sobota, 15 marca 2014

Rozdział 45

*

Rozmawialiśmy kiedyś – zwykła rozmowa nad ranem

Po spędzonej nocy, przecież było tak fajnie
Piękne chwile są za krótkie, ale pamiętam jej ciało 
Jej widok, to piękno, gdy nic nam nie brakło
Dziś nie rozmawiamy już tak samo jak kiedyś 
Zmienił nas czas


*


W większości mieszkania panowała całkowita ciemnosć z wyjątkiem przestronnego salonu, który rozświetlały umieszczone w nim świeczki o zapachu wanilii. Wybrał właśnie te, bo to był jej ulubiony zapach. Na stole stała już przygotowana kolacja a on sam nieco poddenerwowany krążył wokół oczekując jej przybycia. Towarzyszyły mu obawy, zapewne jak każdemu mężczyźnie będącemu na jego miejscu, ale wiedział, że jest gotowy na tak poważny krok. Nie raz myslał o tym i zadecydował, że tak będzie najlepiej dla wszystkich.
Dźwięki dobiegające z przedpokoju oznaczały, że jego ukochana w końcu wróciła z treningu, więc poprawił ostatni raz swój krawat i wziął ze stołu bukiet tuzina czerwonych róż o intensywnej barwie jak i zapachu.
- Z jakiej to okazji ? - zapytała podchodząc bliżej meżczyzny, przygryzając wargę i posyłając mu wymowne spojrzenie.
- Czy musi być jakaś okazja bym kupił ci kwiaty, przygotował kolację, zapalił świece ? - oznajmił czarującym głosem wręczając jej bukiet, który przyjęła lecz zaraz odłożyła na kanapę i zarzuciła mu ręce na szyję
- Nie, ale nie pamiętam kiedy ostatni raz tak mnie zaskoczyłeś - musnęła jego usta i spojrzała mu w oczy, w których zakochała się od ich pierwszego spotkania
- Nie raz cię jeszcze zaskoczę, kochanie - zakończył, po czym zaprosił ją do stołu.
Mijały minuty, ale oni nawet nie odczuwali jak szybko leci czas. Byli zapatrzeni w siebie tak bardzo, jakby dopiero co się spotkali, dopiero co w sobie zakochali. Rozmawiali, śmiali się. Nie miało się żdnego wrażenia, by mogło ich coś kiedyś rozdzielić. Może to co się wydarzyło ostatnimi czasy, tylko umocniło ich miłosć, więź, która jest między nimi. Przecież się kochają i nie można w to wątpić. Może dzisiejszy dzień, dla nich, będzie początkiem nowego życia...
- Wiesz Aniu, kocham cię  - odparł, kiedy oboje od dłuższego czasu wptarywali się w siebie - Wiem, że nie raz cię skrzywdziłem, nie raz zawiodłem. Wiem o tym doskonale, lecz zawsze dawałaś mi kolejną szansę. Wiesz jaki jestem, a mimo to ciągle ze mną jesteś. I jestem szczęśliwy mając cię przy sobie i chciałbym byś była już zawsze, dlatego... - odsunął swoje krzesło od stołu sięgając do kieszeni swojej czarnej marynarki, z której po chwili wyjął niewielkie pudełeczko. Kobieta tylko westchnęła, zapewne domyślając się co w nim jest- Dlatego chciałbym cię prosić byś została moją zoną - dodał, wcześniej klękając tuż przed nią. Trzymając na dłoni złoty pierścionek, czekał na jej odpowiedź. Widząc łzy w jej oczach, czuł dezorientację, nie wiedząc, czy to łzy szczęścia, czy smutku
- A Weronika ? - tego się nie spodziewał. Nie sądził, że w takiej chwili, właśnie o niej będą rozmawiać. A może oświadczyny z jego strony były tylko pretekstem, by zapomnieć o największej miłości swego życia ? Z każdym mijającym rokiem, oddala się od niej i szanse by byli kiedykolwiek razem są znikome
- Nie istnieje, nie dla mnie. Jesteś tylko ty i nikt więcej - odparł ze spokojem, próbując ostatecznie sam w to uwierzyć. Musi jeszcze minąc trochę czasu by się z tym pogodzić, ale zmiany które nadejdą wkrótce w jego życiu, powinny mu w tym pomóc. Tyle, czy inni zaakceptują jego decyzje...- Więc?
- Tak, Robercie. - odparła po chwili, a po jej policzkach spłynęły strużki łez, ale łez szczęścia. Marzyła o tym, pragnęła tego tak bardzo. W końcu się doczekała...




***




Delikatnie gładził jej policzek, sam się przy tym uśmiechając, widząc ją w swoim łóżku. Brakowało mu tego tak bardzo, lecz odkąd ponownie wróciła do Dortmundu, w dodatku z najpiękniejszą wiadomością jaką kiedykolwiek usłyszał, jest szczęśliwy, mimo ciągłych komplikacji w jego życiu. Pamięcią mógłby cofnąć się do czasów szkoły, ale nigdzie nie dopatrzy się dziewczyny, którą tak by pokochał jak Weronikę. Czasami zachowuje się jak szaleniec, nie myśli racjonalnie, ale wszystko przez tę miłość, która pochłonęła go doszczętnie. Dla niej i dla ich dziecka, zrobi wszystko. W tej chwili nie wyobraża sobie, że miałby ich stracić. 
- Marco..- wyszeptała kiedy delikatnie otworzyła oczy i od razu chwyciła go za koszulę, przyciągając do siebie. Schowała się w jego objęciach i zaczęła cichutko szlochać, tak bez większego powodu, ale w jej stanie, na wszystko reaguje inaczej.
- Przepraszam. Po raz kolejny, ale przepraszam. To się więcej nie powtórzy - mówił ze skruchą w głosie, próbując się tłumaczyć, ale nie musiał. Ona wiedziała, że bez powodu nie zniknął by na tyle godzin. Nie chciała słuchać tłumaczeń, bo po prostu go rozumiała. Wiedziała, że coś się wydarzyło i chciał pobyć sam. Tyle, ze nie wiedziała, że powodem jego zniknęcia było całkiem coś innego.





***





W powietrzu można było wyczuć prawdziwą wiosnę, a co za tym idzie, początek rundy rewanżowej w Bundeslidze. Jednak wszyscy odczuwali spokój będąc na pierwszym miejscu w tabeli i majac przewagę - choć nieznaczną - nad Bawarczykami. Z radością i pełnym optymizmem podchodzili do najbliższego meczu, choć wyjazdowego. Bardziej przeżywał chyba to Marco, który wiedział, że wyjazd w tamte strony wiąże się ze spotkaniem z Mario. Jednak mimo to, starał się o tym nie myśleć, a za wszelką cenę skupiał się na ukochanej i dziecku. Dodatkowo zastanawiał się jak uczcić i zorganizować zaręczyny, bowiem chciał by były wyjątkowe. Miał już pewien pomysł, jednak musi on trochę poczekać.
- Chciałabym pojechać tam z tobą - odparła dziewczyna siadając na kolanach ukochanego, który właśnie co skończył się pakować. Chciałaby być tego dnia na wielkim meczu, ale niestety czeka ją wizyta u lekerza, a Marco za nic w świecie nie pozwoliłby przełożyć wizyty. Sam był gotów opuścić mecz by pójść tam z nią, ale wiedział, że tego dnia będzie potrzebny Borussi, a Weronika doskonale to rozumiała.
- Wiem, ale zdrowie naszego dzidziusia jest ważniejsze. I prosiłem Aarona by poszedł tam z tobą - odparł i objął ją - A właściwie gdzie on jest ?
- Mówił, że idzie się przejść. Podoba mu się tutaj.
- Czyli zostaliśmy sami, a do mojego odjazdu jeszcze czas, więc... - nie dokończył, ale czule ją pocałował




***




Biegł ile miał tchu, aby tylko zdążyć czas. Wiedział, że i tak już zawiódł przyjaciela, ale postara sie to odpokutować. Złapał pierwsza lepszą taksówkę, prędko mówiąc nazwę miejsca docelowego i ponaglił starszego kierowcę pojazdu. Panujące korki na ulicach zmusiły młodego mężczyznę do opuszczenia samochodu i z walizką pod ręką ruszył przed siebie, co chwilę wpadając na przechodniów, których przepraszał za swoje zachowanie.
- Stać ! - krzyknął kiedy piłkarze zaczęli wsiadać do autokaru. Wypatrzył Roberta i podbiegł ostatkiem sił. Cały zdyszany zatrzymał się, głęboko oddychając. Wszyscy przyglądali mu się ze zdziwieniem, choć niektórzy byli zawiedzieni przyjacielem. Pojechał bez słowa, albo z wymijającymi wypowiedziami, a teraz pojawia się znikąd, wstrzymując wyjazd.- Nie patrzcie tak już. 
- Wojtek, za kogo ty się uwarzasz, co ?! - wrzasnął Lewandowski nie zważając na przyjaciół, stojących tuż obok.- Obiecałeś mi, że przyjedziesz ... i co ?! Nawet nie zadzwoniłeś ! - większość przyglądała się nic nie rozumiejąc, w szczególności Marco i Werka, ale także Aaron, który też miał za złe Wojtkowi to co zrobił.
- Dobra, nawaliłem ! Wiem, ale...- próbował spokojnie oddychać co bo szybkim biegu trochę było utrudnione - Wracam do Londynu, wracam do Arsenalu !!!





***


Ehh. nie wyszło nic ciekawego z tego rozdziału.
Postaram się napisać na sobotę i coś znacznie lepszego.
Pozdrawiam !

ps. zapraszam na epilogi : Keine Rose ohne Dornen i Wkrótce będziemy razem


6 komentarzy:

  1. Omg, jaka ze mnie idiotka ;D Gdy czytałam pierwszy fragment o zaręczynach myślałam, ze chodzi o Marco i Weronikę :> Czyżby Lewusek chciał się przenieść ? :) Życzę mu dożo szczęścia i mam nadzieję, że nie spieprzy sprawy :>
    Nie mam pojęcia , o co chodzi z Mario ! A bardzo chciałabym to wiedzieć ;d Mam nadzieję, że niedługo się dowiem ;*
    Ach , ten Szczęsny ♥ Jest jedną z niewielu moich ulubionych postaci w Twoim opowiadaniu :> Potrafi zaskoczyć ! Szkoda , że to się wszystko tak potoczyło, ale myślę , że teraz będzie coraz to lepiej i w końcu znów zyska pełną sympatię przyjaciół <3
    Czekam z niecierpliwością na nn i zapraszam do mnie ;) :*

    Pozdrawiam, Karinka ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, mi sie rozdzial podoba, cżekam na kolejny, czekam na wyjasnienie wojtka. Pozdrawiam i zapraszam do siebie:
    http://sag-mir-wo-ist-die-echte-liebe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. jak zwykle świetny rozdział i nawet nie próbuj zaprzeczać :D
    mi się podoba :)
    noo Wojtek wraca do Londynu... hmm...
    weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. jeeej!!! Wojtuś znowu w Arsenalu!! Tak się cieszę! Zawsze oczami wyobraźni wszędzie widzę go w składzie Kanonierów i jestem szczęśliwa, że wraca tam i u Ciebie w opowiadaniu.
    Co do Roberta? W sumie odważnie postąpił. Mam nadzieje, że mu się poszczęści i już nie będzie cierpiał przez tę wybiedzoną miłość do Weroniki. Co prawda nie kibicuję związkowi Ani i Roberta ale chcę aby Lewy był szczęśliwy to wszystko!
    No a Mario i Marco? Kurde, cały czas nie mogę przestać myśleć co się takiego pomiędzy nimi stało! Nie mogę się doczekać jak to wyjaśnisz nam!!
    Buziaki kochana♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam ' Keine Rose ohne Dornen ' i to było coś na prawdę pięknego i wzruszającego ;)) Teraz czytam to opowiadanie i jestem pełna podziwu dla Ciebie jak to wszystko ogarniasz. Tu piszesz opowiadania, masz też swoje życie ale nadal starasz sie pisać. Opowiadania są piękne i nie zdziwie sie jeżeli kiedyś napiszesz jakąś książke czy coś w ten deseń. Oczywiście obiecuje że na pewno przeczytam ! :) Jeszcze raz powodzenia i dziękuję za to że poświęcasz pisaniu tak dużo czasu i swojego wysiłku ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam, że tak późno komentuję, ale dopiero niedawno zaczęłam czytać Twojego bloga i właśnie nadrobiłam wszystko. Dziewczyno muszę Ci powiedzieć, że ten blog jest niesamowity. Potrafiłam przy nim płakać, śmiać się, wzruszać, itp. :) A co do rozdziału to świetny ! Cieszę się, że Robert oświadczył się Ani, mam nadzieję, że będą szczęśliwi i że choć trochę Lewy zapomni o Weronice. A właśnie super, że Werka jest w ciąży. Jestem ciekawa jak Marco jej się oświadczy, proszę Cię opisz to dokładnie. A właśnie jest jeszcze Wojtek, ciekawi mnie czemu wraca do Londynu, opisz to dokładnie :) Czekam z niecierpliwością na następny. Pozdrawiam ! <3

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy