sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 38

*

Powinienem wiedzieć lepiej
Niż pozwolić ci odejść samej
W chwilach takich, jak ta
Nie umiem poradzić sobie sam ze sobą
Marnuję dnie i bezsenne noce
I nie mogę się doczekać, aż znowu cię zobaczę

*




Patrzył w jej oczy, próbując uporządkować sobie w myślach to co właśnie usłyszał. Czyli to definitywny koniec ? Więc dlaczego tu jest ? Dlaczego przyszła i robi mu nadzieję ? Ma świadomość tego jak wielki popełnił błąd, ale nie zdawał sobie sprawy, że to skreśli ich wspólną przyszłość. Próbował nie wierzyć w to co piszą, co mówią, ale to była i jest prawda. Zostawiła jego, tutaj w Dortmundzie, po to by wrócić do Londynu i związać się z kimś innym. Czyli wszystko co razem przeszli, wszystkie wspólnie spędzone chwile, dla niej nie mają już znaczenia.
Odsunął się od niej, sięgnął do kieszeni po klucze, którymi otworzył drzwi i wszedł do swojego mieszkania. Usiadł na kanapie i milczał.
- Marco ? - położyła dłoń na jego ramieniu, lecz on ewidentnie nie chciał tego. Nie chciał już słyszeć, że nie tak miało być, że żałuję, że oferuje mu przyjaźń. Jeśli taki ma być ich koniec, on nie chce jej znać.
- Po co tu jesteś ? Po co wróciłaś ? Nie rozumiem tego. Nie rozumiem jak po tym wszystkim co się między nami wydarzyło, ty o wszystkim zapominasz. Zapominasz  o mnie... i jesteś z nim! - krzyczał chodząc po mieszkaniu
- Nie zapomniałam przecież ! Nie potrafiłabym ! O kim ty mówisz ?
- A mi się wydaje, że zapomniałaś. Dobrze, wiem, że popełniłem błąd, że nie powinienem się tak zachować jak się zachowałem, ale jak ty mogłaś wyjechać ? Wiesz, jak cholernie to zabolało cię stracić, jak tęskniłem przez te tygodnie ?
- To dlaczego pozwoliłeś mi odejść ? Dlaczego nie próbowałeś mnie zatrzymać ?- zapytała w pełnym spokoju
- Próbowałem. Pojechałem na lotnisko, szukałem cię, ale ciebie już nie było. Zostawiłaś mi tylko jeden list, kilka słów. To tak jakbyś w ciągu sekundy straciła wszystko co miałaś. To były najgorsze dni w życiu. Potem, gdy zacząłem sobie radzić z  tym, że cię straciłem, okazuje się, że jesteś z nim. Aaron Ramsey ! Dlaczego on, co ? Szczerze, to mniej by zabolało, gdybyś była z Robertem, bo zawsze między wami coś było. Ale on ?! Dlaczego, kurwa dlaczego ?!!
- Ty naprawdę uwierzyłeś, że ja z nim jestem ?
- Powiedz mi tylko, dlaczego on ? Dlaczego z nim jesteś, dlaczego z nim przyjechałaś, i po co ?
- Właśnie dlatego mnie straciłeś. Bo wierzyłeś we wszystko co mówią inni, lecz nie w to co ja mówię. Powinniśmy sobie ufać bezgranicznie, a mimo wszystko ty nie ufałeś mi. 
- Czy możesz mi odpowiedzieć na to jedno jedyne pytanie ? Tylko o to proszę... - rozłożył ręce i czekał. Chciał to wszystko usłyszeć, chciał poznać prawdę.
- Co chcesz wiedzieć ? Nie jestem z nim, rozumiesz ? Nic mnie  z nim nie łączy, a na pewno nie to, co ty myślisz. Z nikim się nie związałam i nie zwiążę, bo cię kocham. Kocham cię tak bardzo, że każdy dzień bez ciebie, to dzień stracony. Życie, w którym ciebie nie ma, straciło sens. Wróciłam, bo chcę to wszystko naprawić. Chcę byśmy byli rodziną, zwłaszcza teraz, gdy w naszym życiu pojawi się ktoś jeszcze - mówiła stojąc kilka kroków dalej od niego, patrząc na jego zaskoczenie
- O czym ty mówisz ? - zapytał mrużąc oczy
- Marco...jestem w ciąży. Będziesz ojcem - ledwo udało się jej wypowiedzieć te kilka słów, po czym uśmiechnęła się nie śmiało, a po jej policzkach po raz kolejny spłynęły łzy. Czekała na jego reakcję, jednocześnie bojąc się najgorszego. On chyba nadal nie dowierzając usiadł na kanapie, schował twarz w dłoniach coś do siebie mówiąc, po czym spojrzał na swoją ukochaną
- Będę ojcem? Ale jak...to znaczy...Będziemy mieli razem dziecko. Będę ojcem...będę ojcem - szeptał ciągle - Będę ojcem !!!! - wykrzyczał w końcu z całych sił, roześmiał się tak radośnie, szczęśliwie i podszedł do dziewczyny, która ciągle mu się przyglądała, stojąc na środku z założonymi na piersi rękoma.
- Cieszysz się ? - zapytała, gdy ten odgarniał włosy z jej twarzy
- Pytasz czy się cieszę ? Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Będziemy rodzicami. Wiesz, jeszcze chyba to do mnie nie dotarło
- Widzę - zaśmiała się patrząc w jego połyskujące oczy
- Zrobiłbym dla ciebie wszystko
- Nie chcę wszystkiego - odparła zarzucając ręce na jego szyi
- Tylko co ?
- Tylko nas kochaj i nie pozwól nam odejść - odpowiedziała i pocałowała go najczulszym pocałunkiem na świecie...




***




Właśnie za tym tęsknili oboje. Tęsknili za swoją obecnością, brakowało im wspólnych poranków, spędzonych przy ukochanej osobie. Wspólnych chwil, niewinnych pocałunków, ciepła drugiego człowieka, czy uśmiechu na twarzy. Ale to wróciło, w końcu wróciło do nich obojga....
Obudziła się. Czuła jego objęcia, jego zapach, równomierny oddech.Delikatnie obróciła się w jego stronę, lecz tak by go nie obudzić. Dłonią pogładziła jego policzek, uśmiechając się do siebie. Była szczęśliwa.
- Dzień dobry kochanie - odparł zaspanym głosem, nieznacznie unosząc swoje ciało na łokciach po czym pochylił się by pocałować ukochaną. - Kocham cię  - wyszeptał odsuwając się od niej tak by ponownie spojrzeć jej w oczy - Kocham was
- My kochamy ciebie - oznajmiła akcentując pierwsze słowo i tym razem, to ona pocałowała mężczyznę. Oboje kochali te momenty, kiedy mogli bezgranicznie cieszyć się swoją obecnością, nie zważając na nic innego. Całował każdy fragment jej ciała, jej usta, szyję, dekolt, wszystko to na co mu pozwalała, a pozwalała na wszystko. Doskonale wiedziała, że on jej nie skrzywdzi, nie zrani jej poraz kolejny, ani ona jego. Raczej...
Gdy wydawało się, że ich romantyczne chwile uniesień będą trwały jak najdłużej, dwudziestoczterolatek odsunął się gwałtownie, opuszczając wspólne łóżko.
- Marco, co się stało ? - zapytała, otulając się pościelą
- Trening mam, przepraszam, ale muszę iść. Boże, Klopp mnie zabije ! - lamentował biegając od łazienki do sypialni, szukając jakiegokolwiek ubrania.
- Nie długo będę ! Kocham cię ! - ucałował ją w czoło i zwrócił się w kierunku przedpokoju, gdy kobieta zawołała
- Marco, zapomniałeś o spodniach - zachichotała, zakładając swoje długie włosy za ucho. Mężczyzna spojrzał na  siebie i dostrzegł, że ma na sobie wyłącznie skarpetki za kostkę i bokserki. Szybko z fotela wziął jeansy, które pospiesznie ubrał i wybiegł niczym poparzony, by z jak najmniejszym opóźnieniem znaleźć się w ośrodku treningowym.
W niedługim czasie znajdował się na parkingu, gdzie pozostawił swój samochód. Gdy wysiadł otworzył bagażnik, by wyjąć swoją torbę, lecz ku jego zaskoczeniu, nie było jej. Sprawdził jeszcze tylne siedzenie, lecz na marne, gdyż jego torba ze strojem pozostała w mieszkaniu. Wiedział, że ma nie małe kłopoty, gdyż niedość, że przybył z ponad dwudziestominutowym opóźnieniem, to nie ma stroju. Doszedł jednak do wniosku, że mimo wszystko będzie lepiej jak się zjawi na treningu i przyjmie wszystko co trener mu zakomunikuje, a na pewno ma mu wiele do powiedzenia, i to  niezbyt miłego.
Wszedł do ośrodka treningowego, przechodząc przez jedne drzwi, potem kolejne i kolejne, aż w końcu znalazł się przed tymi odpowiednimi, za którymi odbywał się trening na siłowni.
- Jesteś w końcu! - zawołał Kevin, który zjawił się nagle obok młodego Niemca z butelkami schłodzonej wody - Klopp jest wściekły na ciebie jak nigdy ! Narobiłeś sobie kłopotów - jeszcze bardziej przeraził swojego klubowego kolegę
- Może to przeżyję
- Ale pamiętaj Marco, że byłeś moim najlepszym kumplem. I nie martw się, przygarnę twój ukochany samochód - ledwo powstrzymywał się do śmiechu, opierając się o ramię blondyna. Poklepał go przyjacielsko po plecach, po czym chwycił za klamkę i wszedł do środka, gdzie szkoleniowiec krzyczał na swoich podopiecznych, niezadowolony z ich przykładania się do ćwiczeń.
- Proszę, proszę kogo my tu mamy. Jestem Marco Reus i jestem tak dobry, że nie muszę chodzić na treningi! - ironizował czterdziestosześciolatek, gdy zobaczył swojego piłkarza stojącego przy drzwiach. Wszyscy kątem oka zerkali na zaistniałą sytuację, oczywiście nie przerywając ćwiczeń by nie narazić się trenerowi, lecz nikt w tym momencie nie chciał być na miejscu przyjaciela.
- Trenerze, przepraszam, że się spóźniłem, lecz miałem powody - odparł niepewnie patrząc na swojego mentora
- Słyszycie ?- zwrócił się do reszty zawodników- Miał powody ! Ciekawe jakie, bo nic nie jest ważniejsze od Borussi ! - krzyczał gestykulując rękoma. Podszedł do przerażonego chłopaka i dodał - Więc słucham, co to za powody dla których odpuszczasz nasze treningi - z założonymi rękoma czekał na sensowne wytłumaczenie
- Weronika wróciła  - odparł tak cicho, ledwo dosłyszalnie, ale tak by stojący obok Jurgen wszystko usłyszał - Byłem taki szczęśliwy i nim się obejrzałem, trening się rozpoczął i przyjechałem jak najszybciej, ale zapomniałem stroju i ... Ale nadrobię to ! Zostanę dłużej, obiecuję ! - zapewniał lecz jak się okazało, niepotrzebnie.
- Weronika wróciła ? - nie dowierzał - Przecież mówiłeś, że nie wraca, że się z kimś związała... Dlaczego w takim razie wróciła ? - zastanawiał się
- Wróciła, bo jest... jest... Będę ojcem, trenerze - wypowiedział, a na jego twarzy machinalnie namalował się radosny uśmiech
- Marco - mężczyzna objął swojego podopiecznego jak własnego syna. Cieszył się jego szczęściem tak bardzo, że nie potrafił opanować emocji. - Gratuluję ci. Czy chłopcy...
- Nie, nie wiedzą. I chcielibyśmy aby na razie się nie dowiedzieli ani o dziecku, ani o jej powrocie - oznajmił
- Dobrze, rozumiem. Nie wygadam się - zaśmiał się i dodał - Więc leć tam do niej, znaczy się do nich. I ucałuj ją ode mnie ! - zakomunikował trener i pożegnał Reusa nakazując mu wracać do domu, do swojej ukochanej.  Drużyna żółto- czarnych przyglądała się wszystkiemu z wielkim nie dowierzaniem. Bo jak to możliwie, że Jurgen Klopp w ciągu kilku minut tak diametralnie zmienia nastawienie do swojego piłkarza ?
- Chłopcy, odpocznijcie sobie. Przerwa ! - zaznaczył wywołując u piłkarzy jeszcze większe zaskoczenie. 
- Co jest grane ? - zapytał Kuba siadając obok Lewandowskiego i bacznie przyglądał się swojemu trenerowi.
- Nie wiem. Jakim cudem Marco bez żadnych konsekwencji poszedł sobie z treningu, a Klopp stał się taki miły i dla niego i dla nas ? - w tej chwili nikt nie potrafił tego zrozumieć, ale mimo to cieszyli się chwilą odpoczynku po tak wyczerpujących ćwiczeniach.




***




Chciała po tak długim okresie czasu, znów przejść się ulicami tego miasta, ale gdy tylko zobaczyła jaka na zewnątrz panuje pogoda, zrezygnowała. Ubrała ciepłe dresy, upięła swoje włosy i usiadła na kanapie okrywając się kocem i oglądając telewizję. Chwilami wracała wspomnieniami do Londynu, do którego wróci nawet na te kilka dni, lecz mimo to pozostawi coś bardzo cennego. Nie ukrywa, że tęskni za tym chłopakiem, dzięki któremu miała energię by budzić się rano i pokonywać wszelkie przeszkody, dzięki któremu nigdy się nie nudziła, i który był zawsze, Dla niej rzucał wszystko - zawsze był na posterunku. Tak bardzo nie tęskniła nawet za Wojtkiem, gdy ją opuścił. Choć traktowała go jak brata, bo znają się od dziecka, to czasami jej go brakowało, nawet gdy byli razem. Potrafił pomóc, pocieszyć, ale też czasami ignorował ją, ważniejsze były imprezy, dziewczyny, spotkania z kolegami. A dla Aarona zawsze była tym numerem jeden. Może to właśnie dlatego to tak boli, stracenie czegoś co zawsze przy nas było.
W międzyczasie gdy ona myślała o nim, on myślał o niej. Siedział w swoim łóżku, zastawiając się co robi, czy jest szczęśliwa, jak się czuje. Trzymał w dłoni telefon, by zadzwonić i usłyszeć jej głos, ale jednak brakowało mu odrobiny tej odwagi by to zrobić. Bał się odtrącenia, tego, że znów zapomni ? Nikt tego nie wie, nawet on sam. Po prostu tęskni, tak jak ona, a tęsknota jest coraz bardziej uporczywa dla nich obojga...
Leżała wygodnie oglądając ulubiony serial, gdy usłyszała trzaśnięcie drzwi i wielki hałas. Wstała pospiesznie i udała się do przedpokoju, gdzie zobaczyła swojego ukochanego, który stał na środku obładowany torbami z zakupami, a na podłodze leżały te rzeczy, których nie zdołał utrzymać.
- Kochanie, powiesz mi co to jest ?  To wszystko ? - zapytała gdy chłopak część zakupów odłożył na kuchnnej ladzie.
- Więc byłem w aptece i kupiłem ci różne herbatki ziołowe, bo powinnaś jej pić. Tutaj są owoce, warzywa, same witaminy po prostu ! Zachaczyłem o księgarnię i kupiłem kilka książek, głównie poradniki, raczej dla siebie bym wiedział co mam robić. I  jak przechodziłem obok sklepu, to musiałem wejść i patrz co kupiłem. Czy te śpioszki nie są cudowne ? - zachwycał się wszystkim, a młoda przyszła matka śmiała się z troski jaką zostaje obdarzona przez ukochanego
- Marco, ale my nawet nie wiemy czy to będzie chłopiec czy dziewczynka - zaśmiała się- I po co to wszystko ?
- To nic. Przyda się. Jak to po co ? Bo jest potrzebne. Nasz dzidziuś musi mieć wszystko czego zapragnie ! - wziął Weronikę na ręce i zaniósł do salonu, gdzie usiadł z nią, obejmując ją ciągle - I musimy jeszcze pomyśleć o kupnie nowego mieszkania, bo to jest za małe. Chociaż poczekaj. Lepiej będzie jak kupimy dom, z własnym ogrodem, taki duży parterowy. I będziemy mieli psa. I plac zabaw. I basen ! Koniecznie basen. A jeszcze trzeba pomyśleć o szkole rodzenia, prawda ? Są takie to nas zapiszę. Poszukam jeszcze dla ciebie dobrego lekarza i musimy... - kontynuował ale dziewczyna mu przerwała
- Marco, Marco, Marco. Nic nie musimy, rozumiesz ? Wiesz, że mamy na to wszystko aż dziewięć miesięcy ? A ty chciałbyś wszystko załatwić w ciągu jednego dnia.
- Wiem, ale po prostu się cieszę. I chciałbym aby to był najwspanialszy czas, gdy będziemy oczekiwać dziecka, by te dziewieć miesięcy było cudowne. Chce wam wszystko zapewnić, by niczego wam nie zabrakło.- mówił z tak wielką troską, jakiej trudno się nie oprzeć.
- Rozumiem, ale my nie potrzebujemy tego wszystkiego. Chcemy tylko byś był z nami zawsze i nas kochał. Tylko tyle - powiedziała i wtuliła się w jego ciało
- Jestem i będę - dodał i ucałował ją czule w czoło, po czym nie powstrzymał się i zapytał - Ale jutro pójdziemy na zakupy by kupić coś dla dzidziusia ?
- Marco - wybuchła śmiechem patrząc na ukochanego - Dobrze, jeśli chcesz to pójdziemy zobaczyć, czego będziemy potrzebowali, zgoda ?
- Tak! - odparł podekscytowany
- Chciałbyś chłopczyka czy dziewczynkę ? - zapytała po chwili ciszy między nimi
- Oboje. Chcę mieć taką małą księżniczkę i małego piłkarza - rozmarzył się - A tak w ogóle to Klopp cię pozdrawia ?
- Powiedziałeś mu, że wróciłam ?
- Tak, ale nie martw się. Nikt inny nie wie, i na pewno nie dowiedzą się nie od nas samych. Nie mogę się doczekać, jak zobaczę ich miny. Ale Kuba i Robert będą zaskoczeni
- Tak, na pewno tak - pomyślała, przeczuwając, że pojawią się kolejne kłopoty. Inni zrozumieją, może nawet się ucieszą, ale On ? On będzie w szoku, On nie zrozumie...




***




I mamy 38 rozdział. Dziękuję, że czytacie :)
Kolejny również za tydzień, tak jak zawsze.
Zapraszam na nowy rozdział http://marcoreus-loveme.blogspot.com/

ps. do jednej z czytelniczek, która na pewno to czyta :) moje opowiadanie Keine rose ohne dornen nie jest dla zaproszonych czytelników. Miałaś po prostu zły adres www, za pewne do innego bloga. Tutaj jest odpowiedni http://rozabezkolcow-bvb.blogspot.com/ Zapraszam !

pozdrawiam,
Patrycja ;)





11 komentarzy:

  1. Nadrobiłam zaległości spowodowane moją nieobecnością :)
    W końcu są razem <3
    Kiedy czytałam poprzednie rozdziały płakałam, a dziś się uśmiechałam :)
    Kocham to opowiadanie <3
    Zapraszam na mojego bloga, gdzie dodałam pierwszego posta po długiej przerwie :)
    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. genialny ♥
    rozumiem tą całą radość Marco :D
    i dobrze, że trener też był wyrozumiały :>
    ale w Kevinie to zero współczucia normalnie xdd
    ciekawe jak na to wszystko zareaguje Lewy xdd
    weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Woowww Jaki słodki Marco *,* reakcja trenera, aż zadziwiająca xD ciekawe jak reszta zareaguje na powrót Weroniki i na to, że jest w ciąży ;0

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rozdział.
    Jaki słodki Marco . ! *.* ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny, Marco oszalał haha :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział! Bardzo się cieszę z takiego stanu rzeczy ;D Marco już ześwirował na punkcie dziecka, a co to bedzie później haha. Nie mogę się doczekać nowego rozdziału. Pozdrawiam i zapraszam do siebie na opowiadani z jednym z Borussen w roli głównej ;]
    http://sag-mir-wo-ist-die-echte-liebe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej, kochana! Na samym początku chciałabym przeprosić, że mnie tak długo tu nie było, obiecuję jednak poprawę!
    Rozdział jest świetny. Marco jaki słodki, bardzo mi się to podoba :) Ta jego radość - bezcenna wręcz!
    Czekam z niecierpliwością na kolejny :)
    Pozdrawiam ciepło i zapraszam na moje blogi ;)
    http://bvbstory.blogspot.com/
    http://life-is-sometimes-cruel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Na szczęście Marco ucieszył się z tej wiadomości. W sumie to mogło być różnie, ale najwidoczniej dziecko znów na nowo złączy Reusa i Weronikę. Mam nadzieję, że już nic ich nie rozłączy! Szał piłkarza na wieść, że będzie ojcem była na serio komiczna. Wczuł się bardzo szybko w swoją nową rolę. Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  9. O jezu, nie no! Marco jest cudowny, haha! Na początku nie spodziewałam się, że będzie myślał, że Weronika znalazła sobie kogoś innego, a potem jak dowiedział się o ciąży to w ogóle bajka, haha! Mistrzowski rozdział! Cieszę się, że nadeszła chwila, kiedy oni oboje są szczęśliwi, a już ten uroczy blondyn... Jezu, jego to po prostu radość rozpiera wzdłuż i wszerz! To było niesamowicie zabawne jak wszedł do domu z tymi zakupami! Nieźle się angażuje, żeby tylko miał taki zapał i po narodzinach dziecka!
    Kochana, ogólnie rozdział jest wspaniały! Należało im się trochę szczęścia i cieszę się, że na to szczęście im pozwoliłaś! Mam nadzieje, że to potrwa jak najdłużej!
    Buziaki ;* ŚCISKAM♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojej! Bardzo dobrze, że Marco ucieszył się na wieść o dziecku!:)
    Jest taki słodki, gdy wariuje! Widać, że zależy mu na dziewczynie! Moment z ziołowymi herbatkami, wymiata! :)
    Cudownie, że oni w końcu są szczęśliwi... Mam nadzieję,że to szczęście potrwa jak najdłużej!
    Rozdział oczywiście - GENIALNY! <3
    Czekam na kolejny!
    Pozdrawiam, Izaa ; **

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział genialny! :*
    Zapraszamy na nasz nowy blog! Debiut :D
    Mamy nadzieję, że się spodoba. :)
    http://ucisz-mnie-pocalunkiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy