piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 50

*

Po prostu spróbujmy być ze sobą już zawsze...

*



Czasami przed snem, leżąc samemu w samotności w pustym łóżku, marzymy i rozmyślamy. Snujemy plany na przyszłość, tworzymy w wyobraźni historie, które chcielibyśmy aby się spełniły. Potem śmiejemy się sami do siebie i idziemy spać z myślą, że to tylko o wyłącznie marzenia, które nigdy się nie spełnią. One się nie spełnią, to my mamy je spełniać, choć tego nie robimy.
Ona też wiele razy marzyła. Wyobrażała sobie siebie kilka lat później i jak będzie wyglądać jej życie. Czy marzyła o takim życiu ? Skądże ! Nawet w najśmielszych snach nie pragnęła czegoś co ją właśnie spotkało. On odmienił całkowicie jej życie. I nawet gdy chwilami chciała uciec jak najdalej od niego, to wie, że byłby to jej największy błąd.
Chwila, która właśnie trwa jest magiczna, tajemnicza sama w sobie. Jego spojrzenie, to w jaki sposób teraz na nią patrzy, doprowadza ją do obłędu i sprawia, że przestaje myśleć. I teraz, gdy ją całuje, tak 
inaczej niż dotychczas, na oczach tysięcy ludzi, to co wokół nie ma znaczenia. Liczy się właśnie ta wspaniała chwila, ona i on i ich miłość.
- Dlaczego płaczesz ? - oddalił swoje usta, które nadal chciały ją całować. Uniósł kąciki ust tworząc tym samym delikatny uśmieszek na twarzy i spojrzał jej głęboko w oczy. 
- Płaczę bo jestem szczęśliwa. Właśnie dlatego. - odparła a on ledwo ją usłyszał w tym szumie kibiców i grającej muzyki. - Marco, ja...- zaczęła, ale on nie pozwoli jej dokończyć, zamykając jej usta kolejnym muśnięciem warg.
- Nic nie mów. Wiem wszystko. I też was kocham....


***



Nikt nie chciał i nie miał odwagi przerwać tego, co tutaj się działo. To było niczym sen, a dla tej dwójki stojącej w swoich objęciach, czule się całujących było nowym początkiem, kolejnym etapem w ich wspólnym życiu. 
Starszy mężczyzna, który stał obok, przyglądał im się uważnie i radował się tym co właśnie widział. Czuł, że te zaręczyny wniosą spokój nie tylko w życie jego podopiecznego ale i całej drużyny, która była wielką rodziną. Problem jednego zawodnika, to problem całej drużyny.
- Marco... - wypowiedział jego imię a ten zwrócił się ku jego stronie - Nie możemy już przedłużać. Czas na mecz. - uśmiechnął się w ich stronę, ciepło i przyjacielsko, jak zawsze.
Blondyn spojrzał na Weronikę, i widać było ile w jego spojrzeniu jest szczęścia i radości. Kiedy chciał jej jeszcze coś powiedzieć, ona zwyczajnie popchała go w kierunku tunelu z którego zawsze wychodzą piłkarze. Zaśmiał się wesoło i w wraz z innymi powędrował w kierunku szatni.
- My też już chodźmy, szczęściaro - Kuba zaakcentował wyraźnie ostatnie słowo, puszczając oczko do swojej przyjaciółki. Wszystkim dopisywał dobry humor i nie zapowiadało się, by ktokolwiek lub cokolwiek mogłoby go zniszczyć.



***



Po pierwszych czterdziestu pięciu minutach schodzili z boiska rozczarowani i zawiedzeni własną postawą. Byli wściekli na siebie, za to jak grają i w jak łatwy sposób stracili już dwie bramki. Trener, który przez cały czas stał przy linii żył tym meczem jak zawsze i wyraźnie dawał do zrozumienia swoim piłkarzom, że jest zawiedziony tym co robią. Błędy w obronie, bezsensowne wybijanie piłki, straty w środkowej części pola i co najgorsze - przegrana po pierwszej połowie. Kibice zgromadzeni na trybunach, chyba też do końca nie dowierzali, że ich ukochana drużyna przegrywa na własnym boisku, przed własną publicznością.
- Ktoś mi wyjaśni co wy robicie? - zaczął spokojnie Klopp, choć na spokojnego wcale nie wyglądał. - Mówiłem, powtarzałem, że to nie będzie łatwy mecz, a wy co? Odpuściliście totalnie!
Cała drużyna siedziała z posępnymi minami, ze wzrokiem wbitym w posadzkę. Nikt nic nie mówił. 
- Czyli tak zamierzacie wygrać mecz? Nic nie robiąc i myśląc że trzy punkty zdobędziemy znikąd? - Jurgen był zły, nawet bardzo zły. Nie wiedział co dzieje się z jego chłopcami, którzy nie po raz pierwszy go zawodzą w tym sezonie.
- Nie. Mamy jeszcze jedną połowę. Nie z takich opresji już wychodziliśmy. - odezwał się w końcu Roman, który wierzył w zwycięstwo swojej drużyny i w to, że jego koledzy na boisku pokażą na co ich razem stać.
- Właśnie. Wygramy to! - dodał Hummels, z którym zgodził się Marcel, Kevin, Sokratis i kolejni zawodnicy. 
- Kibice zasłużyli by zobaczyć wspaniałe widowisko i nasze zwycięstwo. - dodał Robert, dla którego to już był przedostatni mecz na tym obiekcie. Spojrzał na Marco, a później na resztę drużyny i wstał z miejsca. Wziął kilka łyków schłodzonej wody i pokierował sie w stronę wyjścia, gdyż dobiegał już koniec przerwy.
- Marco, ty też masz o co grać..i dla kogo. - przytrzymał piłkarza, który wychodził ostatni - I jestem z ciebie dumny. Jesteś jak syn i twoje szczęście jest moim szczęściem. - dodał i objął go ramieniem.
- A co trener powtarza? Jesteśmy rodziną. Trener jest naszym ojcem,  a my zgrają bachorów - zaśmiał się, a tym samym odpowiedział mu szkoleniowiec. 
Cała drużyna wyszła na boisko, ustawiając się na swoich pozycjach i czekając na gwizdek sędziego rozpoczynającego drugą połowę.
Zaczęli spokojnie, stopniowo przesuwając się pod pole karne przeciwnika, jednak bez żadnych korzyści bramkowych. Coraz częściej zerkali na tablicę i wyświetlający się na niej czas. Próbowali, starali się ale gdy zobaczyli, że pozostał im zaledwie kwadrans i doliczony czas przez sędziego, wiedzieli, że muszą przycisnąć. I ostatecznie opłaciło się. Jedna kontra i piłka zatańczyła w siatce po strzale Sahina. Żółto czarni wzięli się do roboty bo jedna bramka nic nie dawała, gdy wciąż przegrywali. Przy linii bocznej Jurgen wciąż cos mówił, wskazywał i ponaglał podopiecznych. W 83. minucie tuż przed polem karnym ostro został sfaulowany Lewandowski, przez co został podyktowany rzut wolny. Do piłki podeszli Nuri, Auba i Marco. Odbyli krótką rozmowę, ale ostatecznie piłkę ustawił Reus, a gdy sędzia zagwizdał, ten uderzył z całej siły i piłka wpadła do siatki tuż pod poprzeczką. Kibice znów zaczęli z całych sił dopingować swoją drużynę, bo doskonale wiedzieli, że jeśli wygrają ten mecz to pozostaną w walce o tron mistrza Niemiec. Ostatnie minuty gry toczyły się pod jedną bramkę. Borussia napierała a przeciwnik się bronił. Ale dortmundzką maszynę nie łatwo zatrzymać. W drugiej minucie doliczonego czasu Hoffman, które wcześniej wszedł na boisko za Aubemeyanga, wpadł w pole karne gdzie został sfaulowany i arbiter nie miał wątpliwości by wskazać na jedenasty metr. Tym razem do piłki podszedł Robert, który wprawił kibiców w wielką radość, kiedy to na tablicy pojawił się wynik 3:2 po jego celnym strzale w sam róg bramki.
- I to mi się podoba! – powiedział Jurgen do swojego asystenta kiedy sędzia użył po raz ostatni gwizdka w tym meczu. Był zadowolony z wyniku, a zwłaszcza z ostatnich minut meczu, kiedy jego chłopcy grali tak jak powinni. Nie chciał by traktowali go jak wroga, jak kogoś kto się nad nimi znęca sportowo, ale chciał by oni wszyscy realizowali swoje najskrytsze marzenia. Wiedział też, że bez ciężkiej pracy nie ma żadnych sukcesów.
Po kilku minutach, kiedy piłkarze podziękowali swoim fanom, zaczęli udawać się do tunelu i prosto do szatni. Już w czasie tej krótkiej drogi rozmawiali, nie tylko o meczu, ale głównie o tym co wydarzyło się przed samym meczem.
- Reus! – na wymawiane jego nazwisko, obrócił się za siebie, dostrzegając Kevina – Jak świętujemy dzisiejszy wieczór?
- Mnie nie pytaj. Wy świętujecie jak zechcecie, a ja mam już plany. – zaśmiał się chwytając za klamkę drzwi.
- Czekaj! A my jesteśmy w tych planach? – zapytał, stając naprzeciw blondyna. Ten, zrobił krok wprzód, oparł się o ramię kolegi i odpowiedział:
- Nawet  w moich najśmielszych snach was nie ma. Ten wieczór spędzę w towarzystwie dwóch najukochańszych osób pod słońcem.
- Czekaj. – coś ewidentnie zaintrygowało Niemca – Ty, Weronika, a kto trzeci?
- Zapomniałeś, że już wkrótce będę ojcem? – zaśmiał się i wszedł do pomieszczenia, a za nim Kevin.




***




Stadion był już pusty, a kibice w dobrych nastrojach zaczęli się rozchodzić, ale miasto nie cichło, a wręcz przeciwnie. Słychać było przyśpiewki, głośne śmiechy i radosne rozmowy.
Oni stali nieopodal jednego z tylnych wejść stadionu. Ona, jeszcze nie do końca dowierzała, w to co się wydarzyło. Dlatego Kuba, niczym zacinająca się płyta w odtwarzaczu, ciągle jej powtarzał, że Marco się jej oświadczył.
- Kuba, wiem! – krzyknęła, kiedy ten znów to powtórzył. Już chciała coś dopowiedzieć, ale zobaczyła jak w jej kierunku zmierza ten, który ten wieczór uczynił jednym z najpiękniejszych w jej życiu. Podążał równym krokiem, z zarzuconą na ramię torbą, a obok szedł wraz z nim Lewandowski. Jednak jego osoba, ją nie interesowała.
- Marco! – krzyknęła i ruszyła w jego kierunku, a on zrobił to samo. Gdyby była w innym stanie, pewnie wskoczyła by mu na ręce, zrobili by kilka piruetów, ale teraz było to jednak niemożliwe. – Jesteś moim największym szczęściem, wiesz?
- I największym smutkiem – dodał.
- Też. – zaśmiała się. – A ja mimo tego cię kocham. I dzisiaj zamieniłeś moje życie w bajkę.
- Mogę cię jeszcze o coś prosić?
- Tak, o co tylko zechcesz. – odpowiedziała patrząc mu w oczy. Przytulił ją mocniej, zbliżając się tak, że spierali się czołami.
- Obiecasz mi, że nigdy mnie nie zostawisz? – jego głos drżał.
- Jeśli ty obiecasz mi to samo.
- Obiecuję. – rzekł bez żadnego namysłu, po czym ją pocałował. Prawdziwie i z całą miłością jaką ją obdarzył.




***




Nie miejcie mi za złe, jeśli wkrótce spotkamy się tutaj po raz ostatni, przy epilogu…
Nie miejcie mi za złe, jeśli wkrótce porzucę pisanie…


11 komentarzy:

  1. Ale się cieszę, że wróciłaś. Uwielbiam czytać tego bloga. Jest niesamowity. I te emocje, które towarzyszą bohaterom. <3 A co do rozdziału to świetny. :) Marco i Weronika są wspaniałą parą. Mam nadzieję, że teraz już nic nie będzie im stało na drodze do szczęścia i że wszystko będzie między Nimi dobrze. ;) A te oświadczyny. Idealne. Poprostu marzenie. <3
    Nie, proszę Cię nie kończ jeszcze tego bloga. On jest cudowny. :* Pozdrawiam i mam nadzieję, że będziesz pisać dalej. ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. O MÓJ BOŻE! *o* Kiedy czytałam ten rozdział miałam gęsią skórkę! Zaręczyny, uczucie jakim darzy się Marco z Weroniką, brak słów... Ta mobilizacja Borussen, po przegrywanej pierwszej połowie i to, że nie odpuścili i grali do końca i jak widać opłacało się, bo wygrali :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały rozdział.Myślę,że dobrze zrobiłaś ze już wkrótce epilog :) Bo już nawet nie ma co wymyślać na ten blog.Bo po co to mieszać znowu,nie? :) Czekam na epilog ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział! Z niecierpliwością czekam na dalszą cześć :)
    Zapraszam do mnie. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie, to nie prawda? To nie może być prawda... Czytam już kilka razy Twoją wypowiedź pod niesamowitym, jak zawsze rozdziałem. I tylko tak żartujesz?
    Proszę... Pokochałam Twoje blogi, historie. Dziewczyno, masz przeogromna talent. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że trafiałam na Twojego pierwszego bloga.
    To jak piszesz, odbierasz słowa...nawet nie umiem wyrazić tego słowami.
    Mam nadzieję, że będziesz pisała dalej! Trzymaj się, buziaki!!!
    Klaudia :*

    PS. A może znów powrociłabyś do pisania opowiadań o życiu? To było niesamowite, aż łzy same pojawiały się w oczach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam na
    zycie-slaboscia-pisane.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ej,no odpowiedz kiedy ten epilog,plis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, ale nie potrafię udzielić konkretnej odpowiedzi. Ale na pewno będzie! Nie pozostawię tego opowiadania bez zakończenia. Postaram sie to uczynić do końca wakacji, ale nic nie obiecuję.

      Usuń
    2. Ok,dzięki,że odpowiedziałaś.Chciałabym,żeby do końca wakacji ukazał się epilog :) . Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Postaram sie uczynić co tylko mogę by tak właśnie sie stało. I zrobie też wszystko by to było dobrze napisane. Po prostu, co jakiś czas zajrzyj. Aktualnie staram się pisać rozdziały na drugiego bloga, by móc powrócić. Dlatego też zapraszam tam na ciąg dalszy w kolejnym miesiącu bądź pod jego koniec.
    Pozdrawiam serdecznie ♥

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy