*
Jestem tu dla Ciebie, jeśli tylko ci jeszcze zależy
Dotknąłeś mojego serca, dotknąłeś mojej duszy.
Zmieniłeś moje życie i wszystkie moje cele.
A miłość jest ślepa i wiedziałam to, gdy
Moje serce było zaślepione przez Ciebie.
Dotknąłeś mojego serca, dotknąłeś mojej duszy.
Zmieniłeś moje życie i wszystkie moje cele.
A miłość jest ślepa i wiedziałam to, gdy
Moje serce było zaślepione przez Ciebie.
*
Otworzył drzwi swojego mieszkania, zapraszając ją do środka. Niepewnie przekroczyła próg, zdjęła swój płaszcz, który odwiesiła na odpowiednie miejsce po czym powędrowała wraz z nim do pokoju i usiadła obok. Była spokojna, niczym nie zaskoczona, tak jakby przeczuwała to co się stało. Gdy była z Nim, chciała tego, tak to sobie wyobrażała, może w późniejszym czasie, ale to było jej marzenie. Jednak teraz gdy On jest kilkaset kilometrów od niej, o niczym nie wiedząc, czuje obawy. Wie, że prędzej czy później będzie musiała mu o tym powiedzieć. A to jak zareaguje, jest dla niej wielką niewiadomą.
- Powiesz coś ? - zapytała przyjaciela, który nadal milczał, zagubiony we własnych myślach, nieobecny od dłuższej chwili.
- Chciałbym, ale nie wiem co. Jestem w szoku. Po prostu nie wyobrażałem sobie, że coś takiego może się wydarzyć i to teraz gdy, ty i on... Wera, znowu się pokomplikowało - mówił załamanym głosem.
- Wiem, Aaron wiem. Ale nie martwię się tym, nie martwię się tym co będzie. Nadchodzi chyba czas najważniejszych decyzji w moim życiu. - oparła głowę o jego ramię, patrząc przed siebie.
- Wrócisz do niego ?
- Nie wiem. Chciałabym. Chciałabym, aby wszystko się ułożyło, abyśmy znów byli razem szczęśliwi, byśmy byli rodziną, bo od teraz łączy nas coś więcej niż tylko uczucie. Tylko, że się boję.
- Czego się boisz ?
- Tego, że on tego nie chce. Że, gdy powiem mu o wszystkim, znienawidzi mnie i nie będzie chciał mnie znać, mieć ze mną nic wspólnego, nawet dziecka. Naszego dziecka.
- To na pewno się nie stanie. Kocha cię, pokocha wasze dziecko i będziecie razem szczęśliwi. Pomyśl, że już nie długo będziesz obok niego, będziesz widywała go każdego dnia, patrzyła jak wychowuje wasze dziecko, jak jest szczęśliwy móc was mieć. A Dortmund stanie się twoim prawdziwym i jedynym domem. Tam masz wszystko czego potrzebujesz do szczęścia : chłopaka, przyjaciół, pasję, wszystko.
- W Londynie też. Tutaj mam ciebie i nie chcę cię stracić, tak jak przez te kilka miesięcy.
- Wiesz, że zawsze jestem z tobą. Nawet gdy nie ma mnie obok. Nadchodzi czas wielkich zmian i poważnych decyzji. Nic nie trwa wiecznie, poza naszą przyjaźnią i waszą miłością...Teraz wszystko się ułoży- zakończył, objął ją ramieniem i tak spędzili całe popołudnie.
***
Wieczorem siedziała w swoim łóżku słuchając ulubionych piosenek. Z każdą wiązały się wspomnienia, o których nie chciała zapominać. Zastanawiała się co teraz będzie. Jak dalej potoczy się jej życie, czy wszystko wróci na właściwe tory, i czy najważniejsze, czy wszyscy od teraz będą szczęśliwi. Chciała tego, chciała szczęścia.
Gdy usłyszała dzwoniący telefon, spojrzała na wyświetlacz, ale widząc pojawiający się napis Wojtek, zignorowała dźwięki i wygodnie ułożyła się na łóżku, okryła pościelą i zasnęła z uśmiechem na twarzy. Tylko we śnie była spokojna, tylko wtedy w pełni czuła się bezpiecznie, szukając szczęścia w sennych krainach.
Nie chciała się budzić, nie chciała opuszczać swojego świata, który wykreowała swoimi marzeniami. Niestety dzisiejsze obowiązki zmusiły ją do opuszczenia ciepłego łóżka i wyjścia na zatłoczone ulice londyńskiego miasta. Zjadła lekkie śniadanie, ubrała ciepły płaszcz obwijając się wełnianym szalem, po czym wyszła na zewnątrz. Kierowała się prosto na Emirates Stadium, gdzie Arsenal rozgrywał swój pierwszy trening po przerwie świątecznej. Uprzejmie przywitała się z ochroniarzami, którzy doskonale znali młodą Polkę, która przez tyle lat zasiadała na trybunach stadionu i wspierała swoich najbliższych przyjaciół. Pokonała kilkunastometrowy korytarz po czym przez szerokie drzwi weszła na jedną z części trybun i zasiadła na pierwszym miejscu tuż przy murawie, na której trenowali piłkarze.
- Weronika przyszła ! - rozległo się wołanie Fabiańskiego, który zamaszyście machał w kierunku koleżanki, a wraz z nim reszta podopiecznych Arsena Wengera. Brunetka pomachała na przywitanie i pozostała na swoim miejscu. Jedynie walijski piłkarz przybiegł by osobiście przywitać swoją przyjaciółkę.
- Nie mówiłaś że przyjdziesz - mówił przytulając ją na przywitanie, a następnie głęboko oddychając po męczącym treningu, usiadł tuż obok. - Jak się dzisiaj czujemy ?
- Dobrze, nawet bardzo dobrze - uśmiechnęła się, choć na jej twarzy widoczny był cień smutku.
- Wszystko w porządku ? - uniósł jej podbródek by spojrzeć w jej oczy
- Aaron muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego. Chodzi o to, że...- zaczęła niepewnie, lecz przerwał jej trener wołając swojego piłkarza
- Muszę iść. Potem pogadamy ! - przyjacielsko ucałował ją w policzek i szybko pobiegł na murawę by kontynuować trening.
Niedługo potem, trener widząc zmęczenie u swoich piłkarzy, zarządził zakończenie treningu, pożegnał wszystkich i wyszedł, a za nimi reszta mężczyzn kierujących się prosto do szatni. Kilka minut później wszyscy zaczęli się rozchodzić. Stała oparta o szklane drzwi, gdy ktoś ją zaczepił, czochrając jej włosy. Oburzona odwróciła się w drugą stronę, spodziewając się Aarona, lecz jej oczom ukazała się dwójka rozweselonych przyjaciół, Oliviera i i Jack'a.
- A wam co znowu dolega ? - uniosła brew, po czym wybuchła śmiechem
- Nam nigdy nic nie dolega. Chociaż Olivier ma pewnie gorączkę, zresztą, jak zawsze.
- A ty zaraz będziesz miał guza na głowie - udając obrażonego, założył ręce i zwrócił się w stronę dziewczyny- Kochana, a ty idziesz z nami prawda ?
- Dokąd ?
- Robimy małą imprezkę, a bez ciebie i Aarona to żadna frajda.
- Aaron na pewno przyjdzie, nie przegapiłby takiej okazji.
- Jak ciebie nie będzie to i jego nie będzie. On ciebie ani na krok nie odstępuje. - mówił śmiejąc się, lecz za chwilę dodał na poważnie - Tak na serio, fajnie że znów z nami jesteś. Stęskniliśmy się za tobą, a Aaron to już całkiem. Fajnie jest widzieć go szczęśliwego - słuchając tego, aż łzy cisnęły się jej do oczu, co próbowała powstrzymywać.
- O czym rozmawiacie ? - zapytał właśnie przybyły Ramsey, obejmując Weronikę
- O twojej wielkiej miłości jaką darzysz naszą Werusię - ledwo wypowiedział się Olivier zachodząc się ze śmiechu, a wtórował mu nie kto inny, jak Jack. Dwudziestoparolatek nieco się zarumienił tak jak młoda Polka, po czym szybko pospieszył przyjaciół i opuścili stadion, kierując się do ulubionego klubu.
Nie chciała się budzić, nie chciała opuszczać swojego świata, który wykreowała swoimi marzeniami. Niestety dzisiejsze obowiązki zmusiły ją do opuszczenia ciepłego łóżka i wyjścia na zatłoczone ulice londyńskiego miasta. Zjadła lekkie śniadanie, ubrała ciepły płaszcz obwijając się wełnianym szalem, po czym wyszła na zewnątrz. Kierowała się prosto na Emirates Stadium, gdzie Arsenal rozgrywał swój pierwszy trening po przerwie świątecznej. Uprzejmie przywitała się z ochroniarzami, którzy doskonale znali młodą Polkę, która przez tyle lat zasiadała na trybunach stadionu i wspierała swoich najbliższych przyjaciół. Pokonała kilkunastometrowy korytarz po czym przez szerokie drzwi weszła na jedną z części trybun i zasiadła na pierwszym miejscu tuż przy murawie, na której trenowali piłkarze.
- Weronika przyszła ! - rozległo się wołanie Fabiańskiego, który zamaszyście machał w kierunku koleżanki, a wraz z nim reszta podopiecznych Arsena Wengera. Brunetka pomachała na przywitanie i pozostała na swoim miejscu. Jedynie walijski piłkarz przybiegł by osobiście przywitać swoją przyjaciółkę.
- Nie mówiłaś że przyjdziesz - mówił przytulając ją na przywitanie, a następnie głęboko oddychając po męczącym treningu, usiadł tuż obok. - Jak się dzisiaj czujemy ?
- Dobrze, nawet bardzo dobrze - uśmiechnęła się, choć na jej twarzy widoczny był cień smutku.
- Wszystko w porządku ? - uniósł jej podbródek by spojrzeć w jej oczy
- Aaron muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego. Chodzi o to, że...- zaczęła niepewnie, lecz przerwał jej trener wołając swojego piłkarza
- Muszę iść. Potem pogadamy ! - przyjacielsko ucałował ją w policzek i szybko pobiegł na murawę by kontynuować trening.
Niedługo potem, trener widząc zmęczenie u swoich piłkarzy, zarządził zakończenie treningu, pożegnał wszystkich i wyszedł, a za nimi reszta mężczyzn kierujących się prosto do szatni. Kilka minut później wszyscy zaczęli się rozchodzić. Stała oparta o szklane drzwi, gdy ktoś ją zaczepił, czochrając jej włosy. Oburzona odwróciła się w drugą stronę, spodziewając się Aarona, lecz jej oczom ukazała się dwójka rozweselonych przyjaciół, Oliviera i i Jack'a.
- A wam co znowu dolega ? - uniosła brew, po czym wybuchła śmiechem
- Nam nigdy nic nie dolega. Chociaż Olivier ma pewnie gorączkę, zresztą, jak zawsze.
- A ty zaraz będziesz miał guza na głowie - udając obrażonego, założył ręce i zwrócił się w stronę dziewczyny- Kochana, a ty idziesz z nami prawda ?
- Dokąd ?
- Robimy małą imprezkę, a bez ciebie i Aarona to żadna frajda.
- Aaron na pewno przyjdzie, nie przegapiłby takiej okazji.
- Jak ciebie nie będzie to i jego nie będzie. On ciebie ani na krok nie odstępuje. - mówił śmiejąc się, lecz za chwilę dodał na poważnie - Tak na serio, fajnie że znów z nami jesteś. Stęskniliśmy się za tobą, a Aaron to już całkiem. Fajnie jest widzieć go szczęśliwego - słuchając tego, aż łzy cisnęły się jej do oczu, co próbowała powstrzymywać.
- O czym rozmawiacie ? - zapytał właśnie przybyły Ramsey, obejmując Weronikę
- O twojej wielkiej miłości jaką darzysz naszą Werusię - ledwo wypowiedział się Olivier zachodząc się ze śmiechu, a wtórował mu nie kto inny, jak Jack. Dwudziestoparolatek nieco się zarumienił tak jak młoda Polka, po czym szybko pospieszył przyjaciół i opuścili stadion, kierując się do ulubionego klubu.
***
Siedzieli przy jednym z miejscowych stolików cały czas rozmawiając. Kilku znajomych przebywało na parkiecie, świetnie się bawiąc, lecz oni woleli cieszyć się swoim towarzystwem. Ciągle próbowała zacząć ten niezbyt przyjemny temat, lecz za każdym razem, szybko kończyła z obawy że straci przyjaciela. Jednak doskonale wiedziała, że musi mu o tym powiedzieć.
- Zaczekaj - powiedziała w końcu, gdy chłopak zaczął opowiadać jej kolejną historię - Muszę ci coś powiedzieć - wzięła łyk soku pomarańczowego po czym spojrzała w oczy swojego przyjaciela i zaczęła mówić - Nie wiem od czego zacząć. Miałeś rację mówiąc, że znów wszystko się pokomplikowało. Nie wiem co powinnam zrobić, by było dobrze, ale wiem, że on musi poznać prawdę. Wiem, jak to jest nie mieć rodziców, więc nie chcę pozbawiać tego mojego dziecka.
- Co chcesz mi przez to powiedzieć ?
- Wracam do Dortmundu - chłopak spuścił głowę, wpatrując się w blat stolika - Nic nie powiesz ?
- A co ma powiedzieć człowiek, który traci coś najcenniejszego w życiu ? - zakończył, po czym wstał i zniknął w tłumie bawiących się ludzi.
- Po prostu... nie odchodź - wyszeptała, roniąc pojedyncze łzy
- Co się stało ? Dlaczego Aaron wyszedł ? Weronika ? - obsypywał ją pytaniami Olivier, martwiąc się o przyjaciół
- Znowu wszystko zniszczyłam, znowu wszystko straciłam - odpowiedziała i wyszła.
***
Siedziała w przedpokoju na swojej walizce rozglądając się wokół. Wiedziała, że jeszcze tu wróci, wróci by załatwić resztę spraw, związanych między innymi ze sprzedażą mieszkania, ale mimo to, czuje ścisk w żołądku na myśl, że opuszcza to wszystko. Wie, że jej miejsce jest tam, w Dortmundzie, ale również wie, ile dało jej życie w Londynie, ile dali jej ludzie, którzy na nowo stali się jej rodziną. Teraz wyjeżdża, smutna, bo znów zniszczyła swoją przyjaźń z kimś, w kim od zawsze miała wsparcie. Nie ma żalu, nie ma pretensji, bo to ona zawiniła.
W czasie, gdy ona wsiadała do taksówki tuż za rogiem, on wchodził po schodach by się z nią pożegnać. Jednak nie zdążył. Minęli się. Tak po prostu. Ona obwinia siebie, a On siebie samego. Obojgu zabrakło odwagi, by wszystko naprawić. Stracili przyjaźń , przyjaźń bezcenną, wartą wszelkich poświęceń. Może uda im się to naprawić ? Tylko, które z nich jako pierwsze zawalczy ?
Po zmroku była już w Dortmundzie. Zimne powietrze dawało się we znaki, więc jak najszybciej zadzwoniła po taksówkę, która zjawiła się po około upływie kwadransa czasu. Miły kierowca wziął walizkę, którą włożył do bagażnika pojazdu, a następnie zawiózł młodą kobietę we wskazane miejsce. Z walizką pod ręką spojrzała na kilkupiętrowy budynek, po czym weszła do środka. Nim się obejrzała, stała tuż pod jego drzwiami. Po kilku zawahaniach, wcisnęła dzwonek i czekała. Czekała długo, lecz nikt nie otwierał.
- Nie ma go... - posmutniała jeszcze bardziej, odwróciła się i wpadła na mężczyznę. Uniósł wzrok, oniemiał, upuścił swój telefon, który spadł ze schodów. Stał i patrzyła. Ona również. Cała drżała. Po jej bladych policzkach zaczęły spływać łzy. Widząc to, zrobił krok naprzód, spojrzał w jej połyskujące oczy, dłonią gładził jej zmarznięty policzek. Jego oczy również się zaczerwieniły, pobladł jeszcze bardziej niż zawsze. Niepewnie objął ją w talii, lecz po chwili przyciągnął ją do siebie, przytulił najmocniej jak potrafił, chowając twarz w jej gęstych włosach. Stali tak przez długi czas. Dla nich ten czas stanął w miejscu. Był tak bardzo szczęśliwy, jak nigdy dotąd. Znów trzyma cały swój świat w swoich objęciach.
- Wróciłaś...Powiedz, proszę powiedz, że na zawsze... - wyszeptał opierając się o jej czoło, nadal patrząc głęboko w jej oczy.
- Wróciłam, ale nie wróciłam sama, Marco...
***
Mam nadzieję, że się spodobało. Kolejny za tydzień.
Pozdrawiam
ps. nowy rozdział na http://marcoreus-loveme.blogspot.com/
Wróciła! Mam nadzieję, że nic, ani nikt ich już nie rozdzieli. Jestem ciekawa, reakcji Marco na wieść o dziecku. Optymistycznie myśląc, zresztą jak zawsze w moim przypadku... Ucieszy się. Ja także się cieszę, że dodałaś i odciągnęłaś mnie od totalnej nudy. Dzięki Ci! Sorry, że rzadko komentuję, wiedz że czytam każdy rozdział ;) Czekam na następny. Pozdrawiam ciepło! ;*
OdpowiedzUsuńThe-story-is-complicated.blogspot.com
;))
nawet nie wiesz jak się cieszę że powróciłaś na tego bloga :) mam nadzieję że poukładalaś sobie wszystko :)
OdpowiedzUsuńA co do rozdziału to jest świetny, ciekawe jak to się dalej potoczy :D
czekamy na nastepny *.*
Pozdrawiam Paula :*
Ooo Boże. Nie wie. Co powiedzieć. Piszesz tak genialnie, że, gdy czytałam ostatnie fragmenty serce mi waliło i wali do tej pory. Uwierz mi, mówię to szczerze.
OdpowiedzUsuńA co do rozdziału, wiadomo cudowny. A miłości Marco i Weroniki nic nie zniszczy.
Z nieciepliowością czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam :**
Super, że wróciła do Dortmundu
OdpowiedzUsuńświetny, cudowny, genialny xdd
OdpowiedzUsuńfajnie że wróciła :D
oby Marco dobrze przyjął tę wiadomość :)
a potem już z górki ( mam nadzieję ) i będą żyli długo i szczęśliwie :D
weny ♥
Genialny rozdział!
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Marco spokojnie zareaguje i będzie dobrze...
Ja również, tak jak poprzedniczki, myślę,że nic nie jest w stanie popsuć miłości Weroniki i Marco!
Będą szczęśliwi... <3
Rozdział, podkreślam - fenomenalny! Świetny! Tworzysz taki nastrój...Po prostu masz ogromny talent <3
I tak, bardzo się spodobało. :)
Czekam na kolejny!
Pozdrawiam, Izaa ;**
Cieszę się, że znów pojawił się nowy rozdział ;)
OdpowiedzUsuńDobrze, że Weronika wróciła już na stałe ;)
Ciekawe jak Marco zareaguje na małego Reusika *.*
Jestem zasmucona faktem, że Twój drugi blog ( http://rozabezkolcow.blogspot.com/ ) jest dostępny dla zaproszonych czytelników. Bardzo go lubiłam ;)
Pozdrawiam - Nikola :*
Cieszę się, że Wera odważyła się wrócić do Dortmundu. To niełatwa decyzja dla niej. Mam nadzieję, że Marco się ucieszy z wieści o dziecku. To krew z jego krwi, więc powinien być dumny, że wkrótce narodzi się jego potomek. Czekam z niecierpliwością na kolejny.
OdpowiedzUsuńSupeeeeeeeeeeeer, wielka szkoda, że tak potoczyły się sprawy z Aaronem. Aaa i ciekawi mnie jak Marco przyjmie tą wiadomość o malutkim "towarzyszu" ;]
OdpowiedzUsuńCZEKAM NA KOLEJNY ROZDZIAŁ I ZAPRASZAM DO SIEBIE:
http://sag-mir-wo-ist-die-echte-liebe.blogspot.com/
Aaron jej wybaczy. Jak nie teraz, to później, bo jest dla niego zbyt cenna. Ale żal mi chłopaka :c
OdpowiedzUsuńChociaż bardzo bym chciała, żeby Marco i Wera znowu byli razem, coś czuje, że tak łatwo nie będzie. Oby tylko chłopak dobrze przyjął wiadomość o dziecku .....
Pozdrawiam ;*
Boże! Cały rozdział płakałam! Nie wiem jak Ty to robisz, ale totalnie doprowadzasz mnie do łez i to piękne! Zacząwszy od rozmowy Aarona z Weroniką i ich pożegnaniu, kończąc na tym jak wpadła na Marco. Cały czas nie mogłam powstrzymać łez. Brakowało mi ich razem. Reusa i Werki. I cieszę się, że wróciła, choć szkoda mi Aarona. Na pewno boli go to, że jego przyjaciółka znów wyjechała, ale jest jej przyjacielem i wiem, że to zrozumie...
OdpowiedzUsuńA te ostatnie słowa Weroniki?! Boże, Ty powinnaś pisać poezje jakieś. To było piękne! Tak ślicznie to ujęłaś, kochana! Cały czas się wzruszam jak to czytam! jesteś niesamowita po prostu!
Buziaki wielkie i przepraszam, że dopiero teraz komentuje:*