*
Miłość
to ludzkie cierpienie.
Miłość
do Ciebie to cholerny ból.
A
ja, jak ten głupek na moście, będę czekał na Ciebie.
Będę
czekał na Twoje „zostań ze mną”…
…Które
nigdy nie nadejdzie.
*
Stali, patrzyli, nic nie
rozumieli. Jak zrozumieć człowieka, który wyjeżdża, coś ukrywa, ciągle okłamuje
myśląc, że w ten sposób ochroni bliskie mu osoby ? Tyle, że on taki jest.
Często coś robi, potem o tym myśli, ale zawsze ma wrażenie, że wszystko jest
dobre, bo zrobione by nie ranić bliskich. Jest skomplikowanym człowiekiem, ale
dla tej grupki, która tu stoi, jest najlepszym przyjacielem. Wiele rzeczy można
mu zarzucić, ale nie jedno jest pewne. Dla przyjaciół zrobi wszystko.
- O czym ty mówisz ? - jako
pierwszy odezwał się Aaron, który wpatrywał się w kolegę. Jemu, chyba
najbardziej zależało na tym, by kiedyś znów móc być w jednej drużynie z
bramkarzem. Przecież są przyjaciółmi, dobrymi przyjaciółmi. Zawsze trzymali się
razem, zawsze ze sobą o wszystkim rozmawiali. Przyjaźń na boisku i poza nią.
- Wracam do Arsenalu. I nie
oszalałem, jeśli ktoś chciał to powiedzieć - w tym momencie spojrzał znacząco
na Roberta, który już wyraźnie miał coś do zakomunikowania koledze - Chcę tego
jak nic innego. Tam jest moje miejsce, nigdzie indziej - odparł. Widać było w
nim to zaangażowanie, tę chęć wrócenia tam, gdzie czuje się najlepiej. Nie
opuścił Londynu bo chciał, lecz musiał. Tylko tak mógłby choć po części
zapomnieć o Weronice. Gdyby został, wszystko kojarzyłoby mu się właśnie z nią.
Park, ulice, stadion, restauracje...Wszystkie miejsca, w które razem chodzili.
We Włoszech czuł się obco, nieswojo. A Camilla ? Zwykły wolny związek, jak sam
to określił. Kobieta przy której może się pokazać na salonach, sprawić by show
biznes o nim nie zapomniał. On nie chciał być tylko piłkarzem, chciał być kimś
więcej. Chciał by każdy go znał. Stał się osobą medialną i czasem tego żałuje.
Ale czasu nie cofnie.
Pobyt, choć krótkotrwały, w
Londynie uświadomił mu jedno. Dotarło do niego, że wyznanie miłości Weronice
było jego największym życiowym błędem. Gdyby nie inni, w szczególności Aaron,
wszystko potoczyłoby się inaczej. Wszyscy by go znienawidzili, wszyscy by
cierpieli, a on razem z nimi. Ale tak się jednak nie stało. Ktoś czuwał nad
nimi, ktoś myślał za nich...
- Wojtek...te twoje pomysły
kiedyś nas wszystkich doprowadzą do zawału i będziesz nas miał na sumieniu -
odparł Lewandowski po czym wyściskał najserdeczniej swojego przyjaciela, aż
potem cała grupa. Może to dziwne, ale oni cieszyli się z tego. Wszyscy chcieli
by było tak jak dawniej, albo chociaż po części - A skoro jesteśmy tu
wszyscy, tak wszyscy razem, to chciałbym...a właściwie chcielibyśmy...-
spojrzał na Annę a ona od razu się uśmiechnęła - Chcielibyśmy wam coś powiedzieć
- wszyscy spojrzeli na nich, ucichły rozmowy i śmiechy. - Zaręczyliśmy się ! -
krzyknął a zgromadzeni przyjaciele uczcili to gromkimi brawami.
Patrzyła na niego. On patrzył na
nią. Koledzy z drużyny składali mu gratulacje, ale on nie wyglądał na zainteresowanego
tym. Każdemu odpowiadał tylko krótkie dziękuję, a tak, przez cały czas skupiał
się na Niej. Miał wrażenie, że ma mu to za złe. Czyli w takim razie, do tej
chwili była jakaś szansa ? Zaprzepaścił ją ? Teraz, już całkiem nie wie co
powinien myśleć. Jednak tyle razy mówiła mu stanowcze "nie",
twierdziła że to koniec, ale...tak naprawdę nigdy jeszcze nie powiedziała mu
wprost, że go nie kocha. Więc może każde jej "nie", oznaczało
"tak" ? Nie, chyba jednak nie... Patrzyła na niego chłodnym
spojrzeniem, ale gdy u jej boku pojawił się Marco, od razu się uśmiechnęła,
wtulając w jego ciało. A on ? Robert Lewandowski przyglądał się temu,
zastanawiając się co robi z własnym życiem, bo robi wszystko na przekór
sobie...
- Muszę już iść. Będę tęsknił.
Już tęsknię... - mówił ze smutkiem, patrząc na swoją ukochaną
- Ja też, ale w końcu to tylko
kilka dni, prawda ? Kocham cię... - odrzekła i pocałowała go ostatni raz.
Patrzyła jak blondyn jeszcze rozmawia ze swoim trenerem, śmieje się i żartuje z
nim. Lubiła patrzyć na niego, gdy jest szczęśliwy, a teraz właśnie jest. Ma
wszystko co to szczęście mu daje...
- Nic mi nie powiesz ? - zza
pleców dobiegł ją męski głos. Głos, który doskonale znała i wiedziała do kogo należy.
- Co mam powiedzieć ? Gratuluję ?
– oznajmiła ze smutkiem, bo tak się czuła. Nie wiedziała dlaczego tak jest.
Przecież to kiedyś by się wydarzyło. W dodatku ona jest z Marco, jest
szczęśliwa, będą oboje rodzicami, więc dlaczego ta wiadomość tak na nią
wpłynęła ? Czuła, jakby coś straciła. Tak jakby ktoś odebrał jej wspomnienia, a
po nich pozostała pustka, której nie da się zapełnić.
- Nie wiem…Myślałem, że to dobra
wiadomość… Dla ciebie…Skoro jestem dla ciebie nikim, to …
- Dlaczego znów tak mówisz ?
Dlaczego ciągle wracasz do tego tematu ? Rozmawialiśmy już o tym. Wiesz co
czuję, powiedziałam ci… - głos się jej łamał, ale próbowała nie dawać po sobie
tego poznać.
- Rozmawialiśmy, i co z tego ?
Powiedziałaś, że mnie kochasz, ale nie będziemy razem. Tyle, że ja nie potrafię
tego zrozumieć. Skoro mnie kochasz czemu nie dasz mi szansy, dlaczego nam jej
nie dasz ? Jeśli się kogoś kocha, to się jest z tobą osobą…
- Wszystko komplikujesz, Robert !
Nie wiesz jak to jest, gdy…
- Nie wiem ?! Ja nie wiem ?!
Doskonale wiem! Każdego dnia patrzę na ciebie, każdego dnia kocham cię mocniej.
Wmawiam sobie, że tak nie jest. Próbuję w to wierzyć, ale nie umiem… I widzę
cię z nim. Widzę, jak jesteście szczęśliwi. I będziecie jeszcze rodzicami. W takich chwilach, rozrywa mnie od środka.
Oddałbym wszystko by być z tobą. I mogę każdego dnia ci mówić, że cię kocham,
wiedząc, że czujesz to samo. I każdego dnia cierpię… Nie wiesz jak to jest,
okłamywać wszystkich wokół włącznie z samym sobą. Nie pamiętam dnia, w którym
nie myślałabym o tobie. Ale masz rację. Wszystko komplikuję. Ranię cię.
Obiecuję, że już niedługo zniknę z twojego życia…- zakończył i odszedł. Po co
to wszystko było ? Po co jej to wszystko powiedział ? Dlatego, że naiwnie
wierzył, że będą razem…
- Potrafisz tylko ranić… - dodała
sama do siebie, prędko ocierając łzy. Przez takie rozmowy, przez jego wyznania,
ona się gubiła w swoich uczuciach. Zawsze wtedy pojawia się to „ale” , którego
mieć nie powinna. A jednak jest. I coraz częściej ma wrażenie, że to nigdy nie
przeminie…
*
W towarzystwie dwójki przyjaciół,
wróciła do domu. Milczała cały czas, co zastanawiało mężczyzn i jednocześnie
zaczynało niepokoić. Powód znali. Widzieli, jak z nim rozmawiała. Nie wiedzą o
czym , lecz domyślają się. Zawsze w takich sytuacjach nie potrafili jej pomóc,
zwłaszcza Wojtek. Smutek na jej twarzy, doprowadzał go do złości, a zarazem do
całkowitej bezsilności w tej sytuacji. Ona nawet nie lubiła z nim rozmawiać o
Robercie. Oni się przyjaźnili, od zawsze, a ona mogła tę przyjaźń zniszczyć.
- Mogę wejść ? – zapytał
bramkarz, zaglądając przez uchylone drzwi do sypialni, w której przebywała
Weronika. Skinęła głową, a on po chwili siedział tuż obok. Widział, że płakała.
Wiedział, że przez Lewandowskiego. – Co ci powiedział ?
- To samo co zawsze. Co on mógłby
innego powiedzieć ? Mówi to samo, ciągle i ciągle. Nie pozwala o sobie
zapomnieć. Dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane ?
- Może dlatego, że go kochasz ?
- Nie ! To znaczy….
- Właśnie Werka. Nie potrafisz
powiedzieć stanowczo że go nie kochasz. Ale nie ma w tym nic złego. To
normalne. Jest dla ciebie ważny, bo kiedyś…
- Właśnie, Wojtek ! Kiedyś.
Kiedyś naiwnie wierzyłam, że on mnie kocha. Wierzyła, że jestem tak ważna dla
niego jak on dla mnie. Ale nie byłam. On sobie wyjechał, zaczął spełniać
marzenia. Ja też wyjechała. Przyjechałam do Dortmundu i poznałam Marco. Kocham
go tak bardzo, że nawet sobie nie zdajesz sprawy jak bardzo. A Robert ? Jest
gdzieś obok. Jest i sprawia, że czasami mam wrażenie, że kocham tylko jego. Ale
tak nie jest ! Kocham go, ale inaczej niż kiedyś… On ma rację. On mnie zranił,
ale ja nie pozostałam mu dłużna. Ciągle się ranimy. Wojtek, kiedy to się
skończy…- nie miała już siły z tym wszystkim walczyć. Była bezsilna wobec
siebie i wobec Roberta. Chciałaby by było dobrze między nimi, ale nigdy nie
będzie. Muszą o sobie zapomnieć, bo inaczej żadne z nich nie będzie szczęśliwe…
*
Cała grupa stała tuż przy wejściu
do hotelu, udzielając krótkich wywiadów, robiąc sobie zdjęcia z fanami i
podpisywali autografy. Po niespełna pół godzinie czasu wszyscy znaleźli
wewnątrz budynku, gdzie każdy otrzymał kartę do swojego pokoju, który jednak
musiał dzielić z jednym ze swoich kolegów. Trafnie padło, że jeden został
przydzielony dla Roberta i Marco. Mężczyźni wzięli swoje walizki i udali się do
pomieszczenia, które znajdowało się na drugim piętrze. Zmęczeni od razu rzucili
się na łóżka, milcząc. Leżeli, ślepo wpatrując się w biel sufitu, błądząc w
swoich myślach. Każdy z nich miał jakiś problem, a nawet kilka problemów. Mimo
że byli przyjaciółmi, nie rozmawiali o nich ze sobą. Właśnie dlatego. Bo ich
problemy, zniszczyły by tę przyjaźń. Zresztą, i tak, jeden z nich wkrótce
wystawi ją na największą chyba próbę…
- O czym rozmawialiście ? –
zapytał Marco, nadal leżąc z twarzą ku górze
- Z kim ? – zapytał, ale
wiedział, że chodzi o Weronikę
- Nie udawaj. Pytam o Weronikę.
- Ogólnie. Pogratulowała mi,
życzyła powodzenia a ja…
- A ty ?
- A ja podziękowałem się i
pożegnałem z nią. Chyba mogę, nie ? – odparł nieco wzburzony
- Tak, możesz… A o was nie
rozmawialiście ?
- Nie ! Idę do łazienki – wstał i
po chwili zniknął za drzwiami. Stanął przed lustrem, opierając się o ceramiczną
umywalkę. Odkręcił wodę, która miała zagłuszyć jego myśli, ale to się nie
powiodło. Nawet szum spływającej wody nie był w stanie sprawić, by jego myśli
się uspokoiły. Lodowatą wodą przemył twarz i ponownie spojrzał na swoje
odbicie. Za każdym razem, gdy na siebie patrzył, nienawidził siebie coraz
bardziej. Za to, że nie potrafi przestać kochać, za to że wszystkich oszukuje,
za to, że nie wie czego tak naprawdę chce…
Nawet nie wie ile czasu spędził w
zamkniętym pomieszczeniu, a gdy wyszedł, za oknem panowała już szarówka.
Spojrzał na zegar, który wskazywał za kwadrans dwudziestą, więc prędko opuścił
pokój i zbiegł na dół, gdzie znajdowali się pozostali zawodnicy, gotowi na
pierwszy trening.
Chciałby już wrócić do Dortmundu.
Chciałby jeszcze przez kilka tygodni nacieszyć się tamtym miejscem, które
zrobiło z niego gwiazdę. Borussi zawdzięcza wszystko, ale nadszedł już czas na
niego. Boi się zmian. Cholernie się ich boi. Zwłaszcza reakcji innych,
przyjaciół, a zwłaszcza Marco i Weroniki. Jak on zareaguje ? Powie, że
gratuluje i życzy powodzenia ? Nie, na pewno nie. Pamięta jego reakcję na fakt
przenosin Mario. Załamał się. I teraz on ma odejść ? I zrobi tak samo. Pewnego
dnia powie, że odchodzi. I straci przyjaciela. I to chyba boli najbardziej.
*
Kiedy
dziewczyny zasiadły przed telewizorem oczekując na mecz, oni wyszli do kuchni
po przekąski. Właściwie, był to czas kiedy mogli szczerze porozmawiać, na czym
bardzo zależało Szczęsnemu. Już kiedyś napomniał przyjacielowi, że czeka ich
poważna rozmowa. Nie chodzi o nich, nie chodzi o klub, chodzi o Weronikę.
Wojtek, choć czasem zapatrzony we własnego siebie, na pozór jest bystrym i
inteligentnym facetem, który dostrzega co się dzieje obok niego.
- Musimy
porozmawiać – odparł poważnie i oparł się o kuchenny blat, ale jego kolega nie
robił sobie z tego nic.
- Cały czas
rozmawiamy – odpowiedział i nadal zajmował się przeszukiwaniem szafek w celu
odnalezienia jakichkolwiek szklanek na sok.
- Nie o taką
rozmowę mi chodzi. Chcę pogadać o tobie.
O tobie i Weronice – Walijczyk zatrzymał się, znieruchomiał, tak jakby obawiał
się tej rozmowy.
- Zaraz
mecz, chodźmy – próbował uniknąć tematu, ale wiedział, że z Polakiem
rywalizować nie może
- Nie tak
prędko, stój- zatrzymał go, gdy ten chciał wyjść. Spojrzał na niego i wskazał
miejsce przy stole – Musimy w końcu porozmawiać. Muszę poznać prawdę. Muszę
wiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło, gdy Werka pojechała do Londynu… co
wtedy wydarzyło się między wami… - oznajmił i posłał mu chłodne spojrzenie.
Piłkarz Arsenalu siedział z posępną miną, milcząc.
- O co ci
chodzi ?! Co chcesz wiedzieć ?! – powiedział, a właściwie krzyknął, prędko
uciszając swój głos – Wojtek, myśl trochę, co ? Między nami nic nie ma ! Nigdy
nie było, nie ma i nie będzie ! Nie wiem jak to wygląda z boku, ale z mojej
strony to tylko przyjaźń. Czy naprawdę tak ciężko to zrozumieć ? –
zdezorientowany Szczęsny siedział nie wiedząc co mógłby odpowiedzieć – Gdy przyjechała
do Londynu, po prostu przy niej byłem. Patrzyłem jak cierpi i to przez was
trzech… Wiesz jak boli taki widok ?! … I zastanawiałem się co ona czuje, co
czuje jej serce… Rozmawiała ze mną…szczerze… I mówiła, że tęskni za tobą, za
twoją przyjaźnią…ale nic więcej…I tęskni za Marco, bo go kocha. I czy wam
wszystkim się to podoba czy nie, to oni już zawsze będą razem, bo się kochają…
- A Robert ?
Między nim a Weroniką…
- On ją
zranił ! – nie da się ukryć, że Walijczyk nie przepadał za napastnikiem
Borussi. Nie znał go za dobrze, ale znając historię swojej przyjaciółki, miał o
nim tylko jedno zdanie. – Będziesz go bronił ?
- Nie.
Zranił ją i ja dobrze o tym wiem. Ale on ją kocha a ona…
- A ona nie
wie co czuje. Dlaczego ? Bo Robert ciągle jest obok. Ciągle jej o sobie
przypomina, ciągle powtarza jej to samo… Jak myślisz, o czym rozmawiali przed
wyjazdem ? Mogę się założyć, że znów jej powiedział, że mu zależy na niej. A
ona teraz siedzi i myśli o nim. Gubi się w uczuciach. Ma „ale”, które mieć nie
powinna… Gdyby on zniknął z jej życia…
- Już nie
długo… - i po tych słowach wyszedł. Znał decyzję Lewandowskiego, co nie za
bardzo mu się podobało. Tyle, że nie miał wpływu na to wszystko. Robert podjął
decyzję, nic tego już nie zmieni…
*
Mecz, na
jaki czekali kibice. Mecz, który w tym kraju to coś więcej. Każdy jest o „ coś”.
Tutaj chodziło o prestiż, tu chodziło o walkę o mistrzostwo. Remis, którym się zakończył
oznacza podział punktów, jak i te samą ilość w tabeli. Do końca kolejki jeszcze
wszystko jest możliwe…
Jednak ten
mecz oznaczał coś jeszcze. Może dla kibiców to po prostu świetne widowisko, ale
dla piłkarzy to walka z przeciwnikiem, z samym sobą, z przyjaciółmi… Oni znali
się od lat. Razem w reprezentacji, wkrótce razem w klubie. Tyle, że nie na długo.
Jeden sezon, który sprawił, że ich przyjaźń umocniła się najbardziej jak mogła.
Byli jak bracia. Wszystko robili razem. Wspólne wyjścia, wspólne treningi.
Przyjaźń o której można pomarzyć w
niektórych przypadkach. Ale to wszystko „było”. Było i się skończyło. Czasem
jedna decyzja decyduje o Twojej wartości. On wybrał pieniądze ? Może tak, może
nie. Wybrał karierę, chce się rozwijać – nie ma w tym nic złego. Ale życie to
cos więcej niż osiągnięcia, sława i pieniądze, które mają wpływ na wszystko,
nawet na nas samych. On zapomniał o tym. I właśnie przez to, tę wspaniałą
przyjaźń zniszczył. Nawet próby ponownego jej odbudowywania nie pomogły.
Dlaczego ? Bo znów się zapędził. Powiedział za wiele… A Marco ? Zabolały te
słowa, ta powierzchowna jego ocena. Tu gdzie jest mu odpowiada, ma tutaj
wszystko by być szczęśliwym. Dlaczego miałby odejść ? W dodatku do tamtego
klubu ? I te słowa, bawarskiego zawodnika, zostawiły blizny. Nie chce o tym
rozmawiać, bo to … świeża rana. A taka boli najbardziej. Będzie musiał to z
siebie wyrzucić, bo nie uniesie tego ciężaru. Opowie komuś komu ufa…
*
Siedział na
wilgotnej murawie, na opustoszałym już stadionie. Do powrotu do Dortmundu
pozostały co najmniej dwie godziny, więc postanowił tu zostać. Oswoić się z tym
miejscem. Miejscem, które wkrótce będzie jego codziennością. Na samą myśl,
śmieje się ironicznie do samego siebie. Przypomina sobie słowa taty, który
zawsze powtarzał „ rób to co kochasz, walcz o to co kochasz”. Gdyby to było
takie łatwe, prawda ?
Jak długo
uda mu się walczyć z tym uczuciem ? Jak długo uda mu się okłamywać siebie i
innych ? Czy kiedyś przestanie Ją kochać ? Jak długo utrzyma swój sekret w
tajemnicy…
- Niedługo będzie
to twoją codziennością – dobiegły go słowa, które przed chwilą rozbrzmiewały w
jego myślach. Tym razem, głos ten należał do trenera. Patrzył na niego z góry,
a po chwili usiadł obok swojego najlepszego napastnika – Poza tym jeszcze raz
gratuluję zaręczyn z Anią. To wspaniała wiadomość ! I dobrego meczu,
naprawdę.. – podał mu dłoń, a ten ją
uścisnął lekko bez żadnego wyrazu twarzy. Nawet bez sztucznego uśmiechu. – Ale radości
to ja po tobie nie widzę…
- Zmęczony
jestem – odparł łagodnie
- Może… ale
tu nie chodzi chyba tylko o to, prawda ? – piłkarz pokiwał głową, lecz milczał –
Kiedyś… na naszym stadionie odbyłem podobną rozmowę z Marco – uśmiechnął się i
kontynuował – Chodziło o Weronikę. Twierdził, że ona widzi w nim tylko
przyjaciela.
- Co mu pan
odpowiedział ?
- By
walczył. I zawalczył.
- I wygrał –
rzekł, ale każde słowo sprawiało mu ból. Zapanowało cisza, a żaden z mężczyzn
nie podejmował kolejnego tematu rozmowy. Dla ich obu nadszedł trudny okres.
Obaj biją się z myślami, obaj ciągle o coś walczą. Każdy walczy.
- Tak bardzo
jest ci u nas źle ? Myślałem, że Borussia jest dla ciebie ważna.
- Jest !
Jest cholernie ważna. Zawsze będę miał ją w sercu. Po prostu… na mnie nadszedł
już czas. Nie mogę stać w miejscu. Chcę się rozwijać, a Bayern…
- A Bayern
jest najlepszy – Klopp nie lubił tego stwierdzać. Ale musiał przyznać rację
Lewandowskiemu.
- Nie jest
najlepszy. Jest dobry. Chcę spróbować siebie u nich – Poza tym…tu nie chodzi
tylko o to. Dortmund ma coś czego pragnę, ale nie będę tego nigdy miał. I nie
potrafię z tym żyć, z tym uczuciem. Moje odejście, wielu osobom ułatwi życie…
- Ułatwi,
czy utrudni ?
- Ułatwi,
trenerze… - i po raz kolejny zapanowała
krótkotrwała cisza.
- Marco już
wie ?
- Nie –
skwitował jednym słowem. – Boję się mu powiedzieć. Tego obawiam się najbardziej.
Nie kibiców, nie pozostałych zawodników, ale jego reakcji. Pamiętam jak
zareagował na odejście Mario. A teraz tak samo mam postąpić ?! – emocje zaczęły
górować – Nie chcę tracić tej przyjaźni. Ale ją stracę…
- To walcz o
tę przyjaźń, nawet jak będzie się wydawało, że to jej koniec. Ale na razie… nie
mów mu. Dużo przeszedł w ostatnim czasie, jest szczęśliwy. Pozwól mu się tym
nacieszyć… - zakończył i odszedł zostawiając Polaka samego.
*
Mijał
kolejne zdjęcia porozwieszane na ścianach korytarzy, patrząc na nie, ale nie
potrafił się z tym pogodzić. Jeszcze nie potrafił się z tym utożsamić.
Trzymając kurczowo w dłoni żółtą koszulkę ze swoim numerem, czuł, że jest tego
częścią. Częścią tej żółto czarnej rodziny… którą ma opuścić…
- Lewy !!! –
usłyszał krzyk swojego przyjaciela. Brunet podążał w jego kierunku szeroko się
uśmiechając. Kiedy stanął naprzeciw dostrzegł smutek na twarzy napastnika.
Jeszcze kilka miesięcy temu on sam miał te wątpliwości, ale to minęło. Czuje
się tu dobrze. Albo zwyczajnie udaje, tęskniąc za tym co było wcześniej… -Głowa
do góry ! Nie będziesz sam. Masz tutaj mnie. Już niedługo Bayern będzie też
twoim klubem ! – poklepał go przyjacielsko próbując dodać mu otuchy, ale jednak
jego słowa tego nie sprawiły, a w dodatku stworzyły problem…
- Ty
pieprzony egoisto ! – rozległ się krzyk blond włosego piłkarza Borussi, który
jak się okazało też tutaj był. Nie wierzył w
to co usłyszał…
*
Prezpraszam,
bardzo przepraszam za tak długą przerwę, ale nie miałam czasu. Tak po
prostu. Ale w końcu udało mi się coś napisać, choć nie wiem czy Was
zadowolił ten rozdział. Chyba za długi i przez to o niczym. Nic.
Postaram sie częściej coś dodawać lecz nie obiecuję, bo zbyt wiele mam
obowiązków a zbyt mało czasu.
Czasami
myślę już o zakończeniu tego bloga... Nie wiem czy nie stał się nudny.
Liczę że wypowiecie się na ten temat w komentarzach. Bardzo to proszę.
I w związku z najbliższymi świętami, życzę Wam by było one dla Was spokojne i szczęśliwe i spędzone w rodzinnym gronie :)
Jeśli chodzi o Wasze blogi, to postaram się przez święta nadrobić spore zaległości czytaniu jak i komentowaniu !
I
jeszcze jedno... Ten blog to dla mnie coś wiecej niż tylko opowiadanie.
Dużo pisałam o sobie. O wielu rzeczach mówiłam. I teraz... mówię, ze
jest dobrze :) Dlatego dziękuję wszystkim którzy są ze mną. Dziękuję...
Pozdrawiam, Patrycja

Następny wspaniały rozdział <3
OdpowiedzUsuńZawsze jak czytam Twoje opowiadania to mam łzy w oczach...
Mam nadzieję że wszystko się ułoży między Marco Weroniką i Robertem.
Swoją drogą jak zobaczyłam zdjęcie Roberta w koszulce 100 to aż się popłakałam..dotarło do mnie że to już naprawdę koniec jego przygody z Borussią :(
Boże. Tylko nie to, proszę nie kończ tego bloga : c
OdpowiedzUsuńKocham ten blog, tych bohaterów, to co tu się dzieje. To jest niesamowite. Mam nadzieję, że będziesz dalej pisała.
Co do rozdziału, oczywiście cudowny!
Mam mieszane uczucia co do bohaterów. Kogo mi bardziej szkoda. Roberta czy Marco. Ani czy Weroniki. Uwielbiam ich wszystkich i myślę, że miedzy mini bedą w końcu prawdziwe, przyjacielskie relacje! :)
Pragnę złożyć Ci oraz wszystkim czytelniczkom tego bloga moc serdecznych życzeń. Wesołych Świąt! <3
I więcej rozdziałów do czytania na Twoim blogu. Przyznam szczerze, że po tak długiej przerwie bardzo się stęskniłam:3
Każdy przeczytany rozdział to mnóstwo łez.. Nie wyobrażam sobie żebyś mogła przestać pisać , wychodzi Ci to na prawdę bardzo dobrze ! Może to głupie ale czytając te opowiadania sporo rzeczy do mnie trafia , zaczynam myśleć o wielu sprawach , może nawet aż za bardzo.. czasami nawet widze w tych opowiadaniach siebie.
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci za ten rozdział i inne ! To co piszesz jest naprawdę piękne ! ;)
Za nic w świecie, ten blog nie stanie się nudny, zapamiętaj :) Z każdym rozdziałem zachęcasz do czytania jeszcze bardziej, że chce się więcej i więcej! Brak czasu jest zrozumiały dla większości osób, zwłaszcza dla mnie. Rozumiem, ale naprawdę warto było czekać na tak świetny i długi rozdział. Wiedziałam, że jak dawno nie było rozdziału, to... jak zawsze napiszesz coś wspaniałego ;) Dziękuję Ci za to. Reakcja Marco na wieść o transferze Roberta, mnie przeraziła. Wydało się, mimo, że jak na razie miało zostać w tajemnicy. Co zrobi Marco? Znowu, tak jak przy transferze Mario, się załamie? Mam nadzieję, że nie, aczkolwiek nieważne co napiszesz i tak będzie piękne, wiesz? Osiągnęłaś w blogowaniu wiele, powinnaś być z siebie dumna.
OdpowiedzUsuńJa niecierpliwie czekam na nexta :) Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę dużo weny na tego bloga, jak i inne.
http://2szansa.blogspot.com/2014/04/opis-postaci.html - zapraszam na w miarę obszerny opis postaci... Wesołych Świąt Wielkanocnych <3
Wiesz, że to jest świetne? *.* Uwielbiam to opowiadanie i ciebie również. Z niecierpliwością czekam na każdy kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńTen jest odhjkcvdcjvbsnxcjhsdvbhxmsknc wspaniały! :D
Tobie również życzę Wesołych Świąt ;*
Pozdrawiam :)
Nie nie nie. Nie możesz zakończyć tego opowiadani. Codziennie wchodzę i sprawdzam czy nie ma nowego rozdziału. A kiedy jest i zaczynam czytać staję się częścią opowiadania, cały świat znika bo utożsamiam się z Weroniką. Masz ogromny talent do pisania. Ile razy już doprowadziłaś mnie do łez? Rozdział jest cudowny,Weronika powinna być z Marco. Dobrze że jest Aaron on ją rozumie, myślę tak samo jak on. Kurde szkoda że Marco dowiedział się o odejściu Lewego w ten sposób.
OdpowiedzUsuńKocham to opowiadanie i dziękuję Ci że go piszesz :)
Także życzę Ci Wesołych Świąt i cieszę się że u Cibie jest dobrze.
Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga
bardzo by mi było szkoda, i pewnie nie tylko mi, gdybyś zakończyła tego bloga.
OdpowiedzUsuńjakoś tak dziwnie się do niego przywiązałam :)
rozdział świetny :)
faktycznie przerwa była dość długa xdd
weny ♥♥
to również Wesołych Świąt <3
To jest poprostu cudowne !! :) Często sprawdzałam czy nic nie dodałaś, bo nie mogłam się doczekać następnego. Ale tez rozdział jest świetny w sumie wszystko co piszesz jest piękne. Dziewczyno on się nigdy nie znudzi. I nie jest wogóle za długo jest idealny. Tyle się tu działo. Pod koniec popłakałam się i nadal nie mogę się uspokoić. Dałaś tu, że Robert odchodzi do Bayernu, a ja nadal nie mogę się z tym pogodzić, bo on zawsze będzie dla mnie częścią Borussi. Jestem ciekawa jak opiszesz relację Marco i Roberta po tym jak się dowiedział o tym wszystkim. Mam nadzieję, że ich przyjaźń przetrwa. I ciekawe jak Wera na tę informację zareaguje. Ty nie możesz zakończyć tego bloga. To jeden z najlepszych jaki czytałam. :D Czekam z niecierpliwością na następny. :*
OdpowiedzUsuńPs. Życzę Ci Wesołych Świąt !!! Zdrowia, szczęścia, pomyślności i przede wszystkim weny oraz świąt spędzonych w gronie rodziny. Wszystkiego dobrego. Pozdrawiam <3
Każde przeczytane opowiadanie to mnóstwo łez , wzruszeń , przemyśleń . Przeczytanie twojego bloga dało mi wiele odpowiedzi . Wiele się nauczyłam . Ten blog to nie jest jakieś durne opowiadanie , ten blog ma coś w sobie wyjątkowego . Wiesz co? Jest jak prawdziwe życie .Odpowiada na wiele zadawanych pytań zadawanych przez nas codzienie . Opowiadasz historię ocierające się przez nas . Nie możesz go zakończyć . Napewno dał Ci wiele szczególnie wiarę w siebie . Mam nadzieje że przestałaś się ciąć . Nie możesz przestać kończyć bloga .
OdpowiedzUsuńdopiero to odkryłam ♥
OdpowiedzUsuńNo nie możesz kończyć.
To jest boskie!
Szkoda mi Marco, ech :(
No nie możesz kończyć!
Pozdrawiam ♥
http://powrotyirozstania.blogspot.com/
Kochana, przepraszam, że dopiero komentuję! Pisałam Ci, że zrobię to wcześniej ale złapała mnie choroba, kilka problemów i dopiero teraz się ogarnęłam.
OdpowiedzUsuńW każdym razie, rozdział jest cudowny. Cieszę się, że jest taki długi, bo przynajmniej zajęłaś mi czas, po za tym ja uwielbiam rozdziały, które trwają i trwają :).
Ogólnie współczuję Lewemu, bo on sam jest w kropce i nie ma nikogo tak naprawdę, żeby się poradzić. Kocha Weronikę ale robi wszystko by sobie samemu tego nie przyznać. Przykre, że tak się dzieje w jego życiu. Jej też jest ciężko. Wszystkim jest ciężko, jejciu...
A ta końcówka? Normalnie serce mi pęka :(. Mario, który jest szczęśliwy w Monachium (albo tylko udaje), Robert, który tam się przenosi i Marco, który dowiedział się o tym w taki sposób... Nie no, normalnie leżę emocjonalnie i wszystkim cholernie współczuję! :(
Aż w sumie nie wiem jak to będzie pomiędzy nimi. Skomplikowane, ale to w sumie i dobrze. Na pewno nikt się nie będzie tu nudził!
Buziaki kochana i raz jeszcze przepraszam:* ♥
O jejku........ Nie mam pojęcia co tutaj napisać.... Tak strasznie tak ogromnie podoba mi się to opowiadanie..... Matkooooo no..... Nie umim wyrazić słowami tego co teraz czuję.... Blog jest tak cudowny że mam po prostu ochotę czytać go w nieskończoność..... Opisywałaś tu swoje uczucia przeżycia... żaliłaś się, czytelniczkom mogłaś się wygadać , zwierzyć.... Cieszę się że ci to pomogło. Odnaleźć siłę, wiarę i samą siebie!.... To cudowne jak wielkim zaufaniem obdarzyłaś tutaj wszystkich..... Bo czasami lepiej powiedzieć zupełnie obcym osobom o swoich smutkach i troskach, gdyż takie osoby nie będą cie oceniać po okładce.... Twój talent jest wielkim skarbem, który na szczęście rozwijasz i pielęgnujesz...... Jestem ci wdzięczna za tak wspaniałe opowiadanie... Jest ono dla mnie prawdziwym oderwaniem od czasami szarej rzeczywistości.... <3 Te cytaty na początku każdego rozdziału wprawiają w wielkie refleksje.... Jesteś wspaniała!! Kocham twoją twórczość. Jeżeli wkrótce zakończysz tego bloga to mogę Ci obiecać: On zawsze pozostanie w moim sercu!
OdpowiedzUsuńTrzymaj się ciepło! Życzę Ci wszystkiego co najlepsze.... ;-)
Całuję!
Kasia <3
PS Jeśli masz ochotę wpadnij do mnie:
http://mario-i-susanne.blogspot.com/?m=1
http://milosc-jest-jak-kosmos-bezkonca.blogspot.com/?m=1
:-)
http://dortmund-moim-zyciem.blogspot.com/ Zapraszam do siebie a poza tym rozdział cudowny i nie kończ proszę, opowiadanie za nic nie jest nudne, codziennie wchodzę i sprawdzam, czy jest nowy rozdział bo jest to najlepsze opowiadanie jakie kiedykolwiek czytałam. Kochana nie kończ bloga!
OdpowiedzUsuń