sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 36

 *

Oddałam Ci wszystko co miałam- serce. Przez Ciebie pełne jest blizn, a mimo to ono pragnie Cię tak bardzo, że bije tylko dla Ciebie.

*





Siedzieli przez długi czas w milczeniu, ale można było wyczuć panujące pomiędzy nimi napięcie. Siedzący na przeciw wszystkich Wojtek, ze spuszczoną głową, nerwowo spoglądał ukradkiem na wszystkich. Wolałby już usłyszeć jak wszyscy go znienawidzili, za to, że zniszczył wszystkim życie, niż dającą się we znaki ich obojętność wobec jego osoby. Właściwie, to każdy miał mu coś do zakomunikowania, ale w tym momencie dla nich wszystkich, ważniejszy był ich przyjaciel, od którego nie otrzymali żadnych oznak życia. Nie mogący znieść owego zachowania przyjaciół, Wojtek, wstał i z rozłożonymi rękoma i w końcu zapytał.
- Nie macie mi nic do powiedzenia ? Nic ?! Kompletnie nic ?! - był wściekły. Nie na nich, a na siebie samego. Za to, że zniszczył wszystko co miał, co mieli inni, że zranił tak bardzo najbliższych mu ludzi.
- Nie chcesz tego usłyszeć ! - warknął Kuba, który już nie panował nad swoimi emocjami. Agata ujęła jego dłoń, wtulając się w jego ciało.
- Mamy ci do powiedzenia, bardzo wiele.- ostatecznie odezwała się Anna, która stanęła na przeciw niego. - Po co przyjechałeś ? Po co tu jesteś ? Nie widzisz co nam zrobiłeś ? Spójrz - gestem ręki wskazała na załamanych przyjaciół - Co się z nami stało ? Mieliśmy wszystko. Szczęście, zdrowie, przyjaciół. A teraz ? Teraz nie mamy nic. Przez ciebie. Tak, Wojciechu Szczęsny. Zniszczyłeś nam życie. A tylko dlatego, że miałeś chore ambicje, plany, by być  z kimś,  z kim być nie możesz. Wzajemnie się nienawidzimy, ale jest coś co nas łączy. Ludzie, którzy dla nas obojga są centrum naszego świata. Gdy przyjechałeś do nas z Weroniką, znienawidziłam cię najbardziej w świecie. Znienawidziłam, bo nie przyjechałeś sam, lecz z nią. Z dziewczyną, która była dla Roberta wszystkim. Jak okazało się, że zostaje  w Niemczech nie wiedziałam co robić. Byłam świadoma tego, że Robert będzie chciał wszystko naprawić i znów z nią być. Ale wtedy pojawił się ktoś, dzięki komu stałam się spokojniejsza. Marco. Dla niego Weronika była gotowa zrobić wszystko,a on dla niej. Właściwie to nadal tak jest. A wiesz dlaczego ? Bo się kochają, kochają się prawdziwie. Tylko, że ty tę miłość zniszczyłeś. Nie zabiłeś jej, lecz odciąłeś jej drogę. Czy przez chwilę, gdy ty dążyłeś do zrealizowania swoich planów, pomyślałeś o niej ? O tym czy ona by tego chciała ? Być z tobą ? Wojtek, ona tego nie chce. Kiedy zrozumiesz, że jesteś jej przyjacielem ? Kocha cię, ale nie tak jak byś ty tego chciał. A wiesz czego nie rozumiem ? Tego, że ty, oni, nie wierzycie jej. Czy wy naprawdę jesteście tak głupi ? - zapytała zwracając się już do wszystkich - Czy naprawdę wierzycie w to, że zostawiła was wszystkich, zostawiła Marco i związała się z Aaronem ? Nie, wy nie wierzycie w to. Próbujecie tylko uwierzyć, bo tak będzie łatwiej. Zrzucacie winę na nią, bo sami chcecie zostać pokrzywdzonymi. Ale jest na odwrót. Wszyscy razem, a także ja, zniszczyliśmy jej życie. I nie mamy nic na usprawiedliwienie. Nic, kompletnie nic. A ty Wojtek, jesteś największym dupkiem jakiego ten świat widział.
- Wiem i przepraszam za to - odezwał się ze skruchą w głosie polski bramkarz.
- Przepraszasz ?! Kogo obchodzą twoje przeprosiny ?! Nikogo ! Mamy gdzieś to co chcesz nam powiedzieć. Teraz nic nie jest ważniejsze od Marco, który zniknął.
Siedzieli jeszcze przez dłuższy czas zastanawiając się jak odnaleźć przyjaciela. Bali się o niego, wiedzieli, że może zrobić coś głupiego. Że sam może zrobić sobie krzywdę.Dopiero nie dawno przybyli Piszczkowie postanowili, że na początek trzeba zadzwonić do Mario, a jeśli ten nic nie będzie wiedział, ruszą na miasto by odnaleźć go, w którymś z wielu tutejszych klubów. Początkowo sceptycznie nastawieni przyjaciele, doszli do wniosku, że to nie jest zły pomysł, i tak też postąpili.
- I co ?- zapytał Kuba, gdy Robert przestał rozmawiać z byłym zawodnikiem dortmundzkiego klubu.
- Nic. Mario nic nie wie. W ogóle ostatnio się nie kontaktowali ze sobą- odpowiedział Lewandowski
- Pewnie. Co ma się interesować Reusem, skoro ma nowych, lepszych i fajniejszych kumpli- prychnął Błaszczykowski, za co skarciła go małżonka- Co Agata ? Tak jest prawda i nie ma co się oszukiwać. Ani Borussia, ani Marco, dla Goetzego już nic nie znaczą. Jedziemy ! - krzyknął
- Pojadę z wami - dodał Szczęsny
- Nie. Nie potrzebujemy jeszcze ciebie do szczęścia- urwał kapitan polskiej reprezentacji i wszyscy opuścili dom, poza bramkarzem, który nie chcąc się więcej kłócić, pozostał tak jak mu rozkazano.





***




Zmęczeni i niewyspani, odwiedzili chyba już każdy klub w mieście, lecz w żadnym nie odnaleźli swojego przyjaciela. Coraz bardziej się niepokoili, nie wiedzieli co robić a zwłaszcza gdzie go szukać. Dochodziła godzina piąta nad ranem, gdy zrezygnowani wsiedli do samochodu by odetchnąć.
- Co teraz robimy ? - zadał pytanie Robert spoglądając na resztę osób. Przetarł zaspane i zmęczone oczy, próbując myśleć trzeźwo, próbując zrozumieć Marco, bo tylko tak są w stanie go odnaleźć.
- Nie wiem, nie mam pojęcia - westchnął Kuba mając świadomość, że nadal tkwią w martwym punkcie, nie wiedząc nic.- Jedźmy do niego, do domu.
- Kuba, byliśmy. Nie ma go i tyle.- sceptycznie odparł Łukasz
- To nic. Robert jedź- rozkazał zawodnik Borusii- Może już wrócił. Może...
Stojąc przed blokiem spojrzeli w jedno z okien, w którym nie było nic poza czernią. Po wnikliwych rozmowach przyjaciele ustalili, że to tylko Robert z Jakubem pójdą sprawdzić czy Marco jest w domu. Weszli do środka, windą na górę, a po chwili stali przed drzwiami jednego z mieszkań. Jakub nie bawiąc się w dzwonienie, pukanie, po prostu chwycił za klamkę, która o dziwo drgnęła a drzwi się otworzyły. W środku panowała nieokiełznana ciemność i chłód, poprzez otwarte okna. Niepewnie weszli do salonu, wytężyli wzrok i ujrzeli sylwetkę młodego mężczyzny. Siedział na kanapie, pochylony ze spuszczoną głową, a słychać było tylko dźwięki stawiania kieliszka na szklany blat stołu.
- Marco, to nie pomoże- zaczął subtelnie Lewandowski, by w jakikolwiek sposób dotrzeć do piłkarza
- Wyjdźcie- warknął nie ruszając się z miejsca
- Nie wyjdziemy do póki się nie opamiętasz - odparł Błaszczykowski
- Głusi jesteście ?! Wypad ! - wykrzyczał, rzucając pustą butelkę w stronę przyjaciół, która rozpadła się na kilka części tuż pod ich nogami.
- Nie zachowuj się jak szczeniak ! W ten sposób jej nie odzyskasz !
- I nie zamierzam. Ona dla mnie nie istnieje.- po raz pierwszy spojrzał na nich- Jest największym błędem mojego życia.- dodał po czym jego przyjaciele, nie mogący tego słuchać zwrócili się w kierunku wyjścia.
- Nie umiesz kłamać, Reus- wypowiedział na koniec Kuba, który znał prawdę. Wszyscy ją znali. Każdy kto choć trochę znał tego chłopaka, wiedział, że przeżywa on zawód miłosny, cierpi jak nigdy, kocha jak nigdy i jest nieszczęśliwy nie mogąc być ze swoją dziewczyną.





***




Krótkotrwały powrót do domu przebiegł w ciszy i zamyśleniu. Za każdym razem, gdy samochód przystawał na czerwonym świetle, Robert zerkał kątem oka na swoją dziewczynę, która w bezruchu wypatrywała przez szybę, a na tylnym siedzeniu siedział zmartwiony Wojtek. Każdy z nich miał mętlik w głowie, każdy myślał o niej. Co robi, z kim jest, czy jest bezpieczna i co czuje. Czy wróci ? Czy jest szansa by było tak jak dawniej ? Nie, to niemożliwe. Od teraz życie wszystkich obróci się o  sto osiemdziesiąt stopni, wszystko się zmieni.
- Tam będziesz spał- powiedział chłodno Robert otwierając drzwi jednego z pokoi, nie patrząc na przyjaciela, a może od teraz zwykłego kolegę, znajomego z kadry narodowej.
- Robert...- przemówił niepewnie bramkarz- Przepraszam- krótkie słowo, mimo że tak bardzo szczere, nie miało teraz znaczenia. Brunet zignorował nie pierwszą próbę naprawienia błędu i wrócił do swojej sypialni, by porozmawiać ze Stachurską, lecz ta w międzyczasie zamknęła się w łazience, a on pozostał z milionami myśli. Ułożył się wygodnie na rozległym łóżku, wzrok wbił w śnieżno biały sufit, próbując uporządkować choć po części swoje myśli. Myśli, które dręczyły go całymi dniami i nocami, które go ograniczały, nie pozwalały racjonalnie myśleć. Po raz kolejny powraca do niego to uczucie, od którego pragnie uciec. Ma świadomość, że się oszukuję od długiego czasu. Nic się nie zmieniło, nic, kompletnie nic. Kocha ją, kocha tak bardzo, że ta miłość go niszczy. Brakuje mu tej kruchej istoty, która mimo iż była nieosiągalna, czuł jej bliskość. Kocha jej uśmiech, jej spojrzenie, jej ruchy, to jak mówi, jak się porusza. Gdyby nic nie stało na przeszkodzie, mógłby... Ale nie, nie może. Zbyt bardzo ją zranił, zbyt wiele razy oszukał, by mógłby być teraz kimś ważnym w jej życiu, w jej sercu. 
Wstał, krążył po pokoju z zaciśniętymi dłońmi, nie mogąc nic zrobić. Życie stało labiryntem bez wyjścia. On i Ona. Ona kochała, On jeszcze nie. On pokochał, Ona odeszła. On kocha mocniej, kocha prawdziwie, Ona też kocha- bardzo. Lecz nie jego. Jego przyjaciela, a to boli jeszcze bardziej. Gdy byli razem, gdy widział ich razem, zakochanych, szczęśliwych, zapatrzonych w siebie, nie mógł tego znieść. Czuł jakby ktoś, kruszył jego serce. Wszystko się pokomplikowało, zaczęło się psuć, rozsypywać. Ich drogi mimo, że prowadziły do siebie, w pewnym momencie się rozeszły, a teraz żadne z nich, nie może odnaleźć drogi powrotu.
- Ania, czy możemy..- zaczął, gdy kobieta wyłoniła się zza drzwi, w swoim krótkim szlafroczku okrywającym jej wysportowane ciało.
- Daruj sobie, Robert- odpowiedziała, poprawiając swoje miejsce do spania.
- Nie traktuj mnie tak, jakbym zrobił coś złego. Nie zrobiłem nic!
- Właśnie Robert, nie zrobiłeś nic. A może powinieneś.
- To co mam zrobić ? Każda moja decyzja kogoś zrani.
- Zastanów się, Robert. Zastanów się czego chcesz w życiu. Z kim chcesz spędzić resztę życia.
- Wiesz dobrze, że z Tobą, Ania.- podszedł by ją ucałować, lecz ona mu nie pozwoliła.
- Czemu kłamiesz ? Nie wierzysz w to tak jak ja. Powiedz mi- spojrzała mu prosto w oczy- Gdyby nie Marco, zrobiłbyś wszystko by z nią być, prawda ?
- Ania, ale...
- Nie, nie ma żadnego ale. Przecież Weronika to pierwsza twoja prawdziwa miłość. A takiej się nie zapomina. Chcesz z nią być ?
- Ania...
- Odpowiedz- powiedziała przez zaciśnięte usta, nie patrząc  w oczy.
- Tak, chcę. Chcę z nią być, bo ją kocham jak szaleniec.- podszedł jak najbliżej mógł, pochylając się nad nią i szepcząc jej do ucha.- Ale ciebie też kocham. I nawet nie wiesz jakie to dla mnie trudne, kochać dwie kobiety, nie mogąc z jedną być, a drugą ciągle raniąc- dłonią pogładził jej policzek mokry od łez, po czym odsunął się, ubrał bluzę, a po chwili słychać było tylko trzaśnięcie drzwi.




***




 Siedziała na drewnianej podłodze, otulona kocem i wpatrywała się w okienną szybę, po której spływały smugi kropli deszczu. Pogoda była zdecydowanie adekwatna do jej nastroju. W dłoni trzymała jedno jedynie zdjęcie jakie zabrała do Londynu na pamiątkę. Tak naprawdę po nim pozostało jej tylko to pamiątkowe zdjęcie. Może jeszcze coś, o czym w tej chwili nie miała pojęcia, nie myślała nawet o tym nigdy, zwłaszcza teraz. Każdego dnia tęskni coraz bardziej, nie może znieść tej rozłąki z mężczyzną, którego tak bardzo kocha. Gdy tylko usłyszy dźwięk telefonu sięga po niego z nadzieją, że to właśnie On dzwoni by przeprosić, by się wytłumaczyć i błagać by do niego wróciła. Lecz za każdym razem spotyka ją to samo wielkie rozczarowanie.
- Co robisz ? - zapytała, gdy odebrał jej połączenie
- Wróciłem z zakupów, a coś się stało ?
- Nie, myślałam, że mógłbyś...
- Zaraz będę- przerwał jej, a potem sygnał się urwał. Delikatnie uniosła kąciki ust, tworząc nieśmiały uśmiech na jej bladej twarzy i znów wbiła wzrok w pozaokienny widok nocnego Londynu. Te melancholijne chwile nie trwały zbyt długo, gdyż rozległ się dzwonek do drzwi związany z jego przybyciem. Zrzuciła z siebie koc, po drodze zaświeciła światło i otworzyła drzwi.
- Co się dzieje ? - zapytał, gdy przekroczył próg wejścia.
- Tęsknię za nim - odpowiedziała i wtuliła się  w jego ciało. W jego ramionach czuła się bezpiecznie, w nich znajdowała spokój. Walijczyk uniósł jej ciało, wziął na ręce i zaniósł do salonu, gdzie razem usiedli, a on nic nie mówiąc pozwolił jej płakać.
- Wróć do niego - powiedział po dłuższej chwili, lecz tak naprawdę nie chciał  tego. Chciał jej szczęścia, lecz nie wyobrażał sobie, że znów straci przyjaciółkę, która była dla niego tak ważna.
- Nie mogę- odpowiedziała, kładąc głowę na jego ramieniu.
- Dlaczego ?
- Dlatego że, to nie ma sensu. Nie pasujemy do siebie i tyle.
- Wera, co ty wygadujesz ? Kochacie się i nic tego nie zmieni. Może potrzebna była wam ta przerwa, może to wszystko potoczyło się zbyt szybko, ale wy musicie być razem. Nie umiecie żyć bez siebie, nie potraficie  funkcjonować i nie próbuj zaprzeczać, bo ci nie uwierzę. - objął ją mocniej by poczuła, że nie jest sama z tym wszystkim - A co z Robertem ?- na te słowa uniosła głowę, spoglądając w jego oczy
- Co on ma do tego ?
- Mam wrażenie, że ma bardzo dużo. Mylę się, czy nadal go kochasz ?- zapytał, lecz to nie było trafione pytanie.
- Idę zrobić herbatę- szybko zmieniła temat, uwalniając się z jego uścisku.
- Werka ! Przepraszam. Chciałem tylko...
- Zielona czy owocowa ?- krzyknęła z kuchni, a chłopak pokręcił głową, z wściekłością na samego siebie, za to, że poruszył ten drażliwy temat.





***




Obudził ją dźwięk dzwoniącego budzika. Ruchem ręki wyłączyła urządzenie i spojrzała na lewą  stronę łóżka. Idealnie ułożona poduszka, zaścielona pościel- nie wrócił na noc. Przeczesała palcami swoje włosy, zarzucając je na bok, ubrała ciepłe pantofle i szlafrok po czym wyszła do kuchni, by zaparzyć sobie kawy. Siedząc na jednym z krzeseł patrząc na padający za oknem śnieg, zignorowała przyjście Wojtka, który zajął miejsce na przeciw niej.
- Robert jeszcze śpi ? - zapytał
- Nie. - odpowiedziała krótko nie patrząc na mężczyznę.
- A co robi ?
- Nie wiem ! Skąd mam to wiedzieć ?! Nie wrócił na noc, więc nie wiem gdzie był, z kim i co robił. Zresztą mnie to nie obchodzi! - podniosłym tonem głosu nawrzeszczała na bramkarza, który milcząc wyszedł z pomieszczenia i wrócił do pokoju. Chwycił za telefon, wybierając numer do Roberta i wcisnął zieloną słuchawkę. Niestety odpowiedziała mu wyłącznie głucha cisza. Rzucił telefonem o ścianę i wściekły usiadł na skraju łóżka, zastanawiając się co robić.





***




Zapomniała o niezręcznym pytaniu jakie jej zadał, i nadal traktowała go tak zawsze. Siedzieli w kuchni jedząc śniadanie, do czasu, gdy dziewczyna prędko wstała od stołu i pobiegła do łazienki. Spędziła tam dobry kwadrans nie odpowiadając na pytania, przez jej przyjaciel mocno się zaniepokoił. Przed wyjściem otarła łzy, które - nie wiadomo - czy były oznaką szczęścia czy smutku.
- Co się stało ?! - zapytał trzymając ją za ręce.
- Nic - odpowiedziała cichym głosem
- Nie mów mi nic, bo widzę, że coś się dzieje! Od dłuższego czasu masz zawroty głowy, jest ci słabo, więc przestań mi wmawiać, że wszystko jest w porządku ! - krzyczał, przejęty zdrowiem młodej kobiety, która rozumiała jego zachowanie i nie miała mu za złe tego, że ma do niej pretensje. - Ubieraj się. Zawiozę cię do lekarza - rozkazał, lecz ta protestowała. Mimo to, Walijczyk był nieugięty i w końcu stanęło na jego postanowieniu. Weronika poszła się ubrać, a ten czekał na nią w przedpokoju. Gdy była już gotowa wraz z nim wyszła z mieszkania, wsiadła do jego samochodu, po czym oboje ruszyli do najbliższego lekarza. 
Ze względu na brak pacjentów, dziewczyna została przyjęta bez większych problemów i posłusznie udała się do gabinetu. Choć domyślała się prawdy, jest kobieca intuicja zdawała się niezawodna, to wolała się upewnić i mieć to wszystko za sobą. Chociaż to był dopiero początek.
- I co ? - mężczyzna poderwał się z krzesła, gdy dziewczyna stanęła tuż przed nim, lecz milczała. Tajemniczo się uśmiechała, jej oczy połyskiwały, wydawała się nad wyraz spokojna, czym uspokoiła przyjaciela.- Wszystko dobrze, prawda ? - zadał kolejne pytanie, lecz ta nadal nie zamierzała odpowiadać. Ujęła jego dłoń, patrząc w jego przerażone oczy, po czym położyła ją na swoim podbrzuszu, szeroko się uśmiechając.
- Nie...- szepnął, mocno ją przytulając, by dziewczyna wiedziała, że wszystko będzie dobrze, ale sam czuł, że to oznacza jeszcze większe komplikacje w życiu ich wszystkich. Kolejne smutki, złamane serca, przepłakane noce. A może jednak to sprawi, że wszystko się ułoży i każdy odnajdzie swoje swoje szczęście ? Czas pokaże...




***




Czyli, chyba tutaj wróciłam. Chyba mogę tak powiedzieć. Wróciłam. Potrzebowałam tej przerwy, która mi pomogła. Znów mogę i chcę (!) dla Was pisać. Mam nadzieję, że choć troszeczkę się cieszycie. Mam też nadzieję, że nie zapomniałyście o tym opowiadaniu. 
Ten rozdział jej moim prezentem gwiazdkowym dla Was. Bardzo się starałam pisząc go, by wyszedł jak najlepiej. Liczę, że nie zawiodłam.
W związku, że święta już niedługo, chciałabym Wam tyle powiedzieć, tak wiele życzyć. Na pewno szczęścia, którego szukamy przez całe życie, które jest tak blisko, na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie bardzo dalekie i ulotne. Chciałabym by ono Wam zawsze towarzyszyło, było przy Was zawsze i byście odnajdowały je na każdym kroku. I zdrowia, które choć często pomijane, jest ważne, najważniejsze. Byście mimo różnych chorób, tych mniej istotnych i tych znaczących w Waszym życiu, się nie poddawały, rozwijały swoje pasje i pokonywały każde przeciwności na drodze z szerokim uśmiechem na twarzy. By Wasze marzenia, nawet te najmniejsze się spełniły. Byście odnosiły same sukcesy i były z siebie dumne. By przyszły rok był jeszcze lepszy dla Was, by przyniósł wiele wspaniałych rzeczy, by był kolejnym udanym etapem w życiu. I tego, abyście nadal były tak wspaniałymi, wielkimi osobami jak jesteście. Z tak wielkimi sercami przepełnionymi nieograniczoną dobrocią i miłością do innych. Byście nadał były moimi Aniołkami, które przy mnie czuwają, które są zawsze. Które wysłuchują moich problemów, które potrafią pocieszyć i sprawić, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Dziękuję, że jesteście, już od tak długiego czasu, przeżywacie ze mną, moje wzloty i upadki, podnosicie gdy upadam. Wspieracie mnie w najtrudniejszych chwilach. Czytacie i komentujecie moje opowiadania. Jesteście bez względu na wszystko...
Dziękuję!
WESOŁYCH ŚWIĄT !!! :)
Widzimy się za tydzień ! 










10 komentarzy:

  1. Super że wróciłaś:) rozdział Świetny:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jw. Świetnie, że wracasz :D
    Codo rozdziału, to świetny :) Jestem strasznie ciekawa jak to wszystko się potoczy, ona jest w ciąży z Marco, prawda? (Bo jesli nie to cos mi chyba umknęło) Z niecierpliwością czekam na kolejny i zachęcam Cię, abyś zajrzała na moje nowe opowiadanie:
    http://sag-mir-wo-ist-die-echte-liebe.blogspot.com/
    Tobie także Zdrowych i Wesołych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet sobie nie wyobrażasz jak się cieszę , że wróciłaś na tego bloga. Ten rozdział to cudowny prezent na nadchodzące święta :) Również życze Ci wszystkiego najlepszego , spełnienia tych najskrytszych marzeń i przede wszystkim żebyś nadal tak świetnie pisała ! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No! jest w ciąży z Marco = wszystko się ułoży prawda? Ona musi do niego wrócić! Bo inaczej nie wiem co zrobie >.< :c
    Piszesz cudownie - weny duuużo duuuużo weny ! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę przyznać, że cholernie brakowało mi Twojego opowiadania. Życie Weroniki jest takie zagmatwane. Trzech facetów zakochanych w niej po uszy, a ona w sumie najszczęśliwsza była z Reusem. Wojtek był, jest i będzie jej przyjacielem na zawsze. Najgorzej jest z Robertem. Jej wielka miłość, która szybko się zakończyła po wyjeździe piłkarza. Czas goi rany, więc może Polka powinna zostać w Londynie i starać się zapomnieć o cierpieniu, które zafundowali jej „kochankowie”. Przecież, ile ona może jeszcze znieść? Czekam na kolejny! Poza tym fajnie, że wróciłaś! Wesołych Świąt! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj tak... brakowało mi tego opowiadania. A, że ten rozdział był genialny to już nie muszę wspominać :)
    A z okazji zbliżających się świąt życzę Ci: wszystkiego co najlepsze, dużoooo zdrowia, szczęścia, aby spełniły się Twoje najskrytsze marzenia, i aby ten nowy nadchodzący rok był dla Ciebie wyjątkowy :*
    I oczywiście jak najwięcej weny, abyśmy mogły czytać Twoje znakomite historie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Brakowało mi tego opowiadania! Bosz jaki on jest cudowny :) Tyle się teraz u nich wydarzyło... Ciekawa jestem czy powie Marco o tym, że jest w ciąży? Czy wrócą do siebie? Czy Ania i Robert dadzą radę i przetrwa ich związek? Czy wybaczą dla Wojtka?
    Na święta życzę Ci jak najwięcej weny, żebyśmy mogli czytać Twoje opowiadanie z chęcią... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że wróciłaś :)
    Piękny rozdział ;D
    Mam nadzieję, że wszystko potoczy się dobrze i że każdy jakoś ułoży swoje życie :)
    Życzę Ci dużo weny i żebyś pisała mnóstwo ciekawych rozdziałów dla nas :D Wesołych Świąt <3
    +zapraszam do mnie na
    http://posylamusmiech.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. jej! wróciłaś ;D
    świetny rozdział :P
    nie dziwie, się że Anka wybuchła... też bym nie wytrzymała xd
    a Marco niech się ogarnie i zawalczy trochę :D
    jeszcze teraz ta ciąża....
    ojojoj...
    weny ♥

    Tobie również WESOŁYCH ŚWIĄT!

    OdpowiedzUsuń
  10. Genialny rozdział! Cieszę się, że wróciłaś. Tobie również życzę Wesołych Świat i szczęśliwego Nowego Roku, aby był on pełen pozytywnych przeżyć :* Amadea

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy