środa, 26 lutego 2014

Rozdział 44

 *

przyszłość będzie nasza. tylko nasza

*
 

Minęły kolejne godziny które ciągły się w nieskończoność. Zadała pytanie, jak dla niej normalne pytanie. na które nie ma trudnej odpowiedzi. A jednak jest. Co mogło się wydarzyć ? O Czym nie wie ona sama ? Przyjaźń tej dwójki wydawała się niezniszczalna, która wszystko pokona, największe próby i wyrzeczenia, jednak coś pękło. Wieloletnia przyjaźń ulotniła się i pozostał po niej jedynie cień, krótkie wspomnienia i żal. Przyjaźń jest tak bardzo ważna, sama o tym doskonale wie, bo nie raz wystawiała ją na próbę, i dlatego nie jest w stanie sobie wyobrazić tego co czuje jej ukochany. Wydarzyło się coś poważnego, to pewne. To nie błahostka, zwykła sprzeczka czy drobne nieporozumienie, lecz coś co zniszczyło najcenniejszą rzecz w świecie.
Nie była teraz sama, sama z własnymi złymi przeczuciami, lecz z Nim. Przyjacielem, tak prawdziwym przyjacielem, jedynym w swoim rodzaju. To więcej niż przyjaźń - to przywiązanie do drugiego człowieka połączone ze skazitelną miłością. Nie miłością znaną wszystkim. To uczucie bardzo rzadkie, wyjątkowe, które nie pojawia się znikąd lecz budowane przez wiele lat daje najcenniejszy owoc. Trzeba wiele poświęcić by tego doświadczyć. Ale dla Niego, Ona jest warta każdych wyrzeczeń. Pytanie, czy kryje się pod tym coś więcej...Kim On tak naprawdę jest ? Przyjaciel, o którym, po przyjeździe do Dortmundu, prawie zapomniała. Ale On czekał. Czekał długo, nieraz tracąc nadzieję, że znów ją zobaczy. Ale pamięta ten dzień, dzień w którym na nowo ją spotkał..I na nowo się...Czy to miałoby sens ? Nie, nie dla Niego. Chce jej szczęścia i dlatego nie zachowa się tak jak Wojtek. Wszystko zachowa dla siebie...Nikt nie pozna prawdy. Nigdy...
- Nie długo wróci, nie martw się. -odparł. widząc jak dziewczyna coraz bardziej się denerwuje. Kurczowo trzymała telefon w dłoni, wpatrując się w ekran telewizora. Spojrzała na niego, a widząc w nim spokój, sama opanowała emocje które jej towarzyszyły. Ostatni raz zerknęła na wyświetlacz telefonu, a nie widząc jakichkolwiek wiadomości czy połączeń, odłożyła go na bok i oparła głowę o ramię
mężczyzny. Objął ją tak jak zawsze, gdy siedzieli razem...




***




Zamyślony siedział za kierownicą swojego samochodu, ślepo wpatrując się ulicę która ciągła się jeszcze dobre kilkaset metrów. Czuł się źle, wiedząc że jego ukochana siedzi teraz zastanawiając się co z nim się dzieje, ale nie potrafił jej wszystkiego opowiedzieć, znów wrócić do tej przykrej rozmowie. Chciałby sam o tym zapomnieć, wymazać z pamięci wszystkie wspomnienia. Jednym słowem zapomnieć o przyjaźni, zapomnieć o Mario.
- Co ty tutaj robisz ? - dobiegł go męski głos tuż zza szyby drzwi samochodowych
- A ty ? - odpowiedział pytaniem na pytanie, nieznacznie mrużąc przy tym oczy.
- Nic. Chodzę po mieście bez żadnego celu - odparł odwracając wzrok w drugą stronę. - Pójdziesz gdzieś ze mną ? Chciałbym byś mi w czymś doradził - dodał po chwili namysłu. Wiedział, że na niego może liczyć w każdej sytuacji, a jego posunięcie w pewien sposób załagodzi panującą między nimi, napiętą atmosferę.
- Wsiadaj - rzekł i odpalił silnik samochodu. Mężczyzna zajął miejsce pasażera a następnie tajemniczo wyjaśnił o jaką pomoc liczy.
Nie minęło za wiele czasu, a byli na miejscu. Jedna z największych galerii zachwycała swoim ogromem i rozmachem. Ilość sklepów przyprawiała niemalże o zawrót głowy.
Wysiedli z samochodu i próbując zostać niezauważonymi weszli do środka. Ruchome schody zaprowadziły ich na drugie piętro gdzie znajdował się ten jeden jedyny sklep.
- Jubiler ? Serio - dało się zaważyć kpinę w jego słowach - Czekaj...Jubiler... Robert, ty chcesz się oświadczyć ? Ani ? Wow...- niedowierzał łapiąc się za głowę, kiedy jego przyjaciel niepewnie skinął potwierdzająco.- Nie wiem co powiedzieć. Gratulacje... To poważny krok i ... to oznacza, że...
- Że chcę z nią być już zawsze i już nigdy nie wejdę pomiędzy ciebie a Weronikę - dokończył, mówiąc to co Marco chyba sam chciał tak naprawdę usłyszeć. Blondyn spojrzał na niego dając mu do zrozumienia że wierzy w jego słowa.
- W takim razie chodźmy - pospieszył go, po czym obaj zajęli się wybieraniem odpowiedniego pierścionka z pomocą młodej kobiety, która ich obsługiwała.
- Ten, ten będzie odpowiedni - po blisko pół godzinie czasu padła decyzja. Zadowolony, wskazał na wybór i czekał na odbiór drobiazgu. - Dziękuję - rzekł z uśmiechem i usatysfakcjonowany odebrał go, wcześniej regulując płatności.
- Marco, idziemy ? - rzekł dostrzegając przyjaciela, który z wielkim zainteresowaniem przyglądał się szklanej gablocie. - Co, też się oświadczasz ? - powiedział żartobliwie śmiejąc się, ale Reusowi nie było aż tak do śmiechu. Posłał mu za to chłodne spojrzenie - Nie patrz tak, żartowałem tylko.
- Ale ja nie. To dobry pomysł. Poproszę Weronikę o rękę. Dzięki, że mi to doradziłeś - przyjaźnie poklepał go po plecach i teraz on udał się zakupić złoty pierścionek.
- Lewy, ty kretynie - powiedział sam do siebie, bijąc się w myślach za swoje słowa.



***



Minął cały dzień. Przez uchylone okno do pokoju przedostawało się świeże powietrze. Lekkie i przyjemne, zwiastujące wiosnę.
Nerwy górowały nad wszelkim rozsądkiem. Martwiła sie o niego tak bardzo. Bała się a jednocześnie była na niego zła, że nie pomyślał o niej, o tym co ona czuje. Przecież wszystko mogło się wydarzyć ale ona nawet nie chce o tym myśleć, bo od razu wzbiera się jej na płacz
- Połóż się. Spróbuj chociaż zasnąć. Obiecuję, że obudzę cię gdy tylko Marco wróci do domu - Walijczyk wiedział że każdy , nawet najmniejszy stres może zaszkodzić dziecku. Po kilku minutach namawiania, dziewczyna uległa namowom i posłusznie udała się do przestronnej sypialni. Zrzuciła na podłogę narzutę, która pokrywała łóżko i od razu ułożyła się wygodnie na jednej połowie. Wcześniej poprawiła poduszkę na której oparła głowę.
- Aaron ? - spojrzał na nią, stojąc obok drzwi. Widząc to spojrzenie, nie czekał na jakiekolwiek jej słowa, tylko zgasił światło i po chwili leżał obok dziewczyny. Tylko tak była spokojna. Nie rozmawiali- milczeli. Słychać było jedynie głębokie oddechy, które naprzemiennie się zmieniały.
Nie minęło za wiele czasu, a dziewczyna zapadła w głęboki sen. Wtulona w objęcia przyjaciela, nie musiała się martwić, że coś jej grozi - była bezpieczna.
Delikatnie odsunął ją od siebie, opuszczając łóżko, ale nie odszedł lecz usiadł obok, opierając ciężar ciała na miękkim materacu.
Z wielką ciekawością przyglądał się jej, zastanawiając się o czym śni. Jest dla niego tak bardzo ważna, jak nie najważniejsza. Siły tej przyjaźni nie da się ubrać w słowa, bo to niemożliwe. By to pojąć, trzeba samemu tego doświadczyć.
Głuchą ciszę przerwał szmer kroków dobiegający z salonu. Mężczyzna odszedł od śpiącej dziewczyny i poszedł sprawdzić kto chodzi po mieszkaniu. Jego domniemania były słuszne i już po chwili przed nim zjawił się Marco Reus.
- Mogłeś chociaż do niej zadzwonić ! - podniesionym tonem głosu, odezwał się jako pierwszy Ramsey - Wiesz, jak ona się o ciebie martwiła ?! Naraziłeś ją na stres a wiesz że to mogłoby zagrozić dziecku.
- Wiem, nie chciałem. Chodź pogadać - odpowiedział ze smętną miną i udał się do kuchni, która była najbardziej oddalona od sypialni, w której. zanurzona we śnie, przebywała Weronika. Walijczyk od razu wyczuł w głosie kolegi, że coś się wydarzyło bądź dopiero się wydarzy - Usiądź - gestem ręki wskazał wolne miejsce, sam zajmując jedno na przeciw. Panowała cisza, przerywana szmerem przesuwanych krzeseł.
- Powiesz mi co się dzieje ? Chodzi o Weronikę ? - zapytał
- Tak, chodzi o nią. Ale nie tylko. O mnie też. Właściwe o nas oboje, a nawet troje...- uśmiechnął się pod nosem na myśl o dziecku, ale po chwili wrócił do realnego świata. - Nie rozumiesz mnie, wiem - dodał widząc tę niepewną minę mężczyzny. Odsunął się nieco od stołu sięgając do kieszeni swoich spodni, z których wyjął po chwili małe, czerwone pudełeczko.
- Co to ?
- Zobacz - podsunął je w jego stronę. Piłkarz Arsenalu przed otworzeniem spojrzał na blondyna, a potem wziął do dłoni czerwony drobiazg, choć wiedział, domyślał się co jest jego zawartością - Zgadzasz się ?
- Ja ? Pytasz mnie czy się zgadzam ? - zapytał zaskoczony jego słowami
- Tak. Chcę mieć twoją zgodę. Jesteś jej przyjacielem, wiesz co dla niej dobre - zapanowała niezręczna cisza przerwana po chwili przez przyjezdnego.
- Zgadzam się. Będziecie razem szczęśliwi. Gratulacje...- odparł przyjaźnie i w miarę przekonująco, i wyszedł pozostawiając go samego.
- Moja mała księżniczka - wyszeptał sam do siebie kiedy zatrzymał się obok otwartych drzwi sypialni i przez nie, przyglądał się swojej przyjaciółce - Zasłużyłaś na szczęście. Zasłużyłaś na miłość. Na jego miłość...- zakończył nie mając pojęcia że wszystkiemu przyglądał się Marco. Właśnie w tym momencie uświadomił sobie że ten chłopak, jej przyjaciel, okazał się ich drogą do szczęścia. To on na nowo ich połączył, zaprowadził do siebie, kiedy wydawało się że na zawsze ich drogi się rozeszły. A czy jest zazdrosny ? Zazdrosny o mężczyznę, który jest tak blisko jej ukochanej... Nie, nawet trochę. Bo wie, że to przyjaźń. Przyjaźń, którą on sam stracił. Widocznie tak miało być...




***




- Wojtek, co ty robisz ?! - Lewandowski nie krył zdziwienia widząc przyjaciela, który w szybkim tempie pakuje wszystkie swoje rzeczy do walizki - Nie mów mi że wyjeżdżasz, właśnie teraz.
- Wieczorem już będę, muszę coś załatwić - odparł dopinając zamek walizki. Chwycił za uchwyt walizki, ale przed opuszczeniem pokoju, zatrzymał go Robert
- Co ty kombinujesz, Szczęsny ?
- Nic. Wieczorem wam powiem wszystkim.
- Na pewno ?
- Tak. Przecież nie przegapiłbym oświadczyn własnego kumpla, nie ? - zaśmiał się i ominął jego sylwetkę, znikając zaraz za drzwiami mieszkania. Jednak dzisiejszego poranka nie dane mu było w spokoju udać się na lotnisko, gdyż tuż przed wejściem do taksówki, zaczepił go jego przyjaciel, Aaron.
- A ty gdzie się wybierasz ? - zapytał prosto z mostu, uniemożliwiając mu wsiadnięcie do samochodu.
- To samo pytanie. Do Londynu, ale nie mam czasu się teraz tłumaczyć. Na wieczór wrócę to wszystko wyjaśnię.
- Wojtek, Marco zamierza oświadczyć się Werce - bramkarzowi z wrażenia wypadła walizka, która z łoskotem upadła na płytę chodnika.
- Co ? Marco...Weronice? Jak to... Skąd wiesz ?
- Pytał mnie o zgodę - odparł unikając jego spojrzeń
- Zapytał ciebie o zgodę? Kurwa, ciebie ?!
- O co ci chodzi ?! Nie mógł ? To co, miał zapytać ciebie ? Pomyśl trochę Szczęsny. Ona poza nami nie ma nikogo, straciła prawdziwą rodzinę, więc ma tylko nas. Więc to chyba normalne że Marco chciał wiedzieć co ja na przykład myślę o tym wszystkim.
- Wiem, masz rację. Przepraszam. Jestem trochę w szoku bo wiesz że ja...
- Tak, wiem. Ale pamiętaj że jesteśmy jej przyjaciółmi. - rzekł akcentując ostatnie słowo.
- Wiem, wiem. Tylko przyjaciel. Znam tę regułkę już na pamięć. Przepraszam cię, ale zaraz muszę być na lotnisku. Pogadamy jak wrócę. O mnie, ale i o tobie. Tobie i Weronice - zakończył posyłając mu wymowne spojrzenie, po czym wsiadł do samochodu i odjechał...





*** 


Beznadziejny rozdział. Wszystko beznadziejne. Przepraszam




~ niezwiązane z opowiadaniem


Usiądź wygodnie. Tutaj, obok mnie. Nie bój się. Przecież nic złego się nie stanie. Obiecuje Ci to. Zrelaksuj się. Zamknij oczy. Pozwól by twój umysł odpędził wszystkie myśli. Nie myśl o niczym. Pozostań sama ze sobą. Proszę, nie myśl. Chcę ci coś pokazać. Ale musisz się skupić. Zgadzasz się ? Nie patrz tak. Nie zastanawiaj się. Zgódź się. Dlaczego tego nie robisz ? Ach, rozumiem. Sądzisz że to głupi pomysł. Ale zrób to dla mnie. To bardzo wiele dla mnie znaczy. Przytaknij. Tak, Ty . Zastanawiasz się pewnie czy mówię to do Ciebie. Zgadza się. Wszystko kieruję do Ciebie, choć pewnie nie wiesz jaki to ma cel. Ale nic. Razem damy radę. Siedzisz więc wygodnie ? Dobrze. To teraz zamknij oczy i nie myśl tak jak prosiłam na początku. Oczyść umysł. Oddychaj spokojnie. Rozluźnij ciało. Daj mu swobodę. Wyobraź sobie to o czym będę mówić.
Ciemność. Głucha i pusta. Odbijające się echo. Te same słowa. Nie rozumiesz ich. Nic nie widzisz. Boisz się. Czujesz strach. Ogarnia cię lęk. Panikujesz. Krzyczysz ale nikt cię nie słyszy.
Dziwne prawda ? Wiem. Nie rozumiesz mnie ale ja chyba też nic z tego nie pojmuję. W ogóle nie wiem po co o tym mówię. To takie bezsensowne. Ale nic. Nie wracajmy już do tego. Idźmy dalej.
Ciemność zanika. Jasność otacza cię wokół. Podnosisz powieki. Światło rani twoje oczy. Płyną łzy. Unosisz swoje ciało. Blada skóra. Gładzisz ją dłonią. Czujesz swoje kości. Wspaniałe uczucie, prawda ? Chciałabym tak. Przez tę bladą skórę przebijają się żyły. Bardzo łatwo je dostrzec. Pięknie to wygląda. Dostrzegasz zaczerwienienia ? Nie podobają ci się. Mi też. Nie lubię ich. Czasami bolą. Przypominają o sobie. Czujesz gęsią skórkę na ciele. Zimno Ci. Czujesz powiew chłodnego powietrza. Okno jest otwarte. Próbujesz je zamknąć ale nie potrafisz. Opadasz na łóżko. Powiew wiatru ochładza cię. Słyszysz szum. To liście na drzewach. Dziwne, prawda ? Przecież jest zima. Ale to tylko wyobraźnia. Możesz zrobić z nią co tylko zechcesz. Lubię liście na drzewach. Są takie wolne. Niezależne. Ładnie tańczą na wietrze. Tyle w nich życia. A tak szybko umierają. Szkoda. Szum wody. Słyszysz ? Ja też. Ale nie rozumiem. Przecież nie ma jej w pobliżu. Chyba coś pomieszałam. Nie wracajmy do tego.
Właściwie to teraz nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. Ty też nie ? Trudno.
Co cię tak przestraszyło ? To ? To tylko serce. Wiem. Nie przypomina tego jakie nauczono nas rysować. Jest znacznie inne. Ale spójrz. Ono jeszcze bije. Ciekawe do kogo należy. Dlaczego płaczesz ? Dlaczego tak na mnie patrzysz ? Jejku. Krwawię. Spójrz. Nie mam serca. To chyba normalne. Chociaż nie. Niemożliwym jest żyć bez niego. Dziwna jest moja wyobraźnia. Czasami sama się oboje siebie. Ale nie jestem dziwna. Naprawdę ! O czym ja to mówiłam ? Ach tak ! Serce. Masz rację. Należy do mnie. Jak to możliwe że nie zauważyłam jego braku. Nie wiesz jak to możliwe ? Oddałam je ludziom. Wiesz, byłam naiwna. Myślałam że będąc miłą wobec nich otrzymam wzamian to samo. Oh, jak bardzo się myliłam. Trudno. Daj, zabiorę je z powrotem ze sobą. Im już nie jest ono potrzebne. Może mi się jeszcze do czegoś nada.
Znowu nie wiem do czego zmierzałam.
Chyba znów chciałam Ci coś powiedzieć o sobie ale zgubiłam płętę.  Nic. Trudno.
Chodźmy do ogrodu. Zimno jest. Wyobraź sobie że ci ciepło. Pomogło ? Tak myślałam. To największa zaleta naszej wyobraźni. Wszystko jest takim jakim chcielibyśmy by było. Patrz, znowu odbiegam od tematu. Pilnuj mnie.
Ładny stąd widok, prawda ? Wiem. Często tu przychodzę. Siadam i nic nie robię. Oh, jak ja to lubię. Tutaj jest taka cisza. Łąki i pola. I jeszcze ten lasek u sąsiada. Ładnie się komponuje. Widzę stąd dom. Taki żółty. Ciepły. Nawet zimą. I dom dziadków. Tak, mieszkają tuż obok..Babcia często do nas przychodzi. Rozmawiamy. Jest miło.
Wracamy.
Nie chcesz ? Co mam ci jeszcze pokazać ?
Tutaj nie ma nic ciekawego. Nic się nie dzieje. Nudni sąsiedzi. Nie lubię ich. Są niemili.
Popatrz. Wyobraźnia zmieszała sen z rzeczywistością. Jakie to nielogiczne. Chyba nie rozumie tego tak samo jak Ty.
Miałam coś powiedzieć i nie wiem co. Coś o sobie, mówisz ?
Jestem bardzo nudną osobą. Pesymistka. Introwertyk. Feministka. Czasami egoistka. Wegetarianka. Nie wiem co to w ogóle ma do rzeczy.
Czy wierzę w Boga ? Tak, raczej tak. Choć wiesz, mój ksiądz uważa że wszystko co robię, robię na przekór kościołowi. Ale ceni to. Dziwne. I po co ja o tym mówię.
Przecież to nikogo nie interesuje, masz rację. Ale to moja terapia. Nauczyć się mówić o sobie. Wiesz, nigdy tego nie potrafiłam. Najwyższa pora się nauczyć. Jakoś mi wychodzi.
Lubię pisać. Bardzo. Też mi to jakoś wychodzi.
Nie patrz na te kartki. Zostaw je. Dopiero zaczynam rysować. Trochę to trudne wiesz ? Ale próbuje.
Może kiedyś będę z siebie zadowolona.
Masz rację, nie jestem. Chyba siebie nie lubię.
Poczęstuj się. Moja mama je upiekła. Wspaniale gotuje. Nie ja nie chce. Nie mogę dużo jeść. Nie chce jeść. Ależ to dziwne.
Ale nie mówmy o tym. To takie skomplikowane. Nawet głupie. Wiem. Miewam głupie pomysły.
Ale spójrz. Uwalniam swoje skrzydła od kajdanek. Pozostawiły blizny ale to nic. Nauczyłam się wielu rzeczy.
Dalej sobie już poradzę.
Może…
Chyba…
Nie wiem już sama..
A teraz idź już. Jak to dlaczego ? Idę spać, nie widzisz ? Uwolnij umysł od zbędnych myśli...Oddychaj...Śnij...


8 komentarzy:

  1. Świetny rozdział, na prawdę :D Początek trochę dobijający i smutny, ale potem jak czytałam to miałam banana na twarzy. Marco oświadczy się Weronice <3 kocham Lewego i Szczęsnego, ale w tym opowiadaniu mnie wkurzają, powinni się cieszyć szczęściem Weroniki, a nie ... Ich wina, że nie powiedzieli jej o swoich uczuciach wcześniej. Teraz znalazła miłość swojego życia i oni muszą się z tym pogodzić. Pozdrawiam :* Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Skubię serwetkę z nadzieją, że Robert i Weronika będą razem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział cudowny jak zawsze;) Piękny gest Marco ;) no i oczywiście Roberta tak samo.
    Ale to co napisałaś pod spodem jest cudem. Czytałam to a z oczu płynęły mi łzy. Miałam wrażenie jak stoisz koło mnie i mi to mówisz do ucha. Po całym ciele przechodziły mi ciarki,zresztą mam je cały czas. To ci piszesz jest piękne i dla mnie w pełni realistyczne . Dziękuje za to że piszesz bo to jest dla mnie ucieczka o okropnej,szarej rzeczywistości która jest wokół mnie .

    Pozdrawiam:*:*:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział bardzo mi się podoba , zresztą, tak jak każdy inny :)
    Trochę denerwuje mnie Aaraon , Szczęsny i Lewy... ;/ Mieszają w głowie Weronice i nie podoba mi się to , że wszyscy ją " kochają " . Bardzo w porządku Reus postąpił wobec Weroniki , ale na jego miejscu nie ufałabym do końca Aaraonowi ;x
    Bardziej zszokował mnie pomysł Lewego z oświadczynami , niż Marco. Nie wiem po co Robert to robi ;/ Oszukuje sam siebie, a przy tym rani także Anię, która na to nie zasługuje ;/ Chociaż z drugiej strony może w ten sposób da spokój Werce i Marco :>
    Jesteś ciekawa również, o co chodzi z Mario ? Mam nadzieję, że niedługo się dowiemy :) Co do naszego Wojtusia to bardzo go lubię, tylko niech trochę przystopuje. I co on takiego kombinuje , hmm ? : D
    Cieszę się bardzo z tego , że Marco oświadczy się Weronice :) Zasłużyli na szczęście oboje :) Tylko jednak trochę się boję, że Weronika może zostawić Marco dla innego ;/ Rozumiem, że bardzo się przyjaźni z chłopakami i takie tam . Ale jednak ( tak mi się wydaje ) , że Weronika za dużo czuje do Walijczyka , czy do Lewego ; / ; c
    I boję się, że jeżeli nie wyjdzie Marco i Werce, to ja nie wytrzymie tego :D !
    No , ale nic ;> Muszę czekać na kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że nie będziesz zła za to co napisałam , ani nic w tym stylu ;)
    Czekam na następny rozdział tu , jak i na Twoim drugim blogu , który jest tak samo wspaniały , jak ten :D ;*

    Pozdrawiam, Karinka ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziewczyno za co ty przepraszasz?! :D Rozdział jest wspaniały! Świetnie się go czyta i jest baaaardzo ciekawy! <3 Czekam na oświadczyny Marco :D :3
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie, że Marco chce się oświadczyć Weronice. W sumie to dobra decyzja, tym bardziej, że wkrótce będą mieć dziecko. Aaron to super przyjaciel. Mam nadzieję, że nic mu nie odwali i nie zacznie latać za Werą niszcząc jej związek z Reusem. Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow to cudowne.
    Ciekawe co ten Szczęsny kombinue ...
    http://wojna-damsko-meska.blogspot.com/p/la.html nominowałam cię do Liebster Award

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialne. < 3
    Tylko dręczy mnie pytanie co powiedział Mario, co tak zabolało Marco.
    Czekam na kolejny, pozdrawiam <3

    PS. W wolnym czasie zapraszam. :)
    http://ucisz-mnie-pocalunkiem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy