !- powiedziałam a on coraz bardziej zbliżał się do mnie
- Czyli ci tak troszkę na mnie zależy. Muszę ci coś powiedzieć, coś czego chyba bym nie powiedział na trzeźwo.- powiedział patrząc mi w oczy i uroczo się usmiechając- Zakochałem się w tobie ślicznotko. Zatracam się w tobie. Pragnę cię mieć tylko dla siebie i nie chce się z nikim tobą dzielić, ani z Wojtkiem ani z Lewym. Z nikim. Weronika, kocham cię- postanowiłam na to nie reagować, jest pijany i nie wie co mówi.
- Chodź, jedziemy odwieźć cię do domu
- Ale ja nie chcę zostać sam, boję się
- Wariacie, zostanę z tobą.- zaśmiałam się i wzięłam go pod rękę. Zareagował jak zawsze bardzo radośnie, ukazując to kolejnym buziakiem w policzek. Wyprowadziliśmy go z klubu i pojechaliśmy do jego mieszkania...
- Kubuś, co jest?- zapytałam i oparłam głowę o jego ramię
- Widzisz, straciliśmy najlepszego przyjaciela, Mario odchodzi do Bayernu- zaskoczyły mnie jego słowa. Nie znałam go zbyt dobrze, ale wydawał mi się taki oddany klubowi, ale jednak pozory mylą.
- A Marco jak to przyjął?- widziałam jak Lewandowski momentalnie na mnie spojrzał z zazdrością, że tak martwię się o jego kumpla z drużyny.
- Kiepsko, strasznie się wkurzył, był wściekły jak nigdy. Wybiegł ze stadionu i gdzieś pojechał. Dzwoniliśmy do niego ale ma wyłączony telefon. Boimy się że może zrobić coś głupiego.- mówił kapitan polskiej reprezentacji popijając " napój Bogów ", jak to mówił Wojtuś. Teraz to i ja zaczęłam się bardziej o niego martwić. Nie zamierzałam tak tego zostawiać i poprosiłam o numer do Goetze. Łukasz od razu mi go dał a ja zadzwoniłam. Chłopak nie miał już kontaktu z Reusem i też się o niego martwił. Powiedział że domysla się gdzie on może być. Po krótkiej wymianie zdań postanowiliśmy się spotkać i coś razem wymyślić. Nie chciał jednak przyjeżdzać do Błaszczykowskich więc miał mnie odebrać spod domu a potem mieliśmy coś wykombinować. Wzięłam bluzę i wyszłam na dwór. Mario przyjechał dość szybko i pojechaliśmy do klubu. Chłopak mniemał że tam właśnie przebywa jego kolega.
- To wy chodzicie do takich miejsc?- zapytałam gdy przepychaliśmy się przez tłum ludzi, głównie roznegliżowane panienki
- Wiesz, jesteśmy facetami, mamy swoje potrzeby i ...- odparł uśmiechając sie przyjacielsko
- Nie kończ- powiedziałam trochę wzburzona jego odpowiedzią. Zauważyłam blondyna zabawiającego się z młodymi dziewczynami które wypinały się przed nim, ale oczywiście że jemu to nie przeszkadzało. Poczułam zazdrość, miałam ochotę podejść i dać mu w twarz, ale za co? Przecież między nami nic nie ma...
- Wera! Słońce ty moje !- zawołał Marco gdy pojawiłam się obok niego. Uwolnił się od towarzystwa nowych koleżaneczek i przyszedł mnie uściskać.- A ten zdrajca co tu robi?
- Przyjechał pomóc mi cię stąd zabrać. Jesteś kompletnie pijany
- Nie jestem pijany ! No może trochę i nie zamierzam się stąd ruszać, i coś ci powiem. Nie zadawaj się z nim bo będziesz żałować!- powiedział opierając się o mnie bo o swoich siłach na pewno by nie dał rady. Mario puścił to mimo uszu.- Przyjechałaś po mnie, czemu?
- Bo się martwiłam o ciebie kretynie !- powiedziałam a on coraz bardziej zbliżał się do mnie
- Czyli ci tak troszkę na mnie zależy. Muszę ci coś powiedzieć, coś czego chyba bym nie powiedział na trzeźwo.- powiedział patrząc mi w oczy i uroczo się usmiechając- Zakochałem się w tobie ślicznotko. Zatracam się w tobie. Pragnę cię mieć tylko dla siebie i nie chce się z nikim tobą dzielić, ani z Wojtkiem ani z Lewym. Z nikim. Weronika, kocham cię- postanowiłam na to nie reagować, jest pijany i nie wie co mówi.
- Chodź, jedziemy odwieźć cię do domu
- Ale ja nie chcę zostać sam, boję się
- Wariacie, zostanę z tobą.- zaśmiałam się i wzięłam go pod rękę. Zareagował jak zawsze bardzo radośnie, ukazując to kolejnym buziakiem w policzek. Wyprowadziliśmy go z klubu i pojechaliśmy do jego mieszkania...
*
Weronika jak wyszła trzy godziny temu tak do tej pory nie wróciła. Nie jest sama bo pojechała z Mario, ale i tak się o nią martwię. Wojtek widocznie nie bo od kilku minut z kimś ostro esemesuje, świetnie się przy tym bawiąc. Byłem ciekawy kto tak rozwesela Wojtka więc go o to zapytałem.
- Co się tak szczerzysz do tego telefonu?
- Piszę z Werką
- I co napisała?- byłem bardzo dociekliwy
- A nic. Razem z Mario znaleźli Reusa i że nie wraca na noc, bo Marco potrzebuje osobistej opieki- odparł śmiejąc się pod nosem.
- Jak to osobistej opieki?- zadawałem kolejne pytania
- Lewy a jak myślisz? Mam tylko nadzieję ze nie zostanę wujkiem- zaśmiał się i chwycił kufel piwa. Zrobiłem to samo. Wziąłem duży łyk i wyszedłem z domu zastawiając ich tam wszystkich samych...
*
ach ten Lewy... zobaczymy jak to będzie z nim i Werką ;))
zapraszam na pierwszy rozdział http://love-you-so-much-ever.blogspot.com/2013/05/i-powrot.html
czekam na komentarze ;)
No to się porobiło,jestem ciekawa kogo wyvierze Werka mam nadzieje że Lewego,co nie oznacza ze Marco nie lubie...
OdpowiedzUsuńO kurtyna... Ale numery ;-) Jestem ciekawa co bedzie dalej ... Swietne opowiadanie. Bardzo mi sie podoba!! :-* Z pewnoscia bede jego wielka fanka ;-) Bedziesz mnie miala dosyc z kazdym rozdzialem ;-) Hehe.. Pozdrawiam :-*
OdpowiedzUsuńKurcze strasznie mnie wciągło.!;D
OdpowiedzUsuńGenialnie piszesz.
Ale mnie wciągnęło ciekawa jestem kogo wybierze :> oby Lewego :*
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny :)
Szkooda Marco...;( Mam nadzieję ,że ich przyjaźń przetrwa !
OdpowiedzUsuńPijany Marco...haha zawsze spoko <3
Genialny rozdział <3 Jak zawsze !
Czekam na następny!
Kurcze, ten Marco to za ostro zareagował trochę ;d
OdpowiedzUsuńPijany Marco, jakie wyznania wali xd
Świetny rozdział ;* Czekam na następny.
Pozdrawiam <3
Chyba się uzależniłam od tego bloga :D mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się jak najszybciej, bo nie mogę się doczekać jak to się wszystko rozwiąże. <3 pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńzakochałam się w tym opowiadaniu <3
OdpowiedzUsuństrasznie wciąga ;) DZIĘKUJĘ Ci że je piszesz :D <3
reakcję Reusa to ja na pewno rozumiem - najlepszy przyjaciel zdecydował się na transwer a do tego do konkurencyjnego klubu no mówiąc bez ogródek największego wroga BVB. mimo wszystko zbyt impulsywnie i nerwowo zareagował. można być Casillasem i spędzić całe życie w jednym klubie a można być Ballackiem i szlifować swoje umiejętności w różnych klubach, to już osobiste podejście. Marco nie powinien rezygnować z przyjaźni.
OdpowiedzUsuńLewy jest zazdrosny, to widać ale ja i tak kibicuje Reusowi xpszkoda by go było. Mario w Bayernie a potem Wera wybiera Roberta :o
Świetny. Kurczę, kogo wybierze Wera? Chciałabym, żeby była z Robertem, bo oni są dla siebie stworzeni. Takie przeznaczenie *_* ale Marco... jego też uwielbiam. Ciekawe, ciekawe jak to będzie. Szkoda przyjaźni Mario i Marco. Może jednak się pogodzą? Pożyjemy, zobaczymy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam <3
Cudoo! *-* Marco . <3 Wiesz że go uwielbiam? Jego reakcja na pomysł Mario - no cóż, chyba też bym sie tak zachowała. W końcu to jego najlepszy przyjaciel, a go zostawia ....
OdpowiedzUsuńAle się pogodzą, prawda? ^^
Lewego uwielbiam, ale kurde, chce żeby ona była z Marco ;o Albo z Robertem?! Sama nie wiem ;ooooo
Życzę weny i zapraszam na nowy rozdział u mnie ! :333
Jak ja chcę żeby wybrała Lewego! :D Zawsze jakaś odmiana nie? :) Mario i Marco muszą się pogodzić i to jak najszybciej! ;) Czekam na kolejny! <3
OdpowiedzUsuńSuper.Bardzo fajne się czyta czekam na nastepne rozdziały. <333 Super blog.
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie.Proszę zostaw po sobie jakiś komantarz. :)) http://zawszerazemmarcodominika.blogspot.com/
Noo kurde zajebisty. Uśmiechałam się jak to czytałam... ;)
OdpowiedzUsuńNie no ty to masz talent ;) Uwielbiam to<3:*:*:*
Pozdrawiam;*******
Jest cudowny masz wielki talent :D Ja bardziej widziałabym ją z Lewym ale to twoja decyzja. Uzależniłam się od twoich blogów są świetne KOCHAM JE i uwielbiam ja piszesz. Z niecierpliwością czekam na nexta :* Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńKocham to! <3
OdpowiedzUsuńTe opowiadanie to istne mistrzostwo <3
Mario i Marco MUSZĄ się pogodzić! Aż mnie zakłuło w sercu, gdy czytałam fragment, w którym Marco zerwał ich przyjaźń -.-
Rozdział jak zawsze super ;)
Czekam z niecierpliwością na kolejny!
Pozdrawiam :*
Genialny rozdział jak każdy inny rozdział z twojego opowiadania.Czekam na kolejny rozdział :** :)
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział! Widać, że Lewy jest zazdrosny o Werę :D A Marco to mnie zaskoczył. Nie wiedziałam, że się ogląda za ładnymi tyłkami xD
OdpowiedzUsuńW chwili wolnej zapraszam do mnie ^^
bardzo podoba mi się rozdział. szkoda mi Marco, bo widać, że Mario był dla niego kimś specjalnym. ale niech Getze się rozwija! nie spodziewałam się, że Reus tak szybko wyzna miłość dziewczynie. alkohol robi swoje! no to Robert ma kolejny powód do zazdrości! czekam na następny! :)
OdpowiedzUsuńGenialny ;) Ciekawe, co będzie dalej... To Lewus musi się starać, bo może całkowicie stracić Weronikę ;/ A Marco, miłość po pijaku.. ohh xd Co do Goetzeusa to mam nadzieję, że się pogodzą ;)
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać nexta ;3
Zapraszam do mnie na 18.: http://niebezciebie.blogspot.com/
Buziaczki ;**
taak, genialny !!!:) Dodaj szybko następny!!<3
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie http://trulululululululu.blogspot.com/
JEJU ! *.* Genialny rozdział !
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na następny !
prześwietny cudowny nie wiem co napisać poniewąz ak bardzo lubię to opowiadanie pozdrawiam i zapraszam na 10 rozdzial :)) http://everyonehastheirowndream.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńW sumie wcale nie dziwie sie reakcji Marco.. Musialo go to zabolec.. Najchetniej podeszlabym do niego i moocno wysciskala, tak mi go szkoda :) Podobno po pijaku mowi sie rzeczy, ktore na trzezwo nie chca przejsc przez gardlo, hmm :> Jestem bardzo ciekawa jej wyboru, czekam na kolejny! :*
OdpowiedzUsuńUwielbiam to <3
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział :-)
Czekam na kolejny.
ŚWIETNY <3
OdpowiedzUsuńCzekam na następny :)
Super <3 Zapraszam do mnie ;) http://forevermarcoreus.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńŚwietne! <33
OdpowiedzUsuńTransfer Mario.. nie dziwie się Reusowi.. :(
Lewy zazdrosny, ale cóż to tylko i wyłącznie JEGO wina
Czekam na kolejny :)
Ohoho! Po prostu niesamowicie cudowny rozdział! Ostatnie słowa Wojtka nieźle mnie rozbawiły. Haha ;D "Mam tylko nadzieję ze nie zostanę wujkiem" O Boże, świetne słowa! Szczęsny to ogólnie bardzo ciekawa postać w Twoim opowiadaniu. Nie mogę doczekać się kolejnego i mam nadzieje, że zobaczę jakąś ciekawą akcję między Lewym a Werką. Jestem ciekawa czy Robert pojedzie do domu Marco. Po prostu nie mogę się doczekać dalszej akcji! Buziaki ;*
OdpowiedzUsuńNadrobiłam zaległości na Twoim blogu i jestem oczarowana Twoim opowiadaniem. Masz rewelacyjny styl pisania, wymyśliłaś bardzo ciekawą fabułę. Twoje teksty czyta się bardzo przyjemnie. Wszystko jest dokładnie opisane, co przybliża czytelnika do opowiadanych wydarzeń.
OdpowiedzUsuńKogo wybierze bohaterka? Weronika została przez Roberta skrzywdzona, ale to nie skreśla szansy na ich szczęśliwą przyszłość. Osobiście w tym opowiadaniu Weronika bardziej pasuje mi do Roberta. To nie znaczy, że nie lubię Marca. Wręcz przeciwnie darze go wielką sympatią, ale Wera jak już mówiłam pasuje mi tutaj do Lewego.
Hmmm przyjaźń Marca i Maria została wystawiona na ciężką próbę. Nie dziwię się Marcowi, w końcu jego najlepszy przyjaciel mało tego, że go zostawia przenosi się do największego rywala BvB. Mam nadzieję, że się pogodzą. Prawda?
Czekam na następny. Na pewno będę tutaj zaglądała. Pozdrawiam i życzę dużo wenki :*
Opowiadanie jest cudne *.* Zapraszam do mnie na 6 rozdział http://bestlovforever.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńNo to Marco się wkurzył i to donrz ;D
OdpowiedzUsuńU mnie nowy