*
Kocham Cię, wiesz ? Dlaczego nie uszanujesz
mojego uczucia ?
Powiedz jedno słowo, a odejdę. Zrobię to choćby
teraz.
Nie łudźmy się dłużej. Nigdy nie będziemy razem
szczęśliwi.
*
Wszystko się zmieniło. To co było kiedyś, już
zniknęło, uleciało daleko od nich wszystkich. Myśleli że mogą mieć wszystko, że
oni są wszystkim dla innych, ale to co jest teraz okazało się takim jakiego się
obawiali.
Kolejny tydzień rozpoczyna się tak jak każdy
poprzedni od dłuższego czasu. Nad Dortmundem zasiedliły się ciemne chmury które
przyniosły ze sobą deszcz i ponure dnie. Od rana do wieczora po szybach
spływają strugi wody, odbijają się od powierzchni i tworzą kolejne rozległe
kałuże na każdej wolnej części ulicy. Mocny wiatr nieustannie targa gałęziami
drzew, które zaczynają powoli sie zazieleniać. Większość osób stara się nie
opuszczać swoich mieszkań bądź tylko z przymusu by pójść do pracy, na zakupy
czy załatwić swoje sprawy. Przemieszczają się pod parasolami i w płaszczach
próbując uchronić się przed zimnym deszczem, choć nieudolnie. Każdy jest
zmęczony, śpiący, zamyślony i błąka się we własnym umyśle. Nie obchodzą go inni
ludzie lecz wyłącznie on sam. Z mieszkańców znikła ta bezgraniczna uprzejmość i
przyjaźń wobec innych zastępując się arogancją i bezczelnością. To takie
niewiarygodne lecz prawdziwe. Obudziła się niechętnie, początkowo nie unosząc
powiek ku górze. Okryta dwiema kołdrami czuła jak drży jej ciało, wychłodzone
jak nigdy dotąd. Wieczorem otworzyła okno by zaczerpnąć świeżego i rześkiego
powietrza, gdy zaczęło robić się jej nieco słabo. Leżąc i próbując stopniowo
dojść do siebie, zasnęła. Była sama. Nie po raz pierwszy i za pewne nie
ostatni. Potrzebowała go, jego obecności i pomocy, lecz nie było go. Unosząc
swoje ciało spojrzała na wolną część łóżka, w którym, tej nocy, była ona sama.
Nie wrócił na noc, nie zadzwonił. Nic. Kompletnie nic ! Tak ma to wszystko
teraz wyglądać ? Mijają się, nie rozmawiają prawie ze sobą. Ciągle go nie ma, a
gdy już jest - milczy. To tak, jakby nawet wtedy go nie było. Minęło już
sporo czasu od jego powrotu z wyjazdowego meczu w Monachium. Wyjazdu który
odmienił wszystko. Niedługo po tym do Londynu powrócili Aaron z Wojtkiem, a
Weronika pozostała sama. Często do siebie dzwonią, rozmawiają ale jednak to nie
to samo. Przyjaciele są tak daleko, a jedyna osoba, która jest dla niej
wszystkim - przestała istnieć. Może dlatego co raz częściej w jej głowie rodzi
się pomysł by powrócić tam, gdzie może w pełni być szczęśliwą ? Nie
próbuje go rozumieć, tłumaczyć jego zachowania, bo nie ma siły, powodów. Czuje,
ze znów się od siebie oddalają. Nie tak jak dotychczas, znacznie dalej...i
dalej. Ich miłości nie da się kwestionować ale może jest zbyt silna by mogła
połączyć szczęśliwie dwoje ludzi...Czeka na niego. Na jego słowa, gesty, dotyk...
Ale tego nie ma. Jego już nie ma. Ich nie ma...Donośny dźwięk dzwonka sprawił,
że opuściła łóżko, okrywając się szlafrokiem i podeszła do drzwi by je
otworzyć. W odwiedzinach przybyła Anka, która ku zaskoczeniu wielu, stała się
jej bliską osobą. Może dlatego, że jak nikt inny rozumie Nowakowską ? Tak jak
ona teraz walczy o Marco, tak ona przez długi czas walczyła o Lewandowskiego.-
Jesteś sama ?.- zapytała rozglądając się dokoła gdy obie siedziały już na sofie
w salonie. Brunetka nie odezwała się choćby słowem, próbując wymusić w sobie
ciepły uśmiech ale nie potrafiła. - Marco wyszedł tak wcześnie ? Trening mają
dopiero po południu...- Nie wyszedł...Zwyczajnie nie wrócił...- odparła - Nie
wiem gdzie jest, z kim, co robi, kiedy wróci...nic nie wiem. I wiesz. co ? Nie
obchodzi mnie to - wzięła głęboki oddech wypuszczając po chwili powietrze z
płuc. Siedząc ze skrzyżowanymi nogami, oparła się wygodnie, próbując
powstrzymywać łzy które już zaczynały napływać jej do oczu.- Weronika, o czym
ty mówisz ? Jak to nie wrócił ? Dlaczego ?!- dociekała uporczywie - Ja mam
wiedzieć co się stało ?! Nic nie wiem ! Nic, rozumiesz ? On...on mnie ignoruje.
Niedługo zapomnę jego głosu, dotyku, uczucia które nas łączy...Albo już
łączyło...Ania, ja nie potrafię z nim być...To zbyt boli... - emocje stały się
górą i z jej zmęczonych oczu popłynął potok łez. Nie miała już siły by walczyć
o Marco, o jego miłość czy o ich związek.
- Werka....to minie - Stachurska próbowała w
jakikolwiek sposób pocieszyć przyjaciółkę, ale takimi słowami na pewno tego nie
zrobiła. Czuła się źle, że nawet ona musi okłamywać dziewczynę, mimo że dla jej
dobra. Ale widząc to jak cierpi miała ochotę wyznać jej prawdę na temat tego co
się wydarzyło pewien czas temu. Jednak miała dziwne wrażenie, że tu nie chodzi
tylko o odejście Roberta, lecz Marco ukrywa coś jeszcze. Coś, co całkiem go
załamało i nie potrafi o tym mówić. Tyle, że nie jest już sam. Ma kogoś komu na
nim zależy a tym co robi, traci tę osobę. Wkrótce może się okazać, że
bezpowrotnie...
- Nie, nie minie. To nie jest pierwszy raz. To
nie jest pierwsza kłótnia, pierwsze ciche dni. Tak jest ciągle. Za każdym razem
gdy choć przez chwilę jesteśmy szczęśliwy, to zaraz to mija. I czekamy na to
nieustannie a to pojawia się tylko na chwilę. Kocham go...ale ta miłość zabija.
Mnie i jego. - zamilkła na chwilę, ocierając łzy z policzków - Myślisz, że pora
to zakończyć ? Teraz zanim nie jest za późno ? Może powinnam wyjechać...Wrócę
do Londynu...On zacznie życie beze mnie, ja bez niego... A dziecko, nasze dziecko...Będzie
miał z nim kontakt. Przecież mu go nie zabiorę...
- Nie możesz tego zrobić! Wera, nie możesz ! -
kobieta wiedziała, że musi ten głupi pomysł wybić jej z głowy - Tu jest twoje
miejsce i nigdzie indziej! Poproszę Roberta by porozmawiał z Marco...
- Nie ! - gwałtownie zaprotestowała
- Nie ? Dlaczego nie ?
- Nie mieszaj go do tego. Nie jego, zwłaszcza
jego - odparła cichym głosem, wiedząc, że Robert jeszcze bardziej mógłby
wszystko skomplikować. A to już całkiem by nie pomogło.
Rozmowa coraz bardziej nie miała sensu,
pozbawiona tematu, chęci ich podjęcia. Stachurska dostrzegła, że przyjaciółka
chce być teraz sama, więc co mogła zrobić ? Sama przyszła tak naprawdę by się
pożegnać i oznajmić, że nie będzie jej przez trzy dni. Patrząc na zegar, wiedziała,
że się zasiedziała, więc postanowiła jak najszybciej się zbierać. Nie wracając
do tematu Reusa, pożegnała się i wyszła.
***
Mijały kolejne godziny, które upływały tak powoli, jakby czas
stanął w miejscu. Chodziła po mieszkaniu, próbując znaleźć sobie jakieś
zajęcie, ale na nic nie miała ochoty. Posprzątała niewielki bałagan, pozmywała
naczynia, którymi był jedynie talerzyk, sztućce i dwa kubki po herbacie. Kiedy
wszystko wyglądało przyzwoicie z wyjątkiem niej samej, usiadła na kraju łóżka,
które wcześniej idealnie zaścieliła. Przed nią stała ogromna szafa z ubraniami
i wielkie lustro, w którym właśnie się widziała. Blada jak płatki śniegu,
szczuplejsza niż dotychczas, zmęczona z podkrążonymi oczami, które każdej nocy
wylewają słone łzy. Nie przypomina już tej promiennej i wiecznie uśmiechniętej
Weroniki, którą jeszcze nie dawno była. Wstała, podchodząc do swojego odbicia,
skupiając się na tym całkowicie. Nie mogła już patrzeć na tę wymizerowaną
postać przed sobą. Uniosła szarą bluzę do góry, przyglądając się jak jej
brzuszek coraz bardziej się zaokrągla. Dostrzega te minimalne zmiany i na samą
myśl o dziecku, uśmiecha się. Tylko to, daje jej siłę na kolejne dni. Coraz
częściej myśli o swojej niedalekiej przyszłości, o tym jak będzie wyglądał
każdy dzień. Będzie miała przy sobie najcenniejszy skarb, i nawet, jeśli
wyjedzie, to będzie miała przy sobie cząstkę Marco. Może dziecko będzie miało
jego oczy, albo usta czy nos. I w każdej z takich chwil, roni łzy, nad którymi
już nie ma kontroli. Niekiedy, już nie potrafi płakać... Wszystko jest coraz
trudniejsze...
Nie mogła znieść tej ciszy, która panowała w mieszkaniu.
Widząc za oknem rozjaśniające się niebo, ubrała się schludnie, założyła
cieplejszy płaszcz i buty, po czym postanowiła wyjść. Próbując pokonać próg,
wpadła na niego. Uniosła wzrok, dostrzegając jego oczy. Patrzył na nią z
taką.... nienawiścią ? Ona tak to dostrzegała. Miała wrażenie, że jego
cierpienie i problemy są jej winą, że on obarcza ją o wszystko co dzieje się w
jego życiu. Czuła się z tym okropnie, choć to wszystko nie było prawdą.
- Wychodzisz ? - zapytał oschle
- Tak
- Dokąd ?
- To moja sprawa dokąd idę i z kim !
- Stój ! - zatrzymał ją, łapiąc na rękę, kurczowo ją
ściskając - Mam prawo wiedzieć gdzie idziesz. Zwłaszcza z kim - zaakcentował
ostatnie słowo, czując w sobie niewiadomy gniew i złość
- Ciebie to jeszcze w ogóle obchodzi ?! Ja cię jeszcze
obchodzę ?! - spojrzała mu w oczy i chciała go uderzyć. Myślała, ze to jej
pomoże, ale nie zrobiła tego, nie miała odwagi - Ty nie mówisz mi gdzie znikasz
na całe dnie i noce, to ja też nie muszę ! - wyrwała się z jego uścisku i
zbiegła prędko po schodach.
Był wściekły na siebie, znowu. Za to jak ją potraktował.
Czasami się zastawia, dlaczego ona jeszcze z nim jest. Jak długo wytrzyma przy
nim ? Kiedy odejdzie ? Czy nieustannie będzie dawać mu kolejne szanse, które on
marnuje. Musi się zmienić, ale nie wie, czy potrafi...
***
Szła prosto przed siebie, nie patrząc gdzie zmierza, gdzie
długa ulica, którą spaceruje, ją zaprowadzi. Może tam, gdzie znajdzie
rozwiązanie problemów. Tam, gdzie znajdzie to czego potrzebuje. Może wiedziała,
gdzie chce iść i droga właśnie tam ją zaprowadziła.
Mieszkanie Roberta Lewandowskiego. Rozwiązanie problemów ?
Szczęście ?
Jednorazowo wcisnęła dzwonek do drzwi, czekając aż ktoś je
otworzy. Rozglądając się wokół siebie, usłyszała kroki dochodzące z wnętrza
domu a już po chwili jej oczom ukazał się brunet, z zaskoczeniem na twarzy na
jej widok.
- Mogę ? - pokiwał głową, będąc ciągle w szoku na jej
obecność. Pomógł zdjąć jej płaszcz, który odwiesił na wolny haczyk w
przedpokoju i zaprosił ją do salonu. Prędko zaczął zbierać rzeczy z podłogi,
które pokrywały większą część wolnej powierzchni.
- Przepraszam za ten bałagan, ale Ania prosiła mnie bym
posprzątał, a jak już zacząłem to zrobił sie większy bałagan - tłumaczył się, a
ona jego zakłopotanie uspokoiła swoim delikatnym uśmiechem - Wyjechała nie
dawno, ale...ty chyba wiesz, prawda ? Mówiła, że cię odwiedzi
- Tak, tak. Była chwilę...ale musiała zaraz jechać więc długo
nie porozmawiałyśmy - rzekła, a Robert kiedy zrobił trochę wolnego miejsca,
usiadł obok niej, tym samym przyprawiając ją o szybsze bicie serca. Poczuła
jego zapach perfum, które zawsze doprowadzały ją do obłędu, bez względu na
okoliczności.
- Dlaczego do mnie przyszłaś ? Coś się stało ? - zapytał, a
ona nawet nie wiedziała jak odpowiedzieć na to pytanie. Sama nie wie, dlaczego
tak naprawdę się tutaj znalazła
- Przyszłam, bo...nie wiem. Nie chciałam siedzieć tak sama,
nie miałam dokąd pójść i przyszłam do ciebie. Przeszkadzam ci ?
- Nie ! Oczywiście, że nie ! - zaprotestował prędko - Ty
nigdy nie przeszkadzasz - posłał jej uśmiech - Wszystko u ciebie w porządku ?
Nie wyglądasz za dobrze - było jej miło, widząc jego troskę o nią.
- Nie jest w porządku, ale nie chcę na razie o tym rozmawiać.
Chyba nawet nie miałoby to sensu
- Dlaczego ?
- Mam rozmawiać z tobą o moich problemach z Marco ? To
nielogiczne, bo przecież ty...
- Bo cię kocham ? - odparł bez zastanowienia, a dziewczyna
wbiła w niego wzrok. Chociaż wie, że nie ma u niej szans, nie kryje się przed
nią ze swoimi uczuciami.
Po jego słowach zapanowała chwila milczenia a oni oboje
uciekali od siebie spojrzeniami, skupiając sie na wszystkim innym, lecz nie na
samych sobie.
- Kiedy się we mnie zakochałaś ? - zapytał, a to pytanie
doprowadziło ją do całkowitego zakłopotania. Dlaczego o to zapytał ? Właśnie
teraz... - To znaczy, kiedy dotarło do ciebie że nie jestem ci obojętny. Chcę
wiedzieć jak to możliwe, że nie dostrzegałem tego, skoro zawsze byliśmy
blisko...
- Właśnie dlatego - posłała mu subtelny uśmiech, który w niej
kochał bezgranicznie - Kiedy Wojtek nas poznał, nie znosiłam cię. Naprawdę -
zachichotała - Wkurzałeś mnie tą swoją pewnością siebie, taką arogancją i w
ogóle to wszystkim. Ale z czasem się zaprzyjaźniliśmy. Przecież ja , ty i
Wojtek staliśmy się nierozłączni. Chodziłam na wasze treningi, mecze. Pamiętam
jak dziewczyny z klasy zazdrościły mi starszych kolegów i chciały bym je wam
przedstawiła. Nie rozumiałam ich. Kiedy czasami szły ze mną na mecz to
piszczały, zachwycały się wami, waszym widokiem, zwłaszcza twoim, a ja śmiałam
się z tego. Byłeś moim kolegą, więc nie patrzyłam na ciebie w inny sposób niż
przyjacielski. Do czasu...Pamiętam jak mieliście wrócić z wojewódzkich zawodów
i oczywiście chciałam was przywitać i pogratulować pierwszego miejsca. Czekałam
na parkingu. Wyszedłeś pierwszy. Wstałam by podbiec do ciebie aby cię przywitać
ale ktoś mnie uprzedził. Jak się później okazało, od kilku dni miałeś
dziewczynę. Spotykałeś się z Sylwią ale ja nic nie wiedziałam. I właśnie wtedy
zrozumiałam, że zakochałam się w tobie. Potem każde kolejne spotkanie z
tobą, sprawiało mi ból, na który nie było lekarstwa. Próbowałam się z tym
pogodzić, ale nie potrafiłam. Postanowiłam, że ograniczę nasze kontakty do
minimum, a to pomoże. I tak mijały kolejne dni, tygodnie.
- Nie zauważałem tego...Nie widziałem, że byłem dla ciebie
ważny...
- Niestety nie...Kiedy myślałam, że między nami nic nigdy nie
będzie, Wojtek wygadał się, że rozstałeś się z nią. To dało mi cień nadziei.
Poszłam do ciebie. Siedziałeś na daszku nad garażem. Zawsze gdy miałeś problem,
tam można było cie znaleźć. Wiesz, że chciałam ci wtedy wyznać moje uczucia ?
-Dlaczego tego nie zrobiłaś ?
- Po co ? Powiedziałeś m i wtedy, że dobrze że masz we mnie
taką przyjaciółkę. Wiedziałam, że tylko nią mogę być dla ciebie. Postanowiłam
sobie po raz kolejny, że poradzę sobie z tym uczuciem. Cierpiałam, ale nie
przez ciebie, a przez siebie.
- Ale potem już wszystko zniszczyłem. Wtedy, u Kuby...
- Tak. Tak cholernie mnie zraniłeś, że nie chciałam cie znać,
ale...
- Nadal mnie kochałaś ?
-Tak i nie potrafiłam przestać. To było trudne. Nienawidzić
cie, jednocześnie kochając ponad wszystko.
- Jak jest teraz ?
-Kocham Marco - skwitowała
- Co ze mną ?
- Chciałabym wiedzieć, Robert - spojrzała na niego - Czasami,
chciałabym byś raz na zawsze zniknął z mojego życia. Ale wiem, że gdyby tak sie
stało, straciłabym coś co dla mnie ważne w życiu. Cały czas obwiniałam cię o
wszystko, powtarzałam, ze mnie zraniłeś, że nie wybaczę ci tego, ale ja też cie
zraniłam. I ranię do tej pory. Widzę to po tobie. Widzę jak na mnie patrzysz i jak
boli cię moja obecność.
- Oboje sie ranimy - podsumował - Nieraz się zastanawiam,
gdzie popełniłem błąd. Kiedy tak naprawdę cie straciłem
- Nigdy mnie nie straciłeś
- Wera, straciłem. Straciłem szansę by z tobą być. Chyba
nigdy sobie tego nie wybaczę.
Rozmowa między nimi, nabrała całkiem innego obrotu, niż mieć
powinna. Była tak szczera, że do bólu. Rozmawiasz z kimś o własnych uczuciach,
tak wielkich, a wiesz że nie będziesz z tą osobą już nigdy. To boli
najbardziej...
Ta rozmowa uświadomiła mu, że nie będzie potrafił jej
powiedzieć o swoim odejściu. O tym, że ich drogi definitywnie się
rozejdą.
- Będę wracała...Zasiedziałam się - odparła kiedy od dłuższej
chwili zatopili sie we własnych spojrzeniach. Moment, który był zaskoczeniem
dla nich obojga, który był taki nieoczekiwany, niezrozumiały.
- Odwiozę cię. Nie chcę byś wracała sama, a jest już późno -
odrzekł i gdy byli już gotowi udali się do jego samochodu. Jechali w milczeniu,
patrząc przed siebie, nie myśląc o niczym...
- Dziękuję - powiedziała, kiedy zatrzymali się pod blokiem.
Odpięła pas i chwyciła za klamkę drzwi
- Weronika...
- Tak ? - spojrzała na niego. Uśmiechał się. Widziała
promienne spojrzenie, takie czułe wobec niej. Obrócił się w jej kierunku, by
móc swobodnie na nią patrzeć. Przybliżył się na tyle, na ile mógł i ujął jej
dłoń. Widział w jej oczach to przerażenie, które doskonale już znał.
- Robert, ja..
- Ciii... - wyszeptał - Wiem, wszystko wiem. Chcę tylko byś
była szczęśliwa - pocałował ją w czubek czoła, a ona całkiem zdezorientowana
wybiegła z samochodu. Wiedziała, że pójście do Roberta nie było najlepszym
pomysłem. Było najgorszym.
Odprowadził ją wzrokiem i odpalił silnik samochodu. Ruszył
przed siebie, myśląc wyłącznie o Niej. O niczym innym...
***
Wbiegła do mieszkania, trzaskając za sobą drzwiami. Choć nic
się nie stało, ona czuła sie z tym źle. Takie momenty nie powinny mieć miejsca,
zwłaszcza między nią a Robertem.
W środku panowała ciemność, co oznaczało, że jest sama. Jego
nie ma po raz kolejny. Dlaczego jej to robi ? Mieli być rodziną. Mieli być
szczęśliwi...
Patrzyła na zegar, którego wskazówki dochodziły do godziny
dwunastej. Kiedy już miała pójść do sypialni, usłyszała otwierające się drzwi.
Wrócił. Po co ? Do niej ? Dla niej ?
Nie wraca na noc do domu, nie rozmawia, więc dla niej to
oznaczałoby tylko jedno. Coś, czego obawiała się najbardziej. Coś, co raz już
robił. Teraz dokonał tego po raz kolejny...
- Nie śpisz jeszcze ? - zapytał zdejmując kurtkę, nie patrząc
nawet na dziewczynę
- Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć ? Jak długo zamierzałeś to
przede mną ukrywać ?! Jak długo, co ?!
- Weronika, ja...
- Kiedy do cholery chciałeś mi powiedzieć, że masz kogoś ?!
***
Jeśli
przebrnęłyście przez ten rozdział, to dobrze. Chyba jeszcze zamieszałam w tym
wszystkim i nie wiem czy Wam się to spodoba. W ogóle, ostatnio tak cofnęłam się
kilka rozdziałów wstecz by zobaczyć czy ma to jakiś sens to co piszę, a przez
to doszłam do wniosku, że urządziłam z tego opowiadania nie mały dramat. Nie
wiem nawet dlaczego tak wyszło, ale trudno. Czasami chciałabym dodać jakiegoś
humoru czy coś w ten deseń, ale mi nie wychodzi. Nie umiem w ten sposób pisać.
Mam wrażenie, ze to co piszę, jest zbyt poważne, a przez to robi się nudne.
Sama nie wiem…
Ktoś,
ostatnio wysłał mi pytanie, czy to co tu piszę, nie odzwierciedla mojego
prawdziwego życia. Nie. Zdecydowanie nie. Na pewno coś w nim jest ze mnie,
zwłaszcza w bohaterach i chyba nawet nieświadomie o tym piszę. Robert kocha
Weronikę, której nie może mieć – tak jak ja chciałabym czasami mieć coś czego
mieć nigdy nie będę. Wybiera złe decyzje, tak jak ja w swoim życiu. Wojtek
czasami jest egoistą a potem chce naprawić swój błąd uszczęśliwiając wszystkich
na siłę, tak jak ja. Aaron dla innych zrobi bardzo wiele, czasami nie myśląc o
swoim szczęściu, czyli też jak ja czasami. Marco, nie potrafi walczyć ze swoimi
problemami i przez to rani bliskie mu osoby. Ja stopniowo zmieniam to w sobie,
tak i on to zmieni. I Weronika. Nie wie czego chce od życia – czyli ja. Chcę
wszystkiego po troszku, a tak się w życiu raczej nie da.
Kolejny
rozdział pojawi się jak tylko znajdę czas by go napisać ! Udanego tygodnia !
Pozdrawiam
To się nie robi nudne.Fajnie to czytać ale brakuje tu sensu tego wszystkiego.Nie ma żadnych sielanek między nimi.Tylko cały czas coś smutnego.I tak uwielbiam czytać tego bloga.Jeden z Najlepszych.Ale proszę zmień to żeby humor był albo cokolwiek.Możesz też zakończyć kolorowo to opowiadanie.Zacząć nowe.Inne. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńto nie było, nie jest i jestem pewna, że nie będzie nudne ;)
OdpowiedzUsuńto wszystko co się teraz dzieje sprawia, że akcja jest jeszcze ciekawsza ;)
uwielbiam czytać każde twoje opowiadanie :D
i już niecierpliwie czekam na kolejne rozdziały i wyjaśnienie całej sprawy :D
weny ♥
Opowiadanie w żadnym calu nie jest nudne. Czekałam niecierpliwie na kolejny rozdział. Czemu znów się zepsuło między Weroniką i Marco? Czemu Marco z nią nie porozmawia? To że Robert wyjeżdża to nie koniec świata, a Marco zachowuje się jakby ktoś umarł i traktuje Weronikę jak powietrze... Czemu to Robert zawsze musi być źródłem problemów? Niech Rober w końcu jej powie że wyjeżdża. Chcę żeby Weronika była szczęśliwa z MARCO! Z niecierpliwością czekam na następny rozdział
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
To opowiadanie nie jest nudne . Jest odrobinę dramatyczne, ale bardzo, ale to bardzo ciekawe. Czekam aż sprawa między Weroniką a Marco się wyjaśni. Ona cierpi, powinien w końcu przestać ją ranić. Mam nadzieję, że odrobinę wyprostujesz ich relacje :) Pozdrawiam i zapraszam do mnie http://new-life-with-you-baby.blogspot.com/ ( nie wiem czy mogę tu spamować, ale nie widzę zakładki Spam). Jeśli nie można wrzucać linków do komentarzy to usuń go :) U mnie też zaczyna się dramatycznie ;)
OdpowiedzUsuńO jejusiu... Ten rozdział był taki piękny a zarazem tak smutny... Nie wiem co we mnie jest ale coś zawsze ciągnie mnie do rozdziałów z których czasem aż kipi bólem, cierpieniem i smutkiem. Może to odzwierciedlenie mojej osoby, może zwykłe upodobania.. Nie wiem ale to co przeczytałam zapewne długo pozostanie mi w pamięci. Wszyscy są tacy skryci, zamknięci w swoim własnym 'ja'... I jestem cholernie zła na Reusa za to, że najprawdopodobniej zdradza Weronikę. Jezu, jeśli on serio ma kogoś na boku to mimo mej ogromnej sympatii do niego w tym opowiadaniu, będę miała ochotę mu solidnie przywalić w twarz... Najlepiej krzesłem, albo czymś...
OdpowiedzUsuńA co do Roberta i Werki? Kurcze, zaczynam się zastanawiać czy ona tak naprawdę nie kocha Lewandowskiego... Bo czasem kochamy kogoś ale wmawiamy sobie, że tak nie jest, argumentując to faktem, iż jesteśmy szczęśliwi z kimś innym... Jestem ciekawa jak to się dalej potoczy ale mam nadzieje, że Polka nie wyleci do Londynu, a postara się sobie wszystko wyjaśnić i poukładać tu-w Dortmundzie.
Buziaki kochana, trzymaj się♥
To opowiadanie nie jest nudne!! Co ty gadasz ;) Ja szczerze lubię czytać romanse i dramaty więc mi się mega podoba:)! Mam nadzieję że Marco się ogarnie w końcu bo jak na razie to wszystko niszczy! Może dobrze jak by Wera wyjechała,to wtedy on zrozumie i zawalczy o nią i będą żyć długo i szczęśliwie :)! Jestem ciekawa co będzie dalej :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i całuję :*:*:*:*
Piękny rozdział... boszzz poryczałam się prawie... Jeszcze ta muzyka w tle... Nie wiem co się dzieje z tym Marco... To nie może być prawda, że on ją zdradza.... Byłby skończonym dupkiem i egoistą.... A co do Weroniki: Nawet nie próbuj wysyłać jej do Londynu! Ehh ten Robert.... Czy to wszystko musi być aż tak pokomplikowane?? Czekam na następny i już się nie mogę doczekać! Uwielbiam to opowiadanie <3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
Świetny rozdział. Uwielbiam czytać Twojego bloga. ;* Szkoda, że to wszystko się tak pokomplikowało. Jeszcze niedawno między Marco, a Werą było tak dobrze, byli tacy szczęśliwi. A teraz strasznie się między Nimi zmieniło. Ale szczerze nie wydaje mi się, żeby Marco zdradzał Weronikę. Wydaje mi się, że tu chodzi o odejście Roberta, a może jeszcze jakiś ma problem. Mam nadzieję, że wytłumaczą sobie to wszystko i Wera nie wyjedzie do Londynu. Oni muszą być razem. Muszą być razem szczęśliwi. ;) Szkoda mi Roberta, ale dobrze, że wyjaśnili sobie wszystko z Werą. Jestem ciekawa jak ona zareaguje na jego transfer. Czekam z niecierpliwością na następny. Ciekawi mnie jak to wszystko wyjaśnisz, co wymyślisz. A i nawet nie myśl, że to jest nudne, to jest piękne. Ale trochę humorki możesz tu wprowadzić. Pozdrawiam <3
OdpowiedzUsuńCzemu Marco taki jest? Czemu wszystko psuje... ale... to jest świetne, bo dodaje to tej historii tajemniczości.
OdpowiedzUsuńNo i znowu Wera i Robert... :) Ciekawe jak to się wszystko potoczy. Weny życzę! Czekam na kolejny :)
Pozdrawiam ;*
Klaudia
Hej.
OdpowiedzUsuńNa początku chciałabym powiedzieć, że nigdy nie komentowałam Tego opowiadania, ale od samego początku go czytam. Bardzo chętnie czasami wracam do początku, bo uwielbiam to opowiadanie i nigdy mi się nie nudzi. Zawsze nie mogę się doczekać rozdziałów. Gdy czytam to opowiadanie wszystko wokół traci sens, znaczenie liczy się tylko to co dzieje się w danym rozdziale. Dziękuję Ci za to, że jesteś i piszesz, wiem, że bardzo dużo przeszłaś i cieszę się, że się nie poddałaś. :) Wybacz nie jestem dobra w pisaniu o czymś co czuję. Ale chce Ci uświadomić, że to co piszesz nie jest nudne. Uwielbiam takie dramaty, a ty ukazujesz w Swoich rozdziałach prawdę o życiu. Zdarzają się podobne sytuacje w prawdziwym świecie, co prawda może nie z piłkarzami w roli głównej, ale zwykłym ludziom tak. Mam nadzieję, że będziesz pisała Tego bloga, aż tak długo kiedy uznasz, że warto już zakończyć. ( Osobiście uważam, że nie chciałabym, żebyś go kiedykolwiek kończyła ) Podoba mi się postać bohaterki, strasznie cierpi, ale ma przyjaciół i chłopaka , którzy zawsze jej pomogą. Marco może teraz zachowuje się oschle w stosunku do niej, ale widać, że ją kocha i nie chce stracić.
Ugh.. Trochę się rozpisałam, ale już nie nudzę :)) Trzymaj się ciepło ! :* Czekam aż dodasz następny rozdział <3
P.S. Przepraszam, że tak późno, ale dopiero teraz odważyłam się napisać. :)
Kuuuurde, Robert to jednak szmaciarz, niech on już jej to powie pojedzie sobie i da im wszystkim spokojnie żyć. To jego wina, że nie ma tego, czego by pragnął więc niech nie niszczy zycia innym. Mam nadzieję, że Marco nie ma kochanki, o boze to by bylo straszne, gdyby zdradzał dziewczynę, która nosi jego dziecko, i którą jak twierdzi kocha najbardziej na świecie. Mam nadzieję, że niedługo dodasz kolejny rozdział bo już teraz cholernie się niecierpliwie i nie tylko ja. CZEKAM NA NOWY I ZAPRASZAM DO SIEBIE na nowy rozdział:
OdpowiedzUsuńhttp://sag-mir-wo-ist-die-echte-liebe.blogspot.com/