*
I won't ever let somebody hurt one more time
*
Patrzył na jej spokojną, beztroską twarz. Delikatnie gładził jej policzek, dostrzegał jak uśmiecha się przez sen. Sam uśmiechnął się do niej, po czym położył się wygodnie, podkładając sobie poduszkę pod głowę. Ostatnio, wszystko nabrało niewyobrażalnego tempa w ich relacjach. Odkąd się znają, są ze sobą, jeszcze nigdy dotąd nie było tak dobrze. Dogadują się w każdej kwestii, spędzają ze sobą każdą wolną chwilą, cieszą się sobą i co najważniejsze, są szczęśliwi.
I przez cały czas ich szczęście narasta w sile, miłość unosi ich nad ziemią, nadaje obraz innego świata. Gdy się poznali, czy czuli, że to wszystko może się tak potoczyć? Nie. Myśleli, że to chwilowe, przelotne, jak ich wcześniejsze miłości. W dodatku, patrząc na ich krótką, choć wybuchową znajomość, ciężko było przewidzieć taki koniec, a właściwie początek. Ciągłe rozstania, powroty, kłótnie, zdrady... Nigdy, w pełni nie było dobrze.
Z każdym kolejnym razem, gdy odchodziła od niego, bolało to coraz bardziej. I z każdym kolejnym razem uświadamiał sobie ile dla niego znaczy, jak bardzo ją kocha, ale jednocześnie jak sam bardzo ją rani. Wtedy, gdy zdecydowała się wrócić do Londynu, myślał, że to jest ostateczny, definitywny koniec ich związku. Pamięta to do dziś, choć stara się do tego nie wracać. Jednak też pamięta dzień, gdy wróciła. Stanęła przed jego drzwiami, bez żadnego wyrazu twarzy, bez radości, bez smutku. Gdy powiedziała, że wróciła - ucieszył się. Lecz gdy dodała, że nie sama- poczuł ukłucie w sercu, czuł jak pojawia się kolejna rana, która nigdy się nie zagoi. Mimo wszystko zaprosił ją do mieszkania, patrzył na nią, taką milczącą, chciał usłyszeć wyjaśnienie. Tyle, że obawiał się tego co mógłby usłyszeć. Ale znał prawdę, swoją prawdę. Z każdą mijającą sekundą czuł jak narasta w nim gniew i złość, aż ostatecznie nie mógł zatrzymać tego w sobie. "Po co tu jesteś ? Po co wróciłaś ? Nie rozumiem tego. Nie rozumiem jak po tym wszystkim co się między nami wydarzyło, ty o wszystkim zapominasz. Zapominasz o mnie... i jesteś z nim!". Naiwnie uwierzył w te wszystkie plotki, jakie do niego doszły, że Weronika związała się z kimś innym. Nie byle kim, a swoim przyjacielem. Jak mógł być aż tak naiwnym? I na braku zaufania miał być budowany jego związek z Weroniką? Dlatego, ona właśnie odeszła...Jednak będąc tak daleko od niego, od przyjaciół, czuła w sobie pustkę, czuła się źle. Musiała wrócić, bo... nie miała wyjścia. Prawdy nie utrzymałaby w sekrecie, a nawet nie chciała. "Marco...jestem w ciąży. Będziesz ojcem". To były jedne z tych najpiękniejszych słów jakie usłyszał, to były te słowa od których wszystko zaczynało się powoli układać. Choć początek wciąż był burzliwy. Wciąż, nie ufał jej. Podejrzewał, ze jej miłość do niego jest fałszywa, coś się za nią kryje. A dziecko...dziecko nie jest jego. "Nie wierzę ci. Weronika, nie wierzę w twoje słowa. Nie jestem pewien twoich słów co do uczuć wobec mnie, tak jak nie jestem pewien, czy to dziecko...jest moim dzieckiem." Po tych gorzkich słowach pod jej adresem, wyszedł słysząc tylko jej krzyk, jej "nienawidzę Cię"...Gdy wrócił, zobaczył ją, ubraną z spakowaną walizką. Znów miałby ją stracić? Już nie tylko ją, ale i dziecko. Nie mógł na to pozwolić, nie tym razem, już nie..."Nie pozwolę na to byś zniknęła z mojego życia." Wtedy, dała mu szansę, kolejną, może już ostatnią.
Od tamtej pory wszystko zaczynało się stabilizować. On obdarzył ją zaufaniem, tym samym zaufaniem obdarzył jej przyjaciół. Każdego dnia promieniał, mając ją przy sobie, myśląc o tym, ze wkrótce będzie ojcem.
Jednak jego szczęście też nie trwało zbyt długo. I nawet jeśli miedzy nim a Weroniką wszystko było na dobrej drodze do całkowitego spokoju, to między nim a przyjaciółmi coś nie mogło się zgrać. Może on nie potrafił się dopasować, może nie chciał...Ostatnio ciągle coś się zmieniało, więc zwyczajnie się bał. Kiedy odszedł Mario, każda inna znajomość wzrosła do rangi tej najważniejszej, przyjaźni której nie da się zniszczyć. I mimo, że on i Mario, próbowali to wszystko naprawić, nie wyszło. Wiadomość o odejściu Roberta, była kolejnym ciosem, kolejnym zadanym bólem przez bliską osobę. A to co się wydarzyło, odbiło się na związku. I gdy było dobrze, znów zaczęło się psuć...Znów zaczęli się mijać, nie rozmawiali, byli jak obcy dla siebie ludzie. " Ja cię jeszcze obchodzę ?!", wykrzyczała mu w twarz, gdy znów zaczęli się kłócić. Oczywiście, ze go obchodziła! Ale nie potrafił tego ukazać. Ona wyszła, zostawiła go, aż ostatecznie sam wyszedł. Nie wiedział dokąd zmierza, w jakim celu...Chciał być z dala stąd.
Mijały godziny, a on chodził po mieście, niczym bezdomny szukający schronienia na noc. Nie miał już sił, wrócił do domu, a ona już tam była. Chyba płakała, choć nie był tego pewien. "Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć ? Jak długo zamierzałeś to przede mną ukrywać ?! Jak długo, co ?!", zaczęła krzyczeć gdy tylko go zobaczyła. Nie rozumiał, ale nic nie mówił - milczał. "Kiedy do cholery chciałeś mi powiedzieć, że masz kogoś ?!" Jak mogła coś takiego myśleć? Czy naprawdę dla niej tak to wszystko wyglądało? On przechodził jeden z najtrudniejszych momentów w życiu. Utrata przyjaciela boli, zawsze mocno i długo. Kiedy połączysz to z rozstaniem swoich własnych rodziców, już niczego w życiu nie jesteś pewien, już w nic nie wierzysz...Płakał. Nie wytrzymywał wszystkiego co się dzieje w jego życiu. Znów prosił o kolejną szansę, ale bał się, ze jej nie dostanie. "Błagam cię...zostań ze mną...zostańcie...ten ostatni raz...". I mimo wszystko, dostał ją...On ją zawsze dostaje.
Ciężkie i trudne momenty przeminęły, a on podjął jedną z najważniejszych decyzji w życiu. On, Marco Reus, oświadczył się. To nie były zwyczajne oświadczyny, to nie było coś "oklepanego". To było jedyne w swoim rodzaju, to było...nie do opisania. Słysząc z jej ust "tak", wiedział, ze teraz wszystko będzie dobrze. I jest. W końcu, już za kilka dni...będą małżeństwem...
- O czym tak myślisz? - zapytała zaspanym głosem, widząc ukochanego, który błądził myślami bardzo daleko. Skierował się w jej stronę, musnął jej usta wywołując tym samym uśmiech na jej twarzy, a następnie objął ją ramieniem. Przysunęła się bliżej niego, położył głowę na jego torsie i również objęła jego ciało.
- O czym myślę? Nie wiem. O wszystkim. Tak sobie wspominam to co działo się u nas ostatnio. I pomijając te wszystkie złe chwile to jestem teraz najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Nie wiem co bym bez was zrobił...I wiesz, nie mogę doczekać się naszego ślubu...
- Ja też, Marco. To będzie jeden z tych najpiękniejszych dni w naszym życiu. - cieszyła ją sama myśl o ślubie, o wspólnej przyszłości.
- Tak, to prawda. Ale martwię się.
- Martwisz się? O co? - spojrzała mu w oczy.
- O ciebie, o was. Przecież niedługo masz urodzić, a ślub...Może zaczekać. Nie chcę by coś się wam stało...- mówił z troską w głosie.
- Przecież nic nam się nie stanie. Zresztą... - znów się położyła w jego objęciach - Termin mam dopiero za dwa tygodnie, a ślub jest pojutrze więc nie ma się czym martwić. W dodatku cały czas jestem pod okiem lekarzy, których w końcu sam ciągle tutaj przywozisz - zaśmiali eis - Wszystko będzie dobrze.
Leżeli w swoich objęciach, ciesząc się tą chwilą. Każda taką inną się cieszyli.
- Marco?
- Hm?
- A co z Mario? - milczał. On nie chciał o tym rozmawiać. Jednak przez taki długi czas odkładał ten temat w nieskończoność, że teraz musi mu sprostać.
- Wyślę mu dzisiaj zaproszenie.
- Nie zadzwonisz?
- Nie. - odparł bez namysłu. - Pójdę zrobić śniadanie. - pocałował ją w czoło, po czym opuścił ich wspólne łóżko.
***
Kwadrans po szesnastej. Patrzyła na zegar, którego wskazówki sprawiały wrażenie, jakby utkwiły w miejscu. Minimalnie przesuwały się do przodu, ale czas, tak jakby nadal stał w miejscu. Odłożyła książkę, którą czytała odkąd Marco wyszedł z domu. Przed wyjściem zawiadomił, że wróci dość późno przez liczbę spraw, które musi załatwić dzisiejszego dnia, więc Weronika została skazana na własne towarzystwo. Wszyscy mają wiele obowiązków na głowie, więc nie każdy może spędzać z nią wolny czas. Na początku nie narzekała. Mnóstwo wolnego czasu wyłącznie dla siebie samej, kiedyś było marzeniem, teraz codziennością. Tyle, ze ostatnio zaczynało ją to przytłaczać. Każdy kolejny dzień wyglądał tak samo, a ona miała tego dość.
Ostrożnie podniosła się z kanapy, w którą wręcz się zapadła. Poszła do garderoby, gdzie ubrała wygodne spodnie wyjściowe, szerszą bluzkę, która i tak podkreślała jej ciążowy brzuch, a na to założyła zwiewny, kwiecisty płaszcz. Wsunęła jeszcze trampki na stopy, zabrała torebkę i po zamknięciu mieszkania udała się na zewnątrz, gdzie czekała zamówiona przez nią taksówka.
Starszy kierowca zawiózł ją pod wskazany adres i był tak uprzejmy, że wysiadł i pomógł ciężarnej kobiecie wysiąść z mało komfortowego pojazdu. Pożyczył jej miłego dnia i odjechał.
Brama była otwarta więc nie dzwoniąc weszła na posiadłość. Powolnym krokiem kierowała się do drzwi, a stojąc przed nimi, zawahała się. Zaczęła się zastanawiać co tutaj właściwie robi, po co przyjechała. Teraz jednak nie miała odwrotu - wcisnęła dzwonek.
- Weronika? Co ty tutaj robisz? - zapytał zaskoczony stając przed nią w szarym dresie i błękitnej koszulce. - Przecież ty masz leżeć! - skarcił ją, ale rzecz jasna w samej trosce. Wziął ją pod rękę i zaprowadził do salonu, a właściwie do pomieszczenia w którym stała kanapa, kilka szafek i same pudełka zapakowane po brzegi. Młoda kobieta rozejrzała się w okół, po czym wzrok skierowała na swojego... przyjaciela.
- Przeprowadzacie się? Nie wspominałeś nic...ani ty, ani Ania... - w jej głosie słychać było zawiedzenie, które odbijało się echem po pustym domu.
- No tak wyszło. - zmarszczył brwi, zacisnął dłonie, po czym z wymuszonym uśmiechem spojrzał na nią. - To ja może zrobię herbatę. - oznajmił szybko i zniknął za ścianą sąsiedniego pomieszczenia.
Weronika zdjęła swój płaszcza, który położyła obok siebie i wbiła wzrok w zieleniące się drzewo za oknem. Wydawało się jej ono tak bardzo interesujące. Każdego roku odbywa ten sam cykl, każdy rok jest taki sam. Czy jej życie odtąd tak właśnie będzie wyglądać? Każdy dzień, tydzień, miesiąc, rok...będą takie same?
- Proszę. - na stoliku postawił dwie filiżanki z gorącą herbatą i zajął miejsce obok niej. Przyglądał się jej, rozmyślał o niej, skupiał się na każdej części jej ciała. Dostrzegła to po chwili, ale nic nie powiedziała. Lubiła, kiedy na nią patrzył. W końcu to w jego spojrzeniu się zakochała jako młoda dziewczyna i zostało jej to do teraz. Tyle, że z czasem wszystko zaczęło znacznie inaczej wyglądać. Ale ona nie chce już do tego wracać. Chce zakończyć ten rozdział raz na zawsze, bo wie, ze nawet jeśli zostawi uchylone drzwi, nie będzie szczęśliwa. Chce naprawić relacje między nią a Robertem, bo mimo wszystko, potrzebuje go. Potrzebuje by był... - Dlaczego przyszłaś?
- Porozmawiać, wyjaśnić... Chciałam się z tobą zobaczyć. Chciałam tak ostatni raz z tobą porozmawiać...chciałam wszystko naprawić.
- Przecież między nami nie ma czego naprawiać. - odparł.
- Jest, właśnie jest. Zraniłam cię i chcę byś mi wybaczył. - ujęła jego dłoń, a on znów to poczuł. Jej bliskość była dla niego wszystkim. - Robert, przepraszam. - z jej oczu popłynęły łzy, które zaraz zauważył.
- Mała, co jest? Nie płacz, proszę...Tylko nie płacz. - przytulił ją do siebie, możliwe, że już ostatni raz, a ta myśl dręczyła go teraz. Moczyła jego ramię potokiem łez, ale jemu to nie przeszkadzało.
- Już nie taka mała - zaśmiała się lekko, a on otarł jej twarz z łez. Patrzył jej w oczy, które kocha, patrzył na usta, które kocha, patrzył na dziewczynę, którą...kocha. Powstrzymywał się. Wiedział, że nie może tego zrobić.
- Obiecaj mi, że nigdy już nie będziesz przeze mnie płakała, dobrze? - trzymał jej dłonie, nadal nie odrywając od niej wzroku.
- Jeśli ty obiecasz mi, że nigdy nie znikniesz z mojego życia. - nie żartowała, mówi w stu procentach poważnie.
- Werka. - mimo to, jego to rozbawiło czego efektem był jego śmiech. - To jest nieuniknione. Przecież ja jestem z Anią, ty z Marco, bierzecie ślub nawet, wkrótce urodzisz...To niemożliwe.
- Możliwe, jeśli też tego chcesz. To że ty i ja nie będziemy nigdy razem, to...Wiemy to, prawda? - skinął głową. - Chcę tylko cię mieć. Mieć w tobie przyjaciela. Móc się kiedyś z tobą spotkać, porozmawiać. Móc do ciebie zadzwonić i usłyszeć twój głos po drugiej stronie. Tylko tyle...Aż tyle. - westchnęła.
- Obiecuję ci to. - ucieszyły ją te słowa. Bała się, że go straci, a tego nie chciała. I mimo tego, jak wiele cierpiała przez niego, wie, że on zawsze będzie dla niej ważny. Będzie szczególnym mężczyzną, do którego będzie miała sentyment...
- Dziękuję. - odparła i złożyła na jego policzku subtelny pocałunek. Zwyczajny gest, a dla nich dwojga, coś więcej. Coś czego dotąd nie pojęli. - To powiesz mi teraz dokąd się przeprowadzacie? - zapytała ponownie ilustrując otoczenie.
- Dokąd? - powtórzył i szukał w głowie, jak prędko uniknąć tego tematu. - To wymaga dłuższej rozmowy. Innym razem. - zakończył, przynajmniej tak mu się wydawało.
- Robert, innego razu może już nie być... - pokrzepiła go promiennym uśmiechem, ale on nie miał odwagi by powiedzieć jej prawdę. Zwłaszcza teraz.
- Możemy o tym nie rozmawiać? Nie psujmy tego co udało nam się...
- Powiedz mi. Powiedz mi prawdę. Nie okłamuj mnie po raz kolejny. - powoli łamał się jej głos. Dostrzegał to i czuł się podle. Jednak wiedział, że ta rozmowa nadejdzie. Nie zdawał sobie sprawy, ze właśnie teraz.
- Trzymaj. - podał jej białą teczkę, która leżała pod stolikiem. Niepewnie wzięła ją i patrzyła na niego. On tylko gestem ręki wskazał by ją otworzyła.
Delikatnie otworzyła ją, dostrzegając różnego typu dokumenty. Podpisy, pieczątki, liczby, paragrafy. Nie rozumiała nic. W końcu nie mając wyboru, zaczęła czytać. I w końcu wszystko pojęła...
- Jak mogłeś coś takiego zrobić?! - była zła? Nie. Była wściekła jak nigdy. - Jak możesz zostawiać to wszystko, klub, nas, mnie...I idziesz tam, do nich... Jak mogłeś! A Marco? Co z Marco...
- Nie zaakceptował, ale wybaczył mi. I proszę też ciebie, byś mi wybaczyła. - ujął jej zapłakaną twarz - Zrobiłem to dla nas, rozumiesz? Dla ciebie, dla mnie, dla Marco i dla Ani. Gdybym tu został, żadne z nas nie było szczęśliwe.
- Dlaczego? Wszystko się ułożyło.
- Co się ułożyło? Weronika, nic się nie ułożyło. Może wam, tobie i Marco. Ale nie mi. Może i jestem z Anią kocham ją i naprawdę chcę z nią być, ale gdy ty jesteś obok, to niemożliwe. Minęło tyle czasu ale moje uczucia wobec ciebie się nie zmieniły. Nie potrafię przestać czuć do ciebie tego co czuję. To zbyt trudne. Chcę byś była szczęśliwa, by wszyscy byli szczęśliwi, a to nie możliwe jeśli ja pozostanę tutaj.
Patrzyła na niego i nie wiedziała już co ma myśleć, a co dopiero czuć.
- Musze iść. - zaczęła ubierać swój płaszcz, a gdy była gotowa chciała wyjść, lecz on jej nie pozwolił.
- Nie zgodzę się byś sama w takim stanie wracała do domu. Możesz mnie już nienawidzić, możesz milczeć ale pozwól się odwieźć.
Nie protestowała, bo tak naprawdę nie miała już chyba do tego sił.
- Weronika... - siedzieli w samochodzie, pod blokiem. Milczeli.
- Proszę, już nic nie mów. Zostańmy przyjaciółmi i nie wracajmy do tego co było. - powiedziała na koniec i wysiadła z samochodu. Nie wiedział, czy ma się cieszyć z tej przyjaźni czy nie. Kiedyś do niej dążył, wiedząc że Weronika nigdy nie będzie tylko jego. A teraz, gdy ona te przyjaźń proponuje, on wolałby by go znienawidziła.
***
Wyszła z łazienki ubrana w szlafrok i pantofle, powoli stąpała po drewnianej podłodze. Weszła do sypialni, gdzie na drzwiach garderoby wisiała jej biała suknia w garnitur Marco. Tak idealnie się komponowały. Wszystko w nich było takie perfekcyjne, choć tylko zwykłe kawałki materiału, koronek, koralików, zamków i guzików. Uśmiechała się jednak na ich widok. Czeka na ten dzień z utęsknieniem, pragnie by już nastał.
- Jestem już kochanie! - zawołał od samego wejścia Marco i pierwsze co zrobił to przyszedł do sypialni i pocałował swoją narzeczoną. - Jak minął ci dzień? Smutno ci było tak samej, prawda? - zdjął koszulkę i położył się na łóżku obok ukochanej.
- Nie byłam sama. Byłam z Robertem. Byłam u niego. - czekała na reakcję Reusa. Czy będzie zły, czy może to zignoruje. Wolałaby jednak to pierwsze rozwiązanie. - Powiesz coś? Jesteś zły?
- Czemu miałbym być zły? To chyba normalne, że się widujecie. Nie mam nic przeciwko.
- I też nie miałeś nic przeciwko jego odejściu? - spojrzał na nią wymownym wzrokiem i usiadł odwracając się w jej stronę.
- Już wiesz?
- Tak, już wiem. - akcentowała drugie słowo, nie ukrywała że miała żal nie wiedząc o niczym.
- Możesz mieć do mnie żal o to, że nie pozwalałem ci o tym powiedzieć. Ale to tylko dlatego, że się bałem. Nie wiedziałem jak mogłabyś na to zareagować, a przecież nie możesz sie denerwować.
- Zabawna jest twoja troska o mnie, o nas. Ale kocham to w tobie. Po prostu tak bardzo cie kocham.
- Ja kocham was i to nigdy się nie zmieni. - objął czule i tak spędzili wspólnie swój kolejny wieczór.
Razem.
Ze sobą.
Dla siebie.
***
Wszystko było gotowe. Wszędzie dominowała nieskazitelna biel, na każdym kroku były kwiaty których woń unosiła się w powietrzu. Było jak w bajce. Powoli schodzili się goście, rodzina i przyjaciele. Na zewnątrz wejście oblegali fotoreporterzy, którzy tylko czekali by zrobić jak najlepsze zdjęcia.
Oni teraz byli osobno. Ona w jednym pokoju, on w drugim. Każde z nich stało przed lustrem, patrząc na swoje odbicie i zastanawiając się czy podjęli słuszną decyzję. I nawet gdy czasem pojawiał się cień wątpliwości, teraz go nie było. Wiedzieli, a co najważniejsze, czuli że są gotowi na ten krok. Dorośli już do życia, które mają. Wcześniejsze błędy wiele ich nauczyły i teraz chcą już żyć w zgodzie, w szczęściu i miłości.
- Gratuluję ci przyjacielu - usłyszał głos, który mu towarzyszył na każdym treningu, w wolnym czasie, zawsze. Przecież byli nierozłączni przez tak długi czas ich przyjaźni. - To dobra decyzja. Cieszę się twoim szczęściem. - blondyn spojrzał na bawarskiego piłkarza, ale tylko na moment i znów przeniósł wzrok na swoje odbicie w lustrze. - Marco, ja żałuję. Każdej mojej złej decyzji, każdego złego słowa, każdego czynu który cię zranił. Możesz mnie nienawidzić, ja to zrozumiem, ale proszę cię tylko o to byś zawsze pamiętał o tej przyjaźni, która nas łączyła. O wszystkich dobrych wspomnieniach, momentach. Ja będę, przysięgam ci to tu i teraz. Dla mnie zawsze będziesz przyjacielem, nawet jeśli ja nie jestem nim już dla ciebie. - był smutny, ale mówił szczerze. Nie chciał by jego decyzja tak zniszczyła tę cudowną więź, która tak długo powstawała.
- Nie mogę ci teraz tego obiecać, bo przed nami jeszcze wiele lat w których doświadczymy kolejnych niezapomnianych chwil, Mario...
- Jak to? - zmrużył oczy przyglądając się byłemu klubowemu koledze.
- Byłeś moim przyjacielem, jesteś i zawsze będziesz. Bez względu co by się działo, jesteśmy braćmi. Tylko potrzebuję jeszcze trochę czasu by pogodzić się z myślą, że już nigdy nie zagram z tobą i Robertem w jednym klubie. - oznajmił.
- Jeszcze nigdy nic wiadomo. - zaśmiał się, co miał w zwyczaju.
- Ale ja wiem. Tu jest moje miejsce. Nigdzie indziej.
- Marco...
- Mario...
Padli sobie w ramiona tak, jakby nie widzieli się ze sobą kilka lat. A oni zwyczajnie siebie potrzebowali. Przecież, każdy człowiek potrzebuje przyjaciela, swojej bratniej duszy... Drugiego siebie.
***
- Wspaniale wyglądasz. - usłyszała jego głos, ale nie obejrzała się za siebie. Patrzyła na swoje odbicie, zastanawiając się czy czegoś jej jeszcze nie brakuje. Ale nie. Miała na sobie białą, delikatną suknię z koronkowym gorsetem bez ramiączek. Szyję ozdabiał naszyjnik, który otrzymała w prezencie od mamy Marco. Przekazywany z pokolenia na pokolenie idealnie pasował do przyszłej członkini rodziny, do pani Reus. Powtarzając to sobie w głowie, zawsze się śmiała. Nie dowierzała w to. Długi welon opadał wzdłuż sukni, by ciągnąc się za nią w czasie przejścia. - Niczym księżniczka. - dodał, gdy ta wciąż milczała.
- Dziękuję. - odpowiedziała krótko.
Podszedł do niej, stanął tuż za nią i położył dłonie na jej nagich ramionach. Poczuła dreszcze, ale nie kazała mu odejść. Chciała nawet, by został jeszcze, choćby na chwilę.
- Tak właśnie wyobrażałam sobie ciebie, jeszcze jakiś czas temu, z nadzieją że dasz mi szansę. I wszystko jest takie jak w mojej wyobraźni. Prawie wszystko. Tam to ja byłem panem młodym. - uśmiechnął się, ale usta Weroniki wciąż tkwiły w płaskiej, zaciśniętej nerwowo linii. - Promieniejesz z każdym dniem, a to oznacza, że jesteś szczęśliwa. Dlatego mi nie pozostaje nic innego jak cieszyć się twoim szczęściem. Powodzenia w dalszym życiu, Weruś. - pocałował ją w skroń, dość długo tkwiąc z tym geście.
- Tak się ze mną żegnasz, Robert ? -zapytała odwracając się, kiedy ten już chwytał za klamkę drzwi. - W ten sposób? - w oczach miała łzy.
- Nie. Tak się z tobą żegnam. - podszedł do niej, ujął jej twarz i pocałował. Delikatnie i czule, ale gdy ku jego zaskoczeniu ona to odwzajemniła, on pogłębił swój pocałunek chcąc w ten sposób przekazać jej swoje uczucia, po raz ostatni je wyznać. Rękoma oplotła go wzdłuż szyi i przyciągnęła do siebie tak blisko, jak to tylko było możliwe. Przez to, że był wyższy od niej o dobre kilka centymetrów patrzył na nią z góry, kiedy przerwał pocałunek. - Kocham cię, tak cholernie cię kocham. I nigdy sobie nie wybaczę, że nie walczyłem o ciebie, że nic nie dostrzegałem, że nie...
- Ciii... - zamknęła mu usta kolejnym pocałunkiem. - To koniec. - dodała, mając zamknięte oczy. Przez to, nie dostrzegała łez w oczach Lewandowskiego, który właśnie teraz godził się z utratą ukochanej kobiety w życiu.
- Może koniec, ale zawsze będę cię kochał. Zawsze...- wyszeptał i pozwolił sobie ostatni raz rozkoszować się ciepłem jej warg. Delikatnym, aczkolwiek gorącym dotykiem, jej bliskością, ją całą.
- Weruś, gdzie jest nasz... - do pokoju wparowali równo Wojtek z Aaronem, a dostrzegając Weronikę całującą się z Robertem, tuż przed jej ślubem, przystanęli z wrażenia.
- Żegnaj...- nie zwracając uwagi na dwójkę przyjaciół, zwrócił się tymi słowami do Weroniki, pocałował ją w czoło i puścił jej dłonie. Przy wyjściu, za marynarkę szarpnął go Szczęsny, dodatkowo obdarzając go wściekłym spojrzeniem, lecz ten mimo to wyszedł. Polski bramkarz, nie zwlekając ruszył za nim, a zapłakana Weronika pozostała w towarzystwie Ramseya.
- Powiesz mi co to było?! - Szczęsny po raz drugi szarpnął Lewandowskiego za ubranie, przez co ten, mało co nie upadł na ziemię.
- Co to było? Pożegnanie. To koniec. Jeden jebany koniec. A teraz zostaw mnie samego. - zostawił zszokowanego przyjaciela samego, a sam wyszedł na zewnątrz.
W tym samym czasie Aaron próbował dowiedzieć co się stało, a może co się nie stało. Jednak bał się zadać choćby jedno pytanie.
- Możesz zostawić mnie samą? Proszę... - powiedziała.
- Tak, ale czy wszystko w porządku?
- Tak. - uniosła kąciki swoich ust, tworząc delikatny uśmiech.
- A to co przed chwilą...
- Pożegnaliśmy się. On ze mną, a ja z nim...
Just promise me, you'll always be a friend
Cause you are the only one
***
Oni oboje stojący na środku a na nich zwrócone oczy wszystkich zgromadzonych. Ale oni czuli się jakby byli wyłącznie sami. Patrzyli sobie w oczy, uśmiechali się do siebie, ich serca były jak oszalałe. Język im się plątał, ale to co we wszystkim najważniejsze, powiedzieli bez zawahania.
- ...i że cię nie opuszczę aż do śmierci, mówili zgodnie, a przed oczami przewijała im się niczym krótki film, ich znajomość, ich wszystkie najszczęśliwsze chwile. A przed nimi jeszcze tak wiele...
- Ogłaszam was mężem i żoną. - na to wszyscy czekali, ale oni najbardziej. Teraz są naprawdę razem. Pocałował ją, przytulił a potem oboje spojrzeli na gości. Wszystkich takich radosnych, cieszących się wraz z nimi. Swoich uczuć nie potrafili opisać słowami. Ale nawet nie musieli. Wszyscy to rozumieli, to co się tutaj dzieje. Przechodząc przez długą salę, czuli wzrok innych na sobie, ich szepty. Ale nie to było ważne. Ważne było to co między nimi. Ich miłość....
Is this love that I'm feeling
Is this the love that I've been
searching for
Is this love or am I dreaming
This must be love
'cause it's really got a hold on me
Tańczyli na środku wielkiej sali, w swoich objęciach, zakochani w sobie do wszelkich granic. W ich oczach było widać wielkie szczęście. Nie wydawało się by cokolwiek to szczęście mogłoby zniszczyć, co najwyżej jeszcze bardziej powiększyć. I tak się stało. Choć tak naprawdę nie dziś to miało się wydarzyć.
- Marco...
- Hmm... - wymamrotał, wciąż chowając twarz w jej włosach, i składając na jej szyi delikatne pocałunki.
- Marco, ja rodzę. - oznajmiła, ledwo stojąc o własnych nogach. - Marco, błagam, zrób coś...! - zaciskała dłonie jak by to miało zmniejszyć towarzyszący jej ból.
- Co? A tak! Dzwońcie po pogotowie! Weronika rodzi! - krzyknął. Zaraz ucichła muzyka, a wszyscy zbiegli się wokół niej.
- Mała, wszystko będzie dobrze. Niedługo będzie po wszystkim. - Wojtek zaraz siedział obok ukochanej przyjaciółki, próbując ją pocieszyć.
- Szczęsny, zamknij się! Chcesz się zamienić miejscami?! - warknęła na niego.
- Żeby tylko dziecko nie było takie jak ty - zaśmiał się. Kiedy oni się "kłócili", na miejsce przybyła pomoc.
- Ani jak ty! - zawołała jeszcze, gdy była przenoszona do karetki. Oczywiście Marco nie odstępował jej choćby na krok. Chociaż jego obecność była niczym nieobecność, bo prawie nic do niego nie docierało. Był w większym szoku, niż przyszła matka.
- Nie wierzę. Będę wujkiem! - krzyknął w końcu uradowany, a jego entuzjazm załagodził Aaron, który kazał się mu zbierać i jechać do szpitala. W końcu, nikt nie chciał przegapić tak ważnej chwili, jak narodziny dziecka...
***
Na korytarzu siedzieli już rodzice Marco, Robert z Anką, Błaszczykowscy, Aaron z Wojtkiem i oczywiście Mario. Cały personel patrzył z niedowierzaniem jak jedne narodziny mogą ściągnąć do szpitala tyle osób, i to nie byle kogo.
- Jak długo jeszcze to może trwać - niecierpliwił się Mario, który tak jak pozostali bardzo to przeżywał. W końcu wstał i zaczął chodzić po całym korytarzu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca.
Kiedy oni wszyscy czekali na jakiekolwiek wieści, na sali trwał poród. Przy Weronice siedział Marco, trzymając jej dłonie i mocno ściskając. Gdyby mógł sam wziąłby na siebie cały ból, z którym musiała walczyć jego...żona.
- Może wyjdziesz, co? - zapytała go, głaszcząc jego czoło. Widziała po nim jak bardzo zbladł i ledwo siedzi na krześle.
- Jeśli ty dasz radę, to ja też. - pocałował ją w dłoń i czekał. Walczył z samym sobą i z tym co działo się na sali.
- Jak sądzisz, będziemy mieć synka czy córkę? - zapytała, uśmiechając się.
- Nie wiem. To będzie niespodzianka, bo tego chcieliśmy, prawda? Ale bez względu, czy chłopiec czy dziewczynka, będę kochał je najmocniej na świecie.
Mijały kolejne minuty, a na korytarz dobiegały tylko przeraźliwe krzyki.
- Gratulacje. Połowa za nami. Dziewczynka jest, teraz pora na chłopca! - zawołała położna, a jedna z pielęgniarek zajęła się dzieckiem. Młode małżeństwo spojrzało na siebie z przerażeniem,a potem na lekarkę.
- Dziewczynka...chłopiec..jak to? - mamrotał Marco, bo chyba nie rozumiał co się właśnie wydarzył.
- Przecież to bliźniaki!
- Bliźniaki?... - powtórzył - Słabo mi... - zbladł jeszcze bardziej co wydawało się niemożliwe. Wyglądał tak, jakby zaraz miał upaść na podłogę. Zaraz obok niego znalazła się jedna z pielęgniarek, która wyprowadziła go na korytarz.
- Marco... - zawołała za nim Weronika.
- Spokojnie. Każdy tak reaguje - zaśmiała się lekarka.
- Marco! - matka piłkarza krzyknęła w jego stronę, gdy ten z pomocą młodej salowej siadał na krześle. Ta przyniosła mu kubek wody, wręczając mu go. - Marco!? Co się stało?! - spojrzała na syna, a później na pielęgniarkę.
- Sam państwu powie - ta jedynie się uśmiechnęła i wróciła na salę.
- Marco! - każdy powtarzał wciąż jego imię, ale on sam musiał otrząsnąć się po tym co się wydarzyło. Wstał, przeszedł kawałek i stanął na środku. Zwrócił się w kierunku przyjaciół i rodziców, zaśmiał się, po czym powiedział
- Bliźniaki. To bliźniaki! Jestem ojcem! - krzyknął na cały szpital. Personel, pacjenci, każdy kto tu był, zaczął bić brawa. Każdy podchodził, gratulował, a on cieszył się jak nigdy. W końcu z wrażenia, zakręciło mu się w głowie, wiec usiadł. - Dwójka. Chłopiec i dziewczynka. - uśmiechnął się.
- Chłopiec i dziewczynka? - jego matka promieniała radością.
- Tak. To jest najpiękniejsza chwila w moim życiu...- dodał po czym odetchnął głęboko i spojrzał na wszystkich. Był szczęśliwy. Wszyscy byli szczęśliwi.
***
Leżała na łóżku, przyglądając się dwójce dzieci, które leżały w szpitalnych łóżeczkach tuż obok. Trzymała delikatnie ich kruchutkie dłonie, tak delikatne. Słysząc pukanie, odwróciła się dostrzegając najbliższych tuż za szybą. Uśmiechali się do niej, a ona odwzajemniała się tym samym. Dostrzegła w końcu Marco, który wszedł do środka. Po cichu podszedł do niej i usiadł na wolnym krześle. Popatrzył na śpiące dzieci a następnie na Weronikę.
- Jak się czujesz? - zapytał z troską i odgarnął z jej twarzy włosy, które na nią opadały.
- Jestem zmęczona, ale szczęśliwa. Jak nigdy. - uśmiechnęła się.
- Też jestem szczęśliwy. Dzięki tobie.
- Nie jesteś zły?
- Zły? Dlaczego miałbym być zły?
- Miało być jedno, jest dwoje - spojrzała na łóżeczka.
- Oszalałaś? Jestem podwójnie szczęśliwy. Dałaś mi tyle szczęścia ile jeszcze nikt mi nie dał. Dałaś mi szczęście, miłość, rodzinę...Mam wszystko czego mógłbym chcieć. - pocałował ją czule.
- Mogę?
- Tak, Marco jesteś ich ojcem. - zaśmiała się. Delikatnie wziął chłopca, którego podał w ręce Weroniki, a sam wziął dziewczynkę. Trzymał ją ostrożnie, lekko kołysząc. Kiedy złapała jego palec, z jego oczu popłynęły szczęśliwe łzy.
- Jest taka delikatna. Taka maleńka i niewinna. - przyglądał się jej uważnie. - Miałem jedną księżniczkę, teraz mam dwie i małego księcia.
- Gdy cię poznałam nie sądziłam, że tak to się zakończy. - odparła patrząc mu w oczy.
- Ale nic się nie kończy, kochanie. To wszystko się dopiero zaczyna...
***
Przez szpitalne szyby do środka wpadały ciepłe promienie zachodzącego słońca. Kiedy inni cieszyli się, świętowali dobrą wiadomość i dobrze bawili się na wciąż trwającym przyjęciu weselnym, oni wszyscy byli razem. Choćby ten jeden dzień. Wszyscy najważniejsi ludzie, byli przy niej. Ona miała ich teraz dla siebie. Była szczęśliwa, bo w końcu odnalazła w życiu to czego, szukała. Ma wspaniałych przyjaciół, męża i dwójkę dzieci. Ma rodzinę. I od teraz dla niej zrobi wszystko. Ta rodzina zawsze będzie razem. Nic jej nie rozdzieli. I mimo kłótni, nieporozumień, cichych dni, które nadejdą w dalszym życiu, na pierwszym miejscu będzie miłość i przyjaźń. Nie ważne co zrobisz, tych więzi nigdy nie rozdzielisz. Trwałe, mocne i na zawsze.
Ich przygoda ma szczęśliwe zakończenie. Bo każdy w życiu na takie zasługuje. Każdy popełnia błędy, mniejsze czy większe. Ważne jest to, jaki wniosek z nich wyniesiemy. Każdy błąd, to nowa lekcja. Każdy człowiek zasługuje na drugą szansę, na to by jeszcze jeden raz obdarzyć go zaufaniem.
Myślisz, że szczęśliwe zakończenia są tylko w bajkach? A życie nie jest bajką? Jest. To w bajkach potworami byli przebrani ludzie. To w bajkach bogaci ludzie gardzili biednymi. To w bajkach przyjaciółmi okazywali się najmniej spodziewani ludzie. To w bajkach cenniejsza była prawda niż kłamstwa. To w bajkach dobrych ludzi spotykało najwięcej cierpienia. To w bajkach każdy potrafił odnaleźć swoje szczęście, gdy tego naprawdę chciał...
A oni właśnie chcieli. Jedyne czego szukali, to szczęścia. I w końcu je odnaleźli...
Koniec
***
Dziękuję Ci za to, że dotrwałaś do końca epilogu.
Dziękuję Ci za to, że dotrwałaś do końca tej historii.
Dziękuję Ci za każdy komentarz.
Dziękuje Ci za każde wyświetlenie.
Dziękuje za każdą obserwację.
Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, jakie dane mi było tu przeczytać. Za każde wsparcie jakie w Was miałam od początku tego bloga. Za to, że byłyście ze mną, kiedy miałam ciężkie chwile. Każdy komentarz był dla mnie nagrodą za włożony trud w pisanie rozdziałów. Dziękuję, ze mogłam tutaj poznać tak wielu wspaniałych ludzi. Dziękuję że przez tak długi czas tworzyłyście ze mną tę historię. Byłyście moją wenę i natchnieniem. To opowiadanie nie powstałoby bez Was. Dzięki Wam, wiele się nauczyłam. Ten blog, bardzo wiele mi dał.
Dziękując, jednocześnie przepraszam za wszystko co złe z mojej strony. Za słabe rozdziały, długie przerwy, za moje nastroje i humory.
Tym samym mam nadzieję, że jeszcze nie raz tutaj powrócicie, do tej historii. Chciałabym tego. Ja o tym blogu nigdy nie zapomnę bo był i jest dla mnie najważniejszy. O Was nie zapomnę!
Żegnam się z tym blogiem, z tą historią, ale nie na zawsze. Nie raz tu powrócę myślami. Nie żegnam się z Wami, bo spotkamy się na drugim blogu. Wiele myślałam o tym wszystkim i nie zostawię tego co tutaj mam. Nie potrafię i nie mogę stąd odejsć, bo jestem Wam wiele winne i nigdy Wam sie nie odwdzięczę za to co dla mnie robicie od tak długiego czasu.
Podziękowania kieruję do każdej z osobna, lecz nie chcę wymieniać gdyż mogłabym pominąć wiele osób a tego nie chcę. Dlatego każdej osobie, która była tutaj od początku, czy od któregokolwiek rozdziału oraz tej kótra kiedyś tutaj trafi składam ogromne podziękowania i każdemu powierzam kawałek mojego serca, które już całe należny do Was.
Nie raz zmieniałam pomysły na tę historię, zakończenie też jest inne od zamierzonego, ale mogę powiedzieć, że jestem zadowolona. Tak, ja Patrycja,jestem zadowolona z tego co razem z Wami stworzyłam.
Czasami wahałam się, gdy chciałyście by Weronika była z Robertem. Jednak tworząc to opowiadanie już wtedy chciałam by nie byli razem, stąd sam tytuł. Może niektórych zawiodłam zakończeniem, za co przepraszam już teraz.
Czasem miałyście żal, jeśli mogę tak to ująć, że zbyt długo jest smutno w opowiadaniu. Odpowiem na to tak. W znacznej części rozdziały miały taki nastrój, jaki ja miałam humor. Nie zawsze potrafiłam napisać coś wesołego. Poza tym nie czuję się dobrze pisząc coś, gdzie wszystko jest takie kolorowe, szczęśliwe. Życie takie nie jest. Nie chciałam by to opowiadanie było takie "filmowe". Chciałam by po części było jak zwyczajne życie. Chciałam by miało jakiś przekaz. Nie wiem czy miało, nie wiem udało mi się to zrealizować.
Dlaczego też Robert i Weronika nie są razem? Kierowałam się starym powiedzeniem, że jeśli w naszym zyciu zakochamy się w dwóch osobach, należy wybrać tę drugą. Gdybyśmy kochali pierwszą, nie zakochalibyśmy się w drugiej. Weronika pokochała Marco i jego wybrała. Robert to sentyment. On, zawsze będzie już kochał bo dzięki niej poznał czym jest miłość. W życiu nie możemy mieć wszystkiego, i on nie ma tego co dla niego jest wszystkim. Aaron i Wojtek to dla bohaterki dwaj przyjaciele. I mimo, że Wojtek trochę w jej życiu namieszał, zrozumiał błąd. Bo zanim komuś powiesz "kocham cię", nalezy to przemyśleć i odkryć w sobie to uczucie, które często mylimy. I on je właśnie pomylił. A Ania? Choć z początku nie sprawiała takiego wrażenia, była wyrozumiała i znając uczucia Roberta, była z nim. Każdy ma wady, a my musimy zaakceptować je w człowieku, który jest dla nas ważny.
Tyle razy się zastawiałam co mam Wam napisać na koniec i teraz już nie wiem. I tak się rozpisałam, że pewnie macie mnie dość. Ale to już ostatni raz :) Obiecuję. Przynajmniej tutaj.
Jest kilka osób, które ode mnie zaslugują na specjalne podziękowania. Na początek dziękuję Lenie, która jest tutaj chyba od zawsze. Lena, Twoje komentarze zawsze były dla mnie cenne i zawsze będą. Zawsze mnie rozumiałaś, dawałaś wsparcie. Zawsze służyłaś pomocą! I może gdyby nie, nasza ostatnia rozmowa, ten epilog jeszcze by nie powstał. Ty i Twoje słowa są dla mnie siłą.
Kolejne podziękowania kieruję do Marty. Możliwe, że już nie czytasz, ale ja zawsze będę Ci wdzięczna za wszystko!
Również to samo mogę powiedzieć Paulinie, która dawała mi wielkie wsparcie nie tylko w związku z blogiem ale także w życiu.
I poznałam tutaj dwie magiczne osoby, bez których nie wiem co mogłoby być, jak to wszystko dalej by się otoczyło.
Ashley, świetna bloggerka, a jednocześnie wspaniały człowiek z wielkim sercem. Każda rozmowa z Tobą to chwila, kiedy czuję, że ktoś mnie rozumie. Chyba nigdy nie odwróciłaś się ode mnie, lecz zawsze jesteś. Dziękuję.
I co najważniejsze. Jeśli nie wierzysz, że czuwa nad Tobą Anioł, to w końcu uwierz. Ja swojego spotkałam. Iza Tarnoś. Tobie zawsze będę wdzięczna za to co zrobiłaś. I nawet gdy zapomnisz o mnie, ja nie zapomnę o Tobie. Jesteś tą osobą, która odmieniła moje życie. Nie wiem czy jest coś, czego o mnie nie wiesz. Nikomu tak nie ufałam jak Tobie. Nigdy się nie bałam powiedzieć o czymkolwiek. Byłaś ze mną w najgorszym możliwym momencie w moim dotychczasowym życiu. Nie krytykowałaś, nie wyśmiewałaś - rozumiałaś. Brakuje mi słów by opisać jak bardzo Ci dziękuję, jak bardzo jesteś dla mnie ważna. Mogę napisać dziękuję, i mimo że szczerze i z głębi serca to i tak mało by się odwdzięczyć.
Ten blog dał mi wiele, jak już pisałam. Dał mi coś czego nie odnalazłam w moim codziennym otoczeniu. Wsparcie, zrumienienie, docenienie i pomoc.
I tak nie przekazałam wszystkiego co jeszcze nie dawno chciałam przekazać, ale po raz ostatni dziękuję Wam za wszystko co zrobiłyście.
Spotkam się z Wami już wkrótce na drugim blogu gdzie Was już teraz zapraszam.
Życzę Wam także wszystkiego co najlepsze i udanego końca wakacji a tym samym udanego początku roku szkolnego.
Trzymajcie się Kochane! ♥
Pozdrawiam Was serdecznie!
Wasza Patrycja
♥♥♥
Po pierwsze,
OdpowiedzUsuńtak, przestałam czytać. Oddaliłam się od tego. Nie mam pojęcia co się dzieje. Nie czytam żadnego opowiadania o BVB, więc z góry przepraszam, ale mam nadzieję, że mnie rozumiesz. Obiecuję Ci, że nadrobię w ten ostatni tydzień wolności. Obiecuję
po drugie,
cholera, dlaczego Ty jesteś taka dobra dla mnie? Dla osoby, która na to nie zasługuje, bo po prostu nie zasługuje...jeju, nie mogę uwierzyć...naprawdę przepraszam za wszystko co zrobiłam źle i, że kurwa, Cię zaniedbuję, ale nie potrafię inaczej...ja...nie rozumiem nawet siebie i tego co dzieję się między nami.
PRZEPRASZAM
I DZIĘKUJĘ, tak myślę
I te wszystkie słowa...są... matko, Patrycja! To Ty jesteś aniołem, to Ty jesteś wspaniała i to Ty mi pomogłaś.
Nie mam słów, bo po prostu mnie...zaszokowałaś.
Nie mam słów.
Dziękuję, po prostu dziękuję
Iza, Twoja Iza
UsuńJej,nawet nie wiem co mam napisać.Czytałam to od początku,cierpliwie czekałam na każdy rozdział i dotarłam na sam koniec.Po prostu ten epilog jest taki fajny,taki przemyślony i tak dobrze napisany. To wszystko. Dziękiiiiiii :))) Pozdrawiam. I czekam na rozdziały na drugim blogu :) Jeszcze raz pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńDziękuje za tego bloga. To co tutaj napisałaś... Nie ma słów by opisać twój talent. Ten blog był, jest i będzie najlepszy. Przeżyłam tu chwile wzruszenia ale i chwile radości. Mam nadzieję, że drugiego bloga będziesz prowadziła jeszcze długo :) Jeszcze raz wielkie DZIĘKUJE <3
OdpowiedzUsuńjeju... to na prawdę koniec...
OdpowiedzUsuńnie wiem kiedy to do mnie dotrze... :'(
mimo iż nie zawsze komentowałam to czytałam zawsze... strasznie się przywiązałam do tego bloga i chyba z 3 razy zaczynałam go od początku, codziennie wchodziłam i sprawdzałam czy może jest już kolejny rozdział ;)
cała historia tak mnie zafascynowała, zę najlepiej było by gdyby nigdy się nie zakończyła.
epilog jest wspaniały :) taki niemal idealny, niemal, bo nie ma rzeczy idealnych...
tak jak pisałam Ci na tt... twoje blogi są moimi ulubionymi,a teraz będę trzymała kciuki za drugiego bloga :)
dużo weny dla Ciebie i żebyś znowu stworzyła takie cudo <3
Nie wiem co napisać. To co napisałaś jest wspaniałe, niesamowite. Ten blog był fantastyczny, najlepszy. Nie raz ryczałam, ale i nie raz śmiałam się, cieszyłam się ich szczęściem. Marco i Weronika są idealną parą. Pomimo tych wszystkich kłótni, gorszych dni, Oni nigdy nie przestali się kochać, zawsze walczyli o swoją miłość, o swoje szczęście. I w końcu je odnaleźli. Ten ślub, był jak bajka. A te narodziny bliźniaków, najlepszy prezent jaki mógł być. Marco i Wera zostali rodzicami, zostali rodziną. Szczęśliwą, kochającą się rodziną. I świetnie, że Marco i Marco się pogodzili. Pomimo tego, że Mario odszedł, że nie mieli ze sobą kontaktu, ich przyjaźń przetrwała. Znowu są jak bracia. A co do pożegnania Weroniki i Roberta to było coś cudownego. Widać, że uczucie, które pomiędzy Nimi jest nigdy nie zgaśnie. Zawsze będą dla siebie ważni. Potrzebowali tego pożegnania, wytłumaczenia, tej rozmowy. Szkoda, że to już koniec, że nie będzie kolejnych wspaniałych rozdziałów, które piszesz. I to ja Ci dziękuję, że mogłam tego bloga czytać, że mogłam poznać tą cudowną historię, że mogłam tu być. Te emocje, które przeżywali bohaterowie, można było sobie wyobrazić, poczuć je. i to było fenomenalne. Czekam na następne rozdziały, na Twoim drugim blogu, bo też jest fantastyczny. Pozdrawiam i życzę Ci wszystkiego co najlepsze, bo zasługujesz na to dziewczyno. :* Oraz życzę Ci weny. Jeszcze raz pozdrawiam i mam nadzieję, że do zobaczenie na Twoim drugim blogu. <3 ;*
OdpowiedzUsuńCzuję wielką potrzebę drugiej części tej historii. Części, w której Weronika i Robert się spotkają. Bo choć ich pożegnanie było pięknym zwieńczeniem tego opowiadania to właśnie to pożegnanie powoduje potrzebę kolejnej historii będącej kontynuacją.
OdpowiedzUsuńO jejku, jak czytałam epilog, potem Twoje podziękowania płakałam jak bóbr.. Ty nam dziękowałaś to teraz ja podziękuję Tobie za te wszystkie cudowne rozdziały, wspaniałe zakończenie i całą tą historię. Ten blog jest wyjątkowy, Ty jesteś wyjątkowa ♥ Dziękuję jeszcze raz! <3 ~ Pozdrawiam, Marcysia ;*
OdpowiedzUsuńO Boże... To koniec historii, która była taka prawdziwa, tak wiarygodna, taka, które pisze los, taka, która może przydarzyć się każdemu człowiekowi, każdemu z nas.
OdpowiedzUsuńEpilog, pożegnanie Roberta, a potem radość i szczęście...to wszystko sprawiło łzy w moich oczach.
Ta powieść jest na szczycie moich ulubionych i jeszcze na długo tam pozostanie.
Prawda jest taka, że po przeczytaniu epilogu nie wiem co mam pisać, nie wiem jak dobrać słowa.
Ale cieszę się, że nie kończysz z pisaniem, że będziesz dla nas pisała.
Dziękuje! Dziękuje, za tego bloga, za tych bohaterów, za tą historię, wydarzenia, które zostaną w moich myślach.
Może to opowiadanie nie było bajką ale jedną cechę bajki posiada - morał.
Buziaki :*
Klaudia
Patrycja! Patrycja moja kochana! Boże! Dwie godziny temu wróciłam do domu. Totalnie padnięta, śpiąca i zmęczona po dłuuuugim pobycie po za domem. I wchodzę, patrzę, że wysłałaś mi wiadomość na gg. Z początku myślałam, że nie będę w stanie nic dziś przeczytać, bo powieki same mi sie zamykają, ale jednak nie mogłam się oprzeć! Wzięłam laptopa i czytałam! Czytałam jak zaczarowana!
OdpowiedzUsuńMój Boże, Patrycja! To chyba Twój naj naj naj naj naj naj najlepszy rozdział! Mimo, że od początku byłam w Teamie Weroniki i Roberta to z biegiem czasu pokochałam parę jaką stworzyła Polka z Marco. To piękne. Wszystko to było piękne. Takie prawdziwe, naturalne. Ich życie po prostu czekało do momentu, w którym się spotkają, a potem po prostu się zakochali w sobie i prawdopodobnie będą razem żyć wiecznie! Ta miłość jaka im się przytrafiła jest piękna. Zazdroszczę im obu. Zazdroszczę Werce, a jednocześnie tak bardzo jej współczuję. Jej dwa najlepsi przyjaciele ją kochają, a ona nie może z nimi być. To ciężkie, naprawdę. Cieszę się jednak, że Weronika pozostała na swoim. Wybrała Marco i wydaje mi się, że to najlepsza decyzja jaką podjęła.
Ślub? Ach, ślub... Najpierw bajeczne zaręczyny to potem bajeczne wesele! Wiedziałam od początku, że Pani Reus (chyba mogę tak powiedzieć ;) ) urodzi na hucznej zabawie weselnej. Ale to dobrze, bo wszystko to było takie romantyczne. Bajka! I jeszcze ta radość Marco! Normalnie płakałam! Nie wiem sama czemu. Ze szczęścia, a może smutku, że to opowiadanie się kończy? Albo to i to jednocześnie! Nie wiem ale się naprawdę wzruszyłam! Po raz kolejny doprowadzasz mnie do łez, a to piękne! Umiejętność naprawdę przydatna i nie łatwa do opanowania! :)
Całą historię zakończyłaś takim przepięknym monologiem... Masz rację. Życie to bajka. I każdy z nas pisze ją własną ręką... Przeżyciami... Naprawdę pięknie to ujęłaś! Brawo!
No i jeszcze na koniec powiem, że nie powinnaś mi za nic dziękować! To ja dziękuję Ci za jedno z najlepszych opowiadań jakie czytałam! Za te wszystkie łzy szczęścia i smutku, za każdą nieodrobioną pracę domową, bo "Proszę Pani, jak mogłam odrobić pracę domową, skoro Patrycja dodała wczoraj taki rozdział?!" ;)... Za każdą chwilę z tym opowiadaniem, za nieprzespane noce podczas, których czytałam Twoją twórczość po kilka razy, wspominając wszystko od nowa... Za każde oczekiwanie na rozwój wydarzeń, za taką naukę życia! Bo w każdym opowiadaniu powinien być morał, a w Twoim było ich wiele! Jesteś wspaniałym nauczycielem życia, pisania i ja jestem bardzo wdzięczna i szczęśliwa, że mogę się uczyć od kogoś takiego jak Ty!
Cieszę się, że zostajesz i pamiętaj, że możesz do mnie zawsze napisać! I nigdy nie przejmuj się docinkami anonimowych osób, bo nie warto, kochanie!
No więc, jeszcze na koniec powtórzę się, ale tym razem krótko i zwięźle: WIELKIE DZIĘKI, PATRYCJA! ♥
Trzymaj się moja droga:*
xx
Takie piękne! Brak słów! Powinnaś to kiedyś opublikować! Kiedyś wejdę do księgarni i zobaczę to co napisałaś w jednej książce i to kupię i przeczytam raz jeszcze! Niesamowite!
OdpowiedzUsuńDziękuje, że to skończyłaś :)
pozdr