*
Bierzesz mnie za rękę, a ja pytam kim jestem.
Naucz mnie walczyć, a ja pokażę Ci jak wygrywać.
Jesteś moją śmiertelną skazą, a ja twoim fatalnym grzechem.
Nie uwierzę w to, że nasze uczucie jest złe.
I w końcu zobaczę to co ty ujrzałeś we mnie
*
- Powiedz coś do cholery ! - wybuchnęła. Nie mogła już dłużej znieść tej ciszy, tej obojętności z jego strony, którą najwidoczniej dostrzegała.
- Uderz mnie. Zasłużyłem. - tylko tyle zdołał powiedzieć. To ma wszystko załatwić ? To ma być karą ? - Nie krępuj się.
Weronika przeszyła go ostrym spojrzeniem, jakim jeszcze nigdy go nie obdarzyła. Była niczym iskra, która za chwilę może wniecić pożar.Zrobiła kilka kroków wprzód by stanąć tuż przed nim. Nawet się nie zawahała. Nie miała skrupułów. Przecież ma rację,zasłużył - pomyślała, po czym zamachnęła się i w mgnieniu oka uderzyła jego blady policzek. Poczuła ulgę. Dziwną satysfakcję. Choć wiedziała, ze to w niczym nie pomogło, była z siebie zadowolona, z tego co zrobiła.
- Nie sądziłem, że masz tyle siły. - Odparł trzymając dłoń na swoim policzku, który przeszywał ból. Czerwona plama wyróżniała się na bladej skórze twarzy, ale była minimalną karą za wszystko co ostatnimi czasy robił, bądź czego nie robił.
Nie mówiąc nic, odwróciła się plecami do niego i podeszła do okna z którego spoglądała w dół. O niczym nie myślała. Miała pustkę, która dopiero po upływie kilku minut zapełniła się dziesiątkami pytań.Patrzył na jej ciemną sylwetkę, na tle ponurego nieba i próbował jak najszybciej poukładać sobie w głowie to, co właśnie się wydarzyło.
- Nie dotykaj mnie,rozumiesz ?! - odwróciła się prędko czując jego dłonie na swych ramionach. Pragnęła jego całego, ale wiedziała, ze nie jest w stanie mu wybaczyć. Z jej zaczerwienionych oczu wypływały łzy, których na żaden sposób nie potrafiła powstrzymać.
Bolał go ten widok, jak żaden inny. Łzy były jego winą. On ciągle ją rani, choć tak bardzo kocha. Dziwne, jednak tak bardzo prawdziwe. Czasami nasza miłość do drugiego człowieka rani go jeszcze bardziej, niż jej brak...Delikatnie otworzył usta, by coś powiedzieć, ale nie potrafił. Coś jakby mu zabraniało i powstrzymywało. Poczuł gulę w gardle, która uniemożliwiała mu wypowiedzenie choćby słowa.Uniosła wzrok by spojrzeć mu w oczy. Kochała je w nim najbardziej. W nich widziała to wielkie uczucie jakim ją obdarzył. W nich widziała każdą radość, każde szczęście, ale też smutek, tak jak w tej chwili. Jednak już nie potrafiła być lekarstwem na nie.Przejechała dłońmi po jego wyrzeźbionej klatce, a po tym pięściami zaczęła w nią uderzać. Nawet jej nie powstrzymywał. Pozwalał jej na to. Sam nie odczuwał żadnego bólu.
- Jak mogłeś, jak...nigdy ci tego nie wybaczę, nigdy...! - wykrzykiwała w jego stronę, w międzyczasie głośno płacząc. Z czasem płacz zamieniał się w zwykłą histerię a ona przestawała nad sobą panować. Objął ją lecz nawet to nie pomagało.
- Moi rodzice się rozstali. Moja rodzina się rozpadła...- wyszeptał a ona wbiła w niego wzrok. - Proszę cię o ostatnią szansę. Jeśli zawiodę, pozwolę ci odejść. Nie zatrzymam cię i pozwolę ci być szczęśliwą z kimś innym. Weronika, nie zdradziłem cię, rozumiesz ? Nawet przez myśl mi to nie przeszło - mówił łkającym głosem. - A teraz...błagam cię...zostań ze mną...zostańcie...ten ostatni raz...- słowa były ledwo dosłyszalne, przerywane ciągle powstrzymywaniem płaczu i krzyku, który pragnął się z niego wyrwać. Jeszcze raz popatrzył na nią nie pewnie, aż ostatecznie przytulił się do niej, opierając głowę o jej ramię i... rozpłakał się. Pokazał swoje uczucia. Nie ukrywa ich, bo może nawet już nie potrafi. Ma być silny ? Był długi czas. Teraz to jego życie legło w gruzach, a on by się podnieść potrzebuje tylko Jej. Póki Ona jest, będzie wierzył w miłość. Ale, gdy odejdzie on zwątpi we wszystko. Jego rodzice byli dla niego wzorem. Wzorem miłości wielkiej i tak potężnej, że przetrwa wszystko i będzie trwała wiecznie. A nawet ona nie przetrwała próby czasu.
Zwyczajna dziewczyna.
Niezwykły chłopak.
Miłość nieznająca granic.
Połączyło ich coś więcej niż uczucie.
Tysiące przeszkód na drodze do szczęścia.
Czy mimo to przetrwają ?
~ Dwa tygodnie później ~
Czas leciał nieubłagalnie, nie przystając choćby na chwilę. Wszystko działo się tak szybko, może za szybko. Wiele się zmieniło, oni się zmienili. Dostrzegają więcej. Czują więcej i mocniej. Pozbyli się fałszywych masek, które przyodziewali na twarze każdego dnia, może nawet nie do końca tego świadomi. Teraz, są sobą. Są tak prawdziwi, tak szczerzy, a tak bardzo delikatni z kruchymi sercami. Jedno słowo, jeden czyn, może ich zniszczyć. Dojrzeli. Dojrzeli do życia...
Nie spieszył się z powrotem do domu, wiedząc, że nie zastanie w nim Weroniki. Z samego rana, gdy ledwo oboje otworzyli oczy, w odwiedzinach pojawiła się Agata. Porwała jego ukochaną, a on nawet nie mógł zaprotestować.
Została z nim.
Jest dla niego, a on dla niej.
Czasami, nie potrafią ze sobą rozmawiać. Brakuje im tematu ro rozmowy, czuć to napięcie jakie wtedy się między nimi pojawia. Zdarza się to jednak, bardzo rzadko. Z każdym kolejnym dniem jest lepiej. Jest tak jakby na nowo się poznawali. Na nowo w sobie zakochiwali. Myślą o sobie, o dziecku.
Pragną tylko spokoju i chwili odetchnienia...
- Reus ! Dzisiaj twoja kolej ! - z zamysleń wyrwał go donośny głos trenera, który wskazał na porozrzucane na całej murawie piłki, koszulki, butelki po wodzie i wiele wiele innych rzeczy, które są im niezbędne na każdym treningu.
- Dasz radę ! - zaśmiał się Kevin, który poklepał przyjaciela po plecach i wraz z cała resztą drużyny udał się do szatni.
Nie zajęło mu to za wiele czasu i po blisko kwadransie czasu, wszystko zostało skompletowane i odniesione na swoje miejsce w miejscowym kantorku. Z upragnieniem kierował się do szatni by jak najprędzej wziąć prysznic i w końcu opuścić ośrodek szkoleniowy. Marzyło mu się leżenie na kanapie i nic nie robienie, zwłaszcza po tak męczącym treningu jaki dziś odbył pod okiem trenera. W drodze korytarzem zdjął z siebie mokrą koszulkę i wszedł do pomieszczenia, w którym ku zaskoczeniu, zastał Lewandowskiego. Siedział na swoim miejscu, kiedy tak naprawdę już dawno nie powinno go tu być. Jednak czekał na chłopaka, który z zaskoczoną miną stał w drzwiach. Zilustrował go wzrokiem, a potem obojętnie minął go i udał się pod prysznic.
Wychodząc, liczył że nie zastnaie już napastnika, lecz się przeliczył. Nadal siedział w tym samym miejscu jak przed kilkunastoma minutami, przeglądając jeden ze sportowych magazynów. Kiedy dostrzegł kolegę, odłozył je i wstał.
- Pogadamy ? - zapytał na początek, ale blondyn nie był skory do pogawędek i jak najprędzej chciał znaleźc się w domu, a na pewno jak najdalej stąd. - Dobra...to może ja zacznę - odparł widząc ciągłą niechęc Niemca - Stary, jak długo mam ci powtarzać, że źle się z tym czuję ? Nie chciałem by tak wyszło. To znaczy, nie chciałem byś w taki sposób się o tym dowiedział. Chciałem sam ci o tym powiedzieć. Nawet nie wiesz ile razy układałem sobie w głowie naszą rozmowę, to jak ci to powiem, jak ty zareagujesz. W tym wszystkim niczego nie bałem się tak bardzo, jak myśli, że mogę stracić twoją przyjaźń...I widzę, że ją tracę. Reus, jesteś jak brat ! Daj szansę tej przyjaźni, którą zbudowaliśmy - wziął głeboki wdech i czekał na jakąkolwiek odpowiedź. Coraz dłuższa cisza, chłodne spojrzenie Marco, odejmowału mu nadziei na dalszą przyjaźń.
- Obiecasz mi, że będziesz moim świadkiem na ślubie i nadal będziemy kumplami - na jego twarzy pojawił sie zadziorny uśmieszek, natomiast na twarzy bruneta zmieszanie i zdziwienie, którego nie ukrywał.
- Świadkiem ? - powtórzył - Nie wiem o czymś ?
- Nie no, żartowałem - zaśmiał się - To znaczy...mam nadzieję, że za kilka dni będę mógł już tak oficjalnie cię o to poprosić. Robert ? - zawahał się.
- Hm??
- Chcę się oświadczyć Weronice... - powiedział w końcu i czekał na rekację Roberta. Nie wiedział czego się może po nim spodziewać. Tego, że się ucieszy czy będzie zły. Jednak wszystko przemawiało za drugą opcją. Jednak sam Lewandowski nie wiedział co ma myśleć o tym, co właśnie mu zakomunikowano. Czuł pewną radość na myśl, że Weronika będzie szczęśliwa, a przecież tego chce, ale z drugiej strony to jest kolejna rzecz, która przekreśla jego ciche nadzieje na związek z nią. - Powiesz coś ?
- Ja... - zmarszczył czoło, wypuścił ciężkie powietrze z płuc i nerwowo gestykulował ręką. - Ja..muszę już iść. Pogadamy innym razem. - odpowiedział prędko, porwał torbę, która leżała u jego stóp i wyszedł trzaskając drzwiami. Marco stał jeszcze przez chwilę, myśląc o tym wszystkim, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że postąpił dobrze mówiąc o swoich planach. Nie chce już dłużej patrzeć na innych. Nie chce już snuć planów na przyszłość. Chce je realizować. Chce być szczęśliwym i móc dzielić się tym szczęściem z innym. Rozpoczyna nowe życie...
- Ja... - zmarszczył czoło, wypuścił ciężkie powietrze z płuc i nerwowo gestykulował ręką. - Ja..muszę już iść. Pogadamy innym razem. - odpowiedział prędko, porwał torbę, która leżała u jego stóp i wyszedł trzaskając drzwiami. Marco stał jeszcze przez chwilę, myśląc o tym wszystkim, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że postąpił dobrze mówiąc o swoich planach. Nie chce już dłużej patrzeć na innych. Nie chce już snuć planów na przyszłość. Chce je realizować. Chce być szczęśliwym i móc dzielić się tym szczęściem z innym. Rozpoczyna nowe życie...
***
Wszystko zaczęło go męczyć i denerwować. Korek na drodze, który się ciągnął w nieskończoność, ostre słońce, które raziło go w oczy, a nawet muzyka która rozbrzmiewała z głośników. Opanowała go złość, której nie mógł opanować. Nawet nie wiedział, dlaczego taki jest. Jego miłość do Weroniki przejawia się pragnieniem jej bezgranicznego szczęścia, a teraz gdy to nabiera realistycznego obrazu, on nie potrafi sie cieszyć. Już dawno zrozumiał, wytłumaczył sobie, że on nie będzie jej największą miłością, ale jak widać, gdzieś głęboko w sercu, miał tę nadzieję. Nadzieja ta zaczyna go wyniszczać, a on nie potrafi jej z siebie wyrzucić. Może jedynym lekarstwem jest jego wyjazd. Wyjazd, który na pewno ułatwi wszystkim życie. Jest tego pewien...
Gdy tylko otworzył drzwi, poczuł zapach przygotowanego obiadu, który roznosił się po całym domu. Zdjął swoje buty, kurtkę, a torbę rzucił pod ścianą i pokierował się prosto do sypialni. Nie przywitał się z Anką, nie poinformował, że wrócił. Usiadł na skraju łózka ze spuszczoną głową i nadal myślał. Miał mętlik w głowie, który chciał choć wminimalnym stopniu uporządkować.
- Wróciłeś i nie przyszedłeś się nawet przywitać ze mną ? - kobieta usiadła obok niego i ujęła jego dłoń. Popatrzył na nią zmęczonym wzrokiem, mówiąc:
- Przepraszam...witaj kochanie - słowa bezemocjonalne, blade i puste.
- Ten sam powód co zawsze, po treningu ? Marco ? Pokłóciliście się znowu ?
- Nie. Powiem ci, że się pogodzliśmy - zaśmiał się ironicznie
- To cudownie ! - objęła go, całując w policzek, jednak on nadal był zasmucony. - Więc dlaczego taki jesteś ?
Nie patrząc w jej oczy, lecz jedynie skupiając wzrok na zdjęciu, które wisiało na ścianie, po chwili rzekł:
- Marco zamierza oświadczyć się Weronice.
Zapanowała cisza. Lewandowska, powoli uniosła swoje ciało, przeszła kilka razy wzdłuż pokoju, ostatecznie opierając się o białą komodę, która zajmowała wolne miejsce obok drzwi. Skrzyżowała ręce na piersi i zastnawiała się co mogła by powiedzieć. Zastanawiała się co czuje jej ukochany, co teraz dzieje się w jego głowie.
- Nie chcesz tego, prawda ? - gwałtownie przenisół na nią swój wzrok - Liczyłeś, że to nigdy nie nadejdzie, prawda Robert ?
- Kiedyś musiałoby się wydarzyć. Prędzej czy później, ale tak...
- Kochasz ją ? - nie znosił tych pytań, zwłaszcza gdy ona o to pytała. Nigdy nie wiedział co powinien odpowiedzieć. Fałszywie skłamać, mimo że ona zna prawdę, czy powiedzieć co naprawdę czuje, raniąc ją tymi słowami.
- Ania...wiesz, że kocham tylko ciebie... - podszedł do niej, obejmując ją w talii i złożył delikatny pocałunek na jej czole.
- Robert, dlaczego ty nie potrafisz nigdy odpowiedzieć na to pytanie ? Przecież ja wiem, że mnie kochasz. I nie ma nic złego w tym, że jednocześnie kochasz inną kobietę, w tym przypadku Weronikę. Przecież, to nie sprawia, że mnie kochasz mniej. Nie bój się mówić o uczuciach. Ja pogodziłam się z faktem, że nie jestem jedyna. Ale nie jestem przez to nieszczęśliwa. Jestem najszczęśliwszą kobietą, bo mam ciebie. - wsłuchiwał się w jej słowa i coraz bardziej uświadamiał sobie, dlaczego ją pokochał. Urzekła go swoją mądrością, delikatnością i tym, że potrafiła wszystko zrozumieć.
- A ty nawet nie wiesz, jak ja jestem szczęśliwy, mając ciebie - dodał i ją pocałował.
- To co ? Zjemy wspólnie ten obiad, który stoi na stole od tylu minut ? - skinął głową zgadzając się. Za nim jednak udał się do jadalni, wyjął z kieszeni swój telefon i postanowił napisać do Niego wiadomość. " To najlepsza decyzja jaką podjąłeś. Życzę Wam szczęścia ". Po tym rzucił owy telefon na łóżku i wyszedł z pokoju.
***
Do meczu zostało dobre osiem godzin a on nie mógł znaleźć sobie miejsca. Chodził z jednego pokoju do drugiego, oglądał telewizję, przeglądał czasopisma, a ona patrzyła na to wszystko z uśmiechem na twarzy. Chyba jeszcze nigdy nie widziała go tak bardzo zdenerwowanego jak właśnie w tej chwili.
- Marco, to tylko mecz. Przed każdym to sobie powtarzasz. - powiedziała siadając obok niego.
- Mecz ? Jaki mecz ?... A tak ! Mecz ! - uświadomił sobie, że ukochana jego zdenerowanie wiąże tylko z meczem, a nie z tym co się tam wydarzy. Jednak o tym nie wie i się nie dowie do tego wydarzenia. - Wiesz co, idę pobiegać. - wstał i już po chwili go nie było. Ona tylko ze zdumieniem pokręciła głową i zajęła się swoimi obowiązkami.
Zegar wskazywał godzinę siedemnastą trzydzieści, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Gotowa udał się by przywitać Agatę i Kubę, z którymi miała udać się na mecz.
- Gotowa ? - zapytał piłkarz, który nadal nie mógł pomagać kolegom na boisku, co przyprawiało go o smutek.
- Tak !
- To jedziemy ! - zaśmiali się wszyscy i powędrowali do samochodu, który stał tuż obok bloku. Na mieście panowało totalne przeludnienie Dortmundczyków jak i przyjezdnych kibiców swojej drużyny. Błaszczykowski coraz bardziej się niepokoił, że mogą nie zdążyć by znaleźć się na stadionie o wyznaczonej godzinie, a wtedy to byłby jego koniec. Marco by mu nie darował.
- Jesteśmy w końcu - odetchnął z ulgą, zerkajac na zegarek i widząc, że mają jeszcze około dziesięciu minut by dotrzeć na swoje miejsca.
Trybuny były zapełnione po brzegi, chyba nie pozostało choćby wolne jedno miejsce, ale już wszyscy do tego przywykli. Spiesząc się do wejścia, w pewnym momencie Weronika została zatrzymana przez Kubę.
- Zapomniałbym - zaśmiał się i zaczął pomachiwać czarną przewiązką na oczy.
- Co to jest ? - zapytała nie rozumiejąc niczego.
- Za chwilę się dowiesz. A teraz zakładaj i nie marudź mi ! - oświadczył, a jej protestowania na nic się nie zdały, bo już po chwili była prowadzona przez przyjaciela za rękę. Słyszała donośne śpiewy z trybun, ale gdy oni się pojawili, wszystko ucichło. Nic nie rozumiała, a gdy po chwili została pozbawiona ciemnego materiału z oczu, ujrzała najpiększy widok w życiu. Stojąc przy wyjściiu tunelu z którego wychodzą zawsze piłkarze, doskonale widziała okrąg trybun i zgromadzonych kibiców, którzy trzymali żółto czarne kartki, tworząc rozciągły napis " Ich liebe dich ". Momentalnie z jej oczu popłynęły łzy, ale łzy szczęścia. Rozglądajac się wokół siebie, dopiero po chwili spostrzegła stojącego Marco na środku stadionu. Kierował się wzdłuż niej. Śmiała się i płakała. Kiedy stanął tuż obok, jej serce zwariowało. Patrzyła na meżczyznę w smukłym garniturze, w idealnej fryzurze i z promiennym uśmiechem na twarzy.
Uklękł przed nią, sięgnął do kieszeni marynarki wyjmując granatowe pudełeczk, które otworzył jednym ruchem a ona dostrzegła srebrny pierścionek z połyskującym brylantem. Schowała w twarz w dłoniach, nie mogąc się powstrzymać od płaczu.
- Weronika...kocham cię i chciałem zapytać...czy zostaniesz moją żoną ? - uniosł wzrok patrząc w jej oczy i czekając na odpowiedź. Wszyscy na nią czekali, w tym ponad osiemdziesiąt tysięcy kibiców, którzy zamilkli. Kiedy otworzyła usta by odpowiedzieć, stojący niedaleko mężczyzna podbiegł z mikrofonem, a ona z uśmiechem na twarzy odpowiedziała, krótkie "tak". Stadion oszalał, rozległ się śpiew, bicie braw a zaraz po tym ku niebu powędrowały balony rozprzestrzeniając się na całej okolicy.
Wstał, nałozył na jej szczyplutki palec pierścionek, który idelanie pasował i ujął jej zapłakną twarz.
- Kocham was najmocniej na świecie - pocałował ją najczulej jak mógł, przyciągając do siebie. Czuła bicie jego serca, które od teraz bije tylko dla niej i dla ich dziecka.
Na niebie rozbłysły wystrzelone fajerwerki, towrząc malowniczy obraz nad stadionem, który na tę chwilę zamienił się w najromantyczniejsze miejsce na ziemi.
Razem na zawsze...
...i na wieczność...
***
PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM !!!
Przepraszam za tak długą przerwę, którą zrobiłam. Nie miałam ani chwili czasu by cokolwiek napisać. Cały czas sprawdziany, kartkówki, odpowiedzi, albo jakieś projekty. Weekendy w ksiązkach po prostu. A jak już miałam wolny wieczór to zwyczajnie zasypiałam przed komputerem. Dopiero teraz znalazłam chwilę bo dopadła mnie choroba ;/ Jedyny plus tego to to, że mogłam coś dla Was napisać. Dlatego, że ostatnie rozdziały były takie smutne i w ogóle, to postanowiłm trochę rozweselić fabułe. Postaram się utrzymać ten nastrój jak nadłużej :) Nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział, mam nadzieję że nie dopiero za miesiac. Czekają mnie jeszcze poprawki do wystawienia ocen więc na pewno na tym skupię się najbardziej. Ale jak tylko będę mogła coś napiszę ! Proszę tylko o jeszcze odrobinę czasu. Na drugi blog też cos dodam, ale również nie wiem kiedy to nastąpi.
Mam nadzieję, że powyższy rozdział choć trochę Wam się spodobał.
A jeśli chodzi o Wasze blogi to wiem, że zaniedbałam je cholernie :( Na nadrabianie czas znajdę pewnie dopiero w wakacje :(
Liczę, że mnie rozumiecie.
Do następnego !
Patrycja
awwwwww *.*
OdpowiedzUsuńjeju... jak słodko *.*
genialnie :D
taaaaaaaaaaaaak bardzo mi się podoba xdd
już nie mogę się doczekać następnego :)
weny ♥♥
Jeeeeeeej!!! <333 Kocham. Kocham. KOCHAM! To opowiadanie, blog, ich historię i wszystkich bohaterów! *.*
OdpowiedzUsuńTe oświadczyny! Chyba każdy marzy, aby coś takiego przeżyć. ;*
Jestem pełna podziwu dla Ani, która wie, że nie jest tą Jedyną, a jednak jest z Robertem, wspiera go i kocha najbardziej.
<3
Życzę dużo weny i abyś wszystko poprawiła z jak najlepszymi ocenami i jak najszybciej wstawiła rozdział! Buziak :*
Kochany Marco, super że się pogodzili. Super wymyślił z zaręczynami każda dziewczyna chyba by takie chciała. Podziwiam Ankę i mam nadzieję że im też się wszystko ułoży.
OdpowiedzUsuńKolejny cudowny rozdział. ;) Ten blog jest niesamowity. Ja nie wiem jak ty potrafisz tak wspaniale pisać. Kocham go czytać. Od początku wciągnęła mnie ta historia i wiedziałam, że to może być jeden z najlepszych blogów i wcale się nie pomyliłam. :) A co do rozdziału to tak myślałam, że Marco nie zdradził Weroniki. Szkoda mi go, musi teraz cierpieć. :( Cieszę się, że Leweus się pogodziło. Wiedziałam, że nie będą się na siebie długo gniewać. Jestem jeszcze ciekawa jak Wera zareaguje na wiadomość o transferze. Pięknie to Marco wymyślił z tymi oświadczynami. Idealne, myślę że każda dziewczyna chciałaby mieć takie oświadczyny. :) Myślę, że teraz pomiędzy nimi się wszystko poukłada i będą razem szczęśliwi. I czekam aż urodzi im się maleństwo. ;D Szczerze to podziwiam Anię, że to wszystko wytrzymuję i akceptuje to, że Robert kocha Weronikę. Czekam z niecierpliwością na następny. Pozdrawiam <3
OdpowiedzUsuńPs. Powodzenia w szkole i życzę zdrówka. :*
O jaaa pierd***!!! Końcówka jest zajebista! Aż się wzruszyłam!!
OdpowiedzUsuńJak dobrze,że się w końcu pogodzili :) Weronika i Marco idealnie do siebie pasują. Jestem tylko ciekawa jak zareaguje na transfer Lewego.Oby się nie obraziła, bo fajnie by było jak by Lewy i Wera żyli w zgodzie :)) Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością !!
Pozdrawiam i całuję ! :*:* :)))
B-E-Z-N-A-D-Z-I-E-J-N-E!
OdpowiedzUsuńTak strasznie wzruszające, że aż wcale.
Widzę, że na blogspocie już nie ma oryginalnych osób, bo wszędzie przetaczają się identycznie pomysły.
beka-z-fanatyczek.blogspot.com
Kochana, przepraszam, że komentuje po tak długim czasie. Co prawda, rozdział przeczytałam dzień albo dwa po tym jak go opublikowałaś ale nie miałam nawet chwili czasu aby coś dobrego napisać w komentarzu.
OdpowiedzUsuńNa szczęście już jestem i mogę powiedzieć, że ten rozdział był przecudowny! Ta relacja między Marco a Weroniką jest tak oryginalna, że brakuje mi słów aby ją opisać. Dobrze, że Reus nie zdradził Polki, bo inaczej zasługiwałby na porządnego kopniaka w dupę. Z resztą, dalej zasługuje, bo strasznie ją zaniedbywał!
Na szczęście się zrehabilitował i muszę przyznać szczerze, że te oświadczyny, były czymś wyjątkowym. Sama wzruszyłam się, czytając to, bo naprawdę ta scena była jakby wyjęta z jakiegoś dobrego filmu romantycznego! No i przede wszystkim podobało mi się to, bo pięknie opisałaś moje idealne oświadczyny, o których marzę, haha!
Kończąc powiem jeszcze, ze czekam na kolejny rozdział z wielką niecierpliwością i mam nadzieje, że nie planujesz kończyć tego opowiadania, bo jak dla mnie ono mogłoby trwać, trwać i trwać i końca nie miec:)
Buziaki kochana! :* ♥
Świetny rozdział, a zresztą całe opowiadanie. Jestem zafascynowana tym jak piszesz i rozczarowana że tak rzadko dodajesz rozdziały ;( Zapraszam do mnie http://my-life-my-game-and-my-rules.blogspot.com/ Komentuj ;)
OdpowiedzUsuńZapraszam na http://nieznane07.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńMoja droga !!
OdpowiedzUsuńJak ja się cieszę że znowu tu wróciłam. Dawno mnie tu nie było, naprawdę dawno. Wczoraj przez przypadek znalazłam twojego bloga, bo gdzieś mi się zapodział. Ale jestem z powrotem. Od tamtej pory, bardzo dużo się wydarzyło.....
Strasznie się cieszę że Marco i Wercia będą ze sobą, ale nadal szkoda mi Roberta. Naprawdę on to przeżywa, źle się czuję przez to wszystko. Rozdział jak zwykle jest wspaniały, z resztą jak cała te historia i ten blog. Jesteś niesamowitą pisarką. Jestem szczęśliwa z tego że Weronika i Marco będą mieli dziecko, że skończyły się już ciche dni, że w końcu coś rozjaśniło się w ich życiu. Powiem szczerze że cholernie się cieszę że mogę czytać tę historię, twoją tak jakby historię. Naprawdę jest niesamowita, taka wymarzona a jednocześnie bardzo prawdziwa. Nie czytałam jeszcze żadnego, takiego niesamowitego bloga jak twój. Wybacz że tak strasznie późno wróciłam, ale na pewno zostanę już do końca.
Chciałabym jeszcze zaprosić cię do siebie. <3
http://borussssssia.blogspot.com/
POZDRAWIAM I CAŁUJĘ GORĄCO <3
Zapraszam do siebie -> http://jedengestjedenszept.blogspot.com/?m=0
OdpowiedzUsuńTwoje rozdziały są tak cudowne, ze czasem nie potrafię wyrazić wszystkich emocji.
OdpowiedzUsuńSą tak rzeczywiste, ze można byłoby bez problemu stworzyć z tego książkę.
Pozdrawiam i życzę weny :*
+ Zapraszam na mojego nowego bloga http://pilkarsko-siatkarskie-story.blogspot.com/ :)
Jejuu,aż się popłakałam.Każdy takie oświadczyny by chciał-marzenie <3 . Fajny pomysł.Nikt im już na drodze do szczęścia nie stanie mam nadzieje.
OdpowiedzUsuńMyślę,że już niedługo dodasz epilog :)) /Pozdrawiam. :)
dortmunder-junge2.blogspot.com - nowy, czekam na twoja opinie :))
OdpowiedzUsuń