piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział 47

*

Choć Cię kocham, nie mogę Cię mieć.
Choć jesteś mym przyjacielem, tracę Cię właśnie teraz.
Potrzebuję Was, ale Was nie ma...
Tracę Was bezpowrotnie, choć nie chcę.
Paradoks mego życia.

*


Każda decyzja podjęta przez nas samych ma dwie strony. Nawet gdy wydaje nam się, że postępujemy słusznie, jest to dobre, to tak naprawdę zawsze coś pójdzie nie po naszej myśli. I nie ważne jak dobre są nasze intencje, kogoś zranimy.
On zranił przyjaciela. Nie chciał tego, nie tak miało wyjść. Chciał mu sam o tym powiedzieć, ale nie wyszło. Może tak miało być ? Nikt tego nie wie, ale on tego tak nie zostawi. Bedzie walczył o tę przyjaźń, bo jeśli ją straci...będzie nikim.
Stał w miejscu, patrząc jak dwudziestoczterolatek wybiega na zewnątrz, wściekły, załamany, rozczarowany. A jaki powinien być ? Szczęśliwy, radosny, uśmiechnięty ? Nie. Traci kolejnego przyjaciela, po raz kolejny go oszukiwano, okłamywano. Nie ufają mu ? Ufają ! Każdy wie jak wygląda jego życie, jak wiele się w nim zmienia. Teraz, gdy wszystko zaczęło się układać, kiedy w jego życiu wszystko odnalazło swoją drogę, miało być dobrze. Miał być szczęśliwy. Miał tym szczęściem dzielić się z innymi -  z przyjaciółmi. Ale oni go opuszczają...
- Marco !!! - krzyknął, ale było za późno. Słychać było tylko głosne trzaśniecie drzwi i poza tym nic. Nadomiar złego, kolejny niespodziewany pojawił się Jurgen. Podążał szerokim korytarzem w charakterystycznym dresie i kaszkietówce w kierunku mężczyzn , którzy ślepo wpatrywali się w drzwi, przez które jeszcze przed chwilą przechodził ich przyjaciel.
- Robert ? Gdzie jest Marco ?  - trener już wiedział, że coś się wydarzyło, coś niedobrego, bynajmniej dla jego drużyny bądź jednego z podopiecznych. - Robert ? Powiedziałeś mu - napastnik nie mógł wydobyć z siebie choćby słowa. Fakt o przenosinach miał jak najdłuzej zostać w tajemnicy, a on pozwolił by jego decyzja wyszła na światło dzienne. Jak na razie wie tylko Marco...Ale może już nie "tylko", a "aż"...- Powiedziałeś ?! - naciskał
- Tak ! - nerwowo przemieszczał się w szerz holu - Ale nie specjalnie ! Nie wiedziałem, że tutaj jest...ale był...i usłyszał... - był zły na siebie. Nie ukrywał tego. Ale to nie pomoże.
- Brawo ! Brawo Robert ! Popisałeś się, nie ma co !
- Mówię, że nie zrobiłem tego specjalnie ! Zresztą, prędzej czy później by się dowiedział...więc co za różnica, ze już zna prawdę ?
- Jak ty nic nie rozumiesz...Obaj nic nie rozumiecie... - machnął rękoma i wyszedł. Jurgen to coś więcej niż trener. Dla tych chłopaków jest jak drugi ojciec. Wspiera, podpowiada, uczy, tłumaczy. Potrafi sie z nimi bawić, potrafi nawrzeszczeć, potrafi wskazać dobrą drogę. Ufa im, a oni jemu. Między nimi jest wyjątkowa więź, więź, którą bardzo ciężko zniszczyć.
- Wiesz, że straciliśmy kumpla ?  - spojrzał na Mario, który przez cały czas milczał - Znienawidził nas. Wszyscy nas znienawidzili.
- Dajmy mu czas... Pogadam z nim, wytłumaczę to jakoś..
- Stój - brunet spojrzał na niego - To ja muszę sam z nim porozmawiać. Jestem mu to winien....




***




Wyszedł, zobaczył kolegów z drużyny, którzy przygotowywali sie do odjazdu, ale nie chciał tam isć. Nie miał ochoty rozmawiać. Chciał choć chwilę być sam. Odszedł kilka metrów dalej, oparł się o metalową barierkę, która oddzielała drugie wejscie na stadion i zamyślił się. Było mu cholernie przykro. Chciałby by była przy nim Weronika, by mogł się do niej przytulić i by wszystko okazało sie snem. Myślał, że po tych wszystkich ostatnich doświadczeniach, wszystko w końcu się ułoży. Tyle, że tak nie jest. Czasami, w chwilach takich jak ta, ma ochotę pozostawić wszystko, zabrać ze sobą jedynie Weronikę i wraz z nią uciec stąd jak najdalej.
- Porozmawiajmy - głos, który towarzyszy mu na każdym treningu, na każdym meczu. Głos, który z każdą chwilą coraz bardziej zaczyna nienawidzić.
- Porozmawiać ? O czym ? Chcesz się tłumaczyć ? Przepraszać ? Twierdzić, że to szansa ? ... Jak tak...to daruj to sobie - rzekł nawet na niego nie spojrzawszy.
- Nie... Chcę tylko by... - właściwie sam nie wiedział co ma powiedzieć - Nie chcę by nasza przyjaźń się tak skończyła. Nie chcę by moja decyzja ją przekreśliła. Marco...jesteśmy przyjaciółmi...
- Przyjaciółmi ?! - Niemiec zbulwersował się - Wiesz w ogóle co oznacza to słowo ? Mi się wydaje jednak, że nie wiesz. Coś ci powiem...-zamilkł na chwilę by zaraz mówić dalej - Kiedy przyszedłem do Borussi nie chciałem by mówiono o mnie. Nie chciałem by twierdzono, że ja prowadzę gre, że moje bramki dają zwycięstwo. Ja chciałem być tylko częścią tego klubu. Nigdy nikomu nie zazdrościłem sławy czy dobrych opinii. Uwielbiałem grać z tobą i Mario. On odszedł ale zostałeś ty. Taki duet w ofensywie. Kiedy trafiałeś do bramki cieszyłem się jakbym sam to zrobił. Zawsze życzyłem ci jak najlepiej. Byłem zły gdy cię krytykowano. Byłem szczęśliwy gdy cię chwalono...I cieszyłbym się nawet z tego, że zostaniesz piłkarzem Bayernu, bo tam jeszcze bardziej się możesz rozwinąć. Być jeszcze lepszym. Ale nie cieszę się...Wiesz dlaczego ?...- napastnik nie odezwał się - Bo mi sam o tym nie powiedziałeś. Nie przyszedłeś o tym porozmawiać. Tak samo jak Mario...I to boli. Boli, bo widzę, że obaj nie mieliście do mnie zaufania. I to nie jest przyjaźń... - zakończył i w końcu powiedział to co ciażyło mu na sercu. Ale nadal towarzyszy mu smutek, którego nie potrafi sie pozbyć.
- Nie powiedziałem, bo się bałem. Bałem się twojej reakcji, tego co zrobisz. - odpowiedział ze skruchą - Nie wybaczę sobie, jeśli stracę w tobie przyjaciela. - blondyn milczał. Stał, patrzył przed siebie, tak, jakby nie obchodziły go słowa kolegi z drużyny. - A Weronika...Nie mów jej. Sam to zrobię...
- Ty myślałeś, że jej powiem ?  -zaśmiał się ironicznie - Tak, sam to zrobisz. Spojrzysz jej w oczy, powiesz, że odchodzisz i  zobaczysz jak z każdą kolejną chwilą coraz bardziej cie nienawidzi.
- To dla niej nie ma znaczenia. To czy zostanę tutaj czy odejdę...
- Tak sądzisz ? Jeśli tak to się mylisz, nawet nie wiesz jak bardzo - dodał i poszedł zająć miejsce w autokarze. W międzyczasie zawołał go trener, ale zignorował go. Założył kaptur na głowę, słuchawki i zajął miejsce w przodzie, przy szybie. Wszystko znów dla niego straciło sens...




***




Uradowana już nie mogła się doczekać kiedy znów zobaczy swojego ukochanego. Wraz z grupą przyjaciół, czekali pod stadionem na przyjazd autokaru z piłkarzami. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, w przeciwieństwie do pozostałych, którzy stali z posępnymi minami. Byli tajemniczy, kiedy pojawiała się obok, ucinali rozmowę. Tak jak by coś ukrywali, nie chcieli o czymś jej mówić.
- Co wam się stało, że macie takie miny ? - zwróciła się patrząc na znajomych.
- Nic. Jakie miny ? Normalne - odparł Szczęsny, który wiedział już co sie wydarzyło, na wyjeździe. Zresztą, wszyscy wokół wiedzieli, poza nieświadomą niczego Weroniką. - Przyjechali ! - przywdział na twarz delikatny uśmiech, dostrzegając radość Weroniki, która coraz bardziej się niecierpliwiła. Niby tylko kilka dni, a dla nich obojga niczym kilka lat.
Wysiadł pierwszy. Muzyka dobiegająca ze słuchawek, zagłuszała jego myśli, przez co był taki nieobecny. Z nikim nie rozmawiał w czasie powrotu, nie odpowiadał na pytania, nie odezwał sie ani słowem. Podszedł by wziać swoją torbę i wraz z nią ruszył w przeciwnym kierunku. Patrząc pod nogi, nawet nie spostrzegł, że Weronika biegnie w jego kierunku.
- Marco ! - padła mu w ramiona, a on dopiero po chwili zorientował się co się dzieje. Skupiony na wydarzeniach z wyjazdu, nawet nie zauwazył jej wcześniej - Tęskniłam tak bardzo.
- Ja też. Cieszę się, że przyjechałaś... - odparł, ale takim smutnym głosem, pozbawionym jakichkolwiek uczuć
- Kochanie, wszystko w porządku ?
- Tak...- skłamał. Przecież nic nie jest w porządku - Kocham cię - pocałował ją po czym przyciągnął ją do siebie, mocno obejmując ją ramionami i schował twarz w jej długich, gęstych włosach - Wracajmy już do domu.
Złapał jej dłoń i udali się do samochodu. Kiedy piłkarz wkładał walizkę do bagażnika, ona dostrzegła Roberta, który stał w pobliżu. Rozmawiał z Wojtkiem, Anią i Aaronem, a właściwie to oni mówili a on milczał. Dostrzegł jak na niego patrzy. Próbował się uśmiechnąć w jej kierunku, ale nie potrafił. To było zbyt trudne. Ostatnio wszystko co chce zrobić jest trudne...
Wracali sami. Ona i On. Ona nic nie mówiła, on także. Próbowała coś zrozumieć, to co sie właśnie dzieje. Ktoś kto jest dla niej wszystkim, nie potrafi sie uśmiechać, cieszyć. W jego oczach widzi smutek i ból. Nie wie dlaczego, czuje się pominięta. Chce pomóc mu sobie poradzić z problemami, ale nie potrafi. A Robert ? Dlaczego tak patrzył ? To samo spojrzenie. To, które nic nie mówi, a tylko przynosi pytania bez odpowiedzi. Pokłócili się ? O nią ? Dlaczego, żadne z nich nie potrafi już być szczęśliwe...




***



Siedział na balkonie, patrząc w dal, patrząc na stadion, który doskonale było widać z tego miejsca. I zastanawiał się co będzie dalej. Jak to całe życie, które ma, się potoczy. Ma dziewczynę, którą kocha ponad wszystko. Już wkrótce zostanie ojcem i będzie patrzył każdego dnia jak dorasta jego potomek. Jest w miejscu, w którym jest szczęśliwy. Powinien być...Ale czegoś mu brakuje. Brakuje mu spokoju, stałej stabilizacji, harmonii... Od dłuższego czasu coś się dzieje. Każdego dnia, gdy się budzi, zastanawia sie co ten dzień przyniesie. Co straci, co zyska...
- Marco, jak długo to potrwa ? - usiadła na przeciw, patrząc na ukochanego - Jak długo będziesz milczał? Jak długo będziesz nieobecny ? Nieobecny przy mnie ? Kiedy znów będziemy ze sobą normalnie rozmawiać...?
Znów to samo. Cisza  z jego strony i nic więcej. Skupiony, zamyślony, zagubiony. Cierpi, tak zwyczajnie. Ciągle zastanawia się dlaczego on, dlaczego oni wszyscy...
- Błagam cię, powiedz coś...Chcę chociaż usłyszeć twój głos... - łzy cisnęły się jej do oczu, bo nawet ją zaczęło to wszystko przerastać. Nieświadoma niczego co się dzieje, czuła sie bezsilna, ignorowana. Spojrzał na nią, ale tylko na moment i znów uciekł wzrokiem - Tak myślałam - wstała i weszła do środka. Nie wiedziała co robić, jak postępować.
Nie mógł już dłużej tak postępować. Wiedział, że przez to sie oddalą od siebie, że tak, może ją stracić. A ta strata byłaby końcem wszystkiego, jego końcem.
- Kocham cię. Kocham was. I bądźcie ze mną. Nie mogę was stracić - płakał. Ten silny Marco Reus, który powinien sobie radzić z taką sytuacją, teraz temu nie sprostał. Jego oczy były pełne łez, bólu i smutku. Sam ten widok bolał, ją szczególnie. Podeszła do niego, lekko musnęła jego chłodne usta, które drżały, tak jak on sam. Popatrzyła mu w oczy, po czym wtuliła się w jego ciało. Objął ją ramionami, i tak stali przez długi czas.
Trzymał przy sobie cały świat.
Ona jest całym jego światem.
Ona nadaje mu sens.
Tylko ona mu pomoże...






***




Jeszcze nie dawno pod tym rozdziałem pewnie napisałabym, że zbliżamy się do epilogu. Ale nie napiszę tak, bo nie mogę tego zrobić : Wam i samej sobie. Kiedy czytałam Wasze komentarze, popłakałam się ze wzruszenia. Dlatego, że tak jak ja tak bardzo pokochałyście moje opowiadanie. Dziękuję za te wszystkie słowa wsparcia, za wszystko co dla mnie robicie. I będę pisała to opowiadanie tak długo jak będę potrafiła. Obiecuję !


Pozdrawiam ♥

11 komentarzy:

  1. To jest cudowne !!! Czytając ten rozdział rozpłakałam się. Cholernie szkoda mi Marco. Znowu musi cierpieć i znowu traci swojego najlepszego przyjaciela. Ale Robert i Marco muszą się pogodzić. Lewy musi walczyć o tę przyjaźń. Jestem ciekawa jak Robert powie o tym wszystkim Weronice i jak ona zareaguje. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że nie kończysz tego bloga, bo to jest jeden z najlepszych jaki czytałam. Ta historia jest wspaniała ! Musisz go prowadzić jak najdłużej. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział. Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jenki brak słów. To jest tak pięknie napisane. Jeszcze nie miałam czegoś takiego, że ledwo piszę komentarz ! :)
    Szkoda mi Marco ;c
    Jesteś świetna! Uwielbiam twoje dzieła i ciesze się, że będziesz prowadziła tego bloga jeszcze trochę :)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam na drugą część Just tonight I would fight
    http://just-tonight-i-would-fight-2.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam łzy w oczach... WOW... Nic więcej na razie nie umiem napisać

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejuniu!:(
    Aż sama się naprawdę wzruszyłam. Wyobrażam sobie co wszyscy bohaterowie muszą czuć. Marco, który traci kolejnego przyjaciela, Weronika, która jest w tym wszystkim taka bezsilna i Robert, który kocha nie tą kobietę co trzeba. Tak strasznie mi ich wszystkich żal. Każdy z nim zasługuje na szczęście i mam nadzieje, że takie ich kiedyś wszystkich spotka.
    Btw. chciałam zauważyć, że wytworzyłaś nam piękną relację między Marco, a Weroniką. Są dla siebie przyjaciółmi, a jednocześnie się kochają i są razem. To nie lada sztuka, więc tym bardziej wielkie brawa! ;)
    Buziaki kochana♥ :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejciu!! Ten rozdział to cudo <3! Końcówka rozdziału sprawiła,że się popłakałam. Tak mi szkoda Roberta ale też mi jest szkoda Marco. Z jednej strony dobrze że Lewy zmienia klub bo nie będzie musiał patrzeć na ukochaną która jest z innym, ale z drugiej strony powinien walczyć o przyjaźń z nią i spróbować się pogodzić z tą sytuacją. Czekam na rozwiniecie sytuacji i oczywiście na nowy rozdział ;)
    Pozdrawiam i całuję :*:* <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Biedny Marco.... Robert zachował się strasznie źle... :( Ale ta przyjaźń nie może się tak zakończyć. Oni obaj muszą o nią walczyć... Mam tylko nadzieję że relacje między Weroniką a Marco nie ulegną zmianie.. Wiem, że Marco przeżywa teraz trudny okres, ale nie może odtrącać swojej ukochanej.... Te słowa o przyjaźni były piękne... <3
    Rozdział jest cały cudowny . Już nie mogę się doczekać następnego. Liczę że szybko dodasz :*
    Całuję :*

    OdpowiedzUsuń
  8. "I będę pisała to opowiadanie tak długo jak będę potrafiła. Obiecuję !" - jedna z lepszych wiadomości dzisiejszego dnia :D Dziękuję Ci !!! Najwspanialsze opowiadanie, kiedy czytam płacze sama nie wiem czemu. Czytam i nagle jestem w tym opowiadaniu przeżywam wszystko co bohaterowie, a kiedy kończę rozdział wracam do szarej rzeczywistości. Szkoda mi Marco strata dwóch przyjaciół w ciągu roku, ciekawi mnie czy w rzeczywistości przeżywał to tak samo. Dobrze że ma Weronikę, ciekawe jak ona zareaguje. Mam nadzieję że Marco i Weronika do końca będą razem i już nic ani nikt im nie przeszkodzi. Czekam na następny rozdział. Wpadnij też na mojego bloga
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak się cieszę, że dalej będziesz prowadziła tego bloga! <3
    Kocham to. To co piszesz jest cudowne. :*:*
    Szkoda mi Roberta, szkoda mi Marco, Weroniki. Wszyscy przeżywają to na swój sposób. Jednak Marco z Robertem nie mogą się od siebie odwrócić, przecież ta przyjaźń musi przetrwać wszystko. Mam nadzieję, że tak będzie.
    Pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń
  10. Jest świetny. Świetnie opisuje wsztstkie emocje i uczucia. Robert jest głupi że tak postąpił, ale ja bardziej nie rozumiem Marco, który mimo relacji z przyjacielem oschle zachowuje się w stosunku do Weroniki. Czekam na kolejny rozdział i zapraszam cię na mojego bloga http://nieznane07.blogspot.com/ Mam nadzieję że ci się spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam również na nowego bloga o Marco.
    http://my-life-my-game-and-my-rules.blogspot.com/
    Komentujcie ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy