*
Gdzieś musi być anioł z uśmiechem na twarzy,
Gdy wymyślił, że powinienem być z tobą.
Lecz nadszedł czas, aby zmierzyć się z prawdą,
Że nigdy nie będę z tobą.
*
Kiedy ona błądziła w swoim śnie, on dyskretnie opuścił ich wspólne łóżko i udał się do kuchni, gdzie przy stole siedzieli już Wojtek z Aaronem. Przywitał ich i usiadł na wolnym miejscu, nalewając sobie ciepłej, gorącej kawy. Z radością rozmawiali o tym co się wydarzyło poprzedniego wieczoru i nie mówili o niczym innym, lecz właśnie o tym. Jeszcze kilka razy pogratulowali Niemcowi, lecz gdy dostrzegli w nim zakłopotanie, postanowili dać mu chwilę wytchnienia. Wojtek, który właśnie zajął się przeglądaniem codziennej prasy, czuł ulgę. Był tak bardzo szczęśliwi z wieści o powrocie Weroniki, o jej ponownym związku z Marco i ostatecznie nawet z ciąży, mimo jej młodego wieku. W końcu wszystkie kłopoty tak naprawdę zaczęły się od niego, a potem wszystko się posypało niczym domino. Jednak teraz zapanował spokój, którego wszyscy oczekiwali. Może nie do końca, bo wciąż pozostaje nierozwiązany temat Lewandowskiego, jednak to jest bardziej skomplikowane niżby mogło się wydawać. Szczęsny, wiedział jeszcze o jednym. Wiedział, że gdyby nie Aaron, jego przyjaciel, wszystko mogłoby się inaczej potoczyć. Przecież to właśnie w nim, Weronika znalazła zrozumienie, gdy wszyscy się od niej odwrócili. Był przy niej, rozumiał, dawał wsparcie i próbował pomóc. A zawsze to w bramkarzu, młoda dziewczyna odnajdywała drogę do szczęścia. Aż do teraz kiedy wszystko się zmieniło. W krótkim czasie, poznała kto jest jej prawdziwym przyjacielem, a kto miłością życia. Jednak sam sprawił, że dziewczyna utraciła tę pełnię zaufania, ale czuje że może je odbudować. Z czasem wrócą do tych relacji sprzed miesięcy, do tych, które łączyły ich w Londynie, gdy mieszkali razem. A może przez ten cały czas żył w błędzie ? Może tylko mu się wydawało, że jest tak dobrym przyjacielem, a naprawdę był dobrym znajomym sprzed lat. Teraz, gdy tak myśli o tym, dostrzega w spomnieniach, że odkąd sprowadził ją do Londynu, między nią a Aaronem coś było. Nie mieli się ku sobie, lecz zawsze potrafili się porozumieć bez problemu, spędzali ze sobą wiele czasu, wychodzili na miasto, nawet Ramsey pomagał jej w nauce. A gdzie wtedy był Wojtek ? W klubie, u dziewczyny, na siłowni...Często coś innego było ważniejsze od niej. Co prawda, też byli blisko, w końcu razem mieszkali, ale w międzyczasie, ta przyjaźń z dzieciństwa utraciła magię i sens istnienia. I chyba do końca życia będzie dziekował walijskiemu piłkarzowi, za to co przez te kilka lat zrobił dla Weroniki, i pewnie nie jedno zrobi...
- Marco, pewnie się ze mną zgodzisz, ale jesteśmy winni Aaronowi wielkie podziękowania za to co zrobił - rzekł w końcu, odkładając nudną gazetę. Oparł dłonie o blat stołu patrząc na chłopaka swojej przyjaciółki, po czym zwrócił się ku koledze z dawnego zespołu. Gracz Arsenalu, jednak nie zabardzo rozumiał słowa przyjaciela, co wnioskowało jego krzywe spojrzenie.
- Masz rację Wojtku - Reus zgodnie stwierdził, że Polak ma stuprocentową rację, i to właśnie dzięki młodemu mężczyźnie, wszyscy są tutaj razem - Aaron, naprawdę. Gdyby nie ty, nie wiem co było dalej ze mną i Weroniką. Dziękuję to za mało, ale tylko tyle jestem w stanie powiedzieć
- Nie musisz dziękować, obaj nie musicie. Nie zrobiłem nic, tylko chciałem by była szczęśliwa. A będzie tylko tutaj.
- Jak ja ci się za to odwdzięczę ?
- Nigdy już jej nie skrzywdź. Ani jej, ani dziecka. Jeśli kiedyś otworzę drzwi i zastanę ją ze łzami w oczach, to zrobię wszystko by nigdy cię już nie spotkała - powiedział, ale brzmiało to wyjątkowo prawdziwie. W tyc słowach wyczuć można było tę miłość przyjaciół i bezgraniczną troskę. Marco nieco pobladł, ale wiedział, że musi się liczyć z takimi ... groźbami.
- Moi faceci - rozległ się szczęśliwy głos dziewczyny, która stała tuż za nimi z szerokim uśmiechem na twarzy. Radował ją owy widok, móc mieć najważniejsze osoby w życiu, przy sobie, w dodatku, którzy potrafią ze sobą rozmawiać i żartować, a nie skakać sobie do gardeł. Usiadła na kolanach Marco, a on objął ją w pasie, witając czułym buziakiem w policzek. Troszkę się zarumieniła i spojrzała na przyjaciół, którzy siedzieli na przeciw.
- Ja się już będę zbierał do Lewego i może potem do was wpadnę - Polski bramkarz wstał od stołu, szeroko się uśmiechając co miał w zwyczaju.- Trzymajcie się - pożegnał Ramsey'a, Marco a na koniec Weronikę, która jednak postanowiła go odprowadzić do drzwi.
- Cieszę się, że wróciłaś do Dortmundu - rzekł, zasuwając do połowy zamek swojej puchowej kurtki, która sprawiała, ze wyglądał o conajmniej dwa rozmiary większy.
- Ja też - uśmiechnęła się delikatnie, zakładając ręce na piersi.
- I chciałbym byś wiedziała, że żałuję tego co zrobiłem. Tego, że zniszczyłem to co było między nami, ale chciałem byś znała moje uczucia. Teraz myślę, że mogłem zachować je dla siebie. Byłem głupim egoistą, który myślał że czujesz to co ja. Może gdybym powiedział ci o tym wcześniej, może inaczej by to wszystko się ułożyło. Wybrałem zły moment, popełniłem błąd. Ale wszystko działo się tak szybko, że nie wiedziałem które rozwiązanie będzie najlepsze. I wybrałem złe, tracąc tak wiele. Znamy się tak długo, tyle między nami się wydarzyło i chyba nie potrafiłem rozpoznać uczuć do ciebie. Przez cały czas widziałem w tobie tę samą osobę, z którą chodziłem na plac zabaw i nie dostrzegłem kiedy dorosłaś. A jak zacząłem cię tracić, zrozumiałem, że cię kocham, ale było już za późno. Wiem, że nie chcesz tego słuchać, że pewnie chcesz zapomnieć, ale ja nie chcę, rozumiesz ? Możesz mnie za to znienawidzić, ale ja cię kocham. Dobra, wiem...wiem...że ty nic nie czujesz. Jesteś z Marco, będzie rodzicami, stworzycie normalną rodzinę, tyle, że chcę być dla ciebie też kimś ważnym. Chcę byś wiedziała, że będę zawsze , gdy będziesz mnie potrzebowała. Chciałabym nadal być twoim przyjacielem, na którym możesz polegać. Wiem, że Aarona pod tym względem nie przebiję, bo nigdy mu nie dorównam.. Ale powiedz, że jestem dla ciebie ważny. Proszę, powiedz to... - spojrzał na nią smutnymi oczami, które za chwilę miały zalać się łzami
- Zawsze musisz wszystko komplikować ? Zawsze musisz myśleć o sobie a nie o innych ? Czemu taki jesteś ? Dlaczego doprowadzasz mnie do łez, w takich chwilach jak właśnie ta ? Jesteś takim podłym człowiekiem, Wojtek. Mogłabym cię obrażać w nieskończoność, wiesz ? Ale to w niczym nie pomoże, bo jesteś dla mnie tak cholernie ważny, że nie wyobrażam sobie, że miałoby ciebie zabraknąć. Powiedziałam ci to już wczoraj, ale chyba nie pamiętasz, a może pamiętasz, lecz chcesz to znów usłyszeć. Zależy mi na przyjaźni z tobą, ale cię nie kocham. Przynajmniej nie tak jakbyś pewnie chciał. Między nami zawsze była, jest i będzie przyjaźń. Tylko nie zniszcz tego bo nie wybaczę ci poraz kolejny. Chodź tu do mnie - podeszła wtulając się w jego ciała, wsłuchując się w bicie jego serca. Po części biło dla niej, lecz ona nie mogła tego odwzajemnić. Czuła się z tym źle, jednak wiedziała, że razem nie stworzyli by udanego związku. Przyjaźń owszem, lecz nie miłość...
***
Zaparkował samochód tuż przed domem, zabierając z niego torbę i udał się do domu. Dwie godziny na siłowni wdawały się we znaki, lecz tylko tam mógł wyładować swoje emocje, swój gniew. Ciągle bił się w myślach, myślać o swoim błedzie sprzed lat. Podobno nie rozpamiętuje się tego co było, lecz on ciągle do tego wraca. Nie może zrozumieć siebie, tego, że mając przy sobie tak wielki skarb, obrał inną drogę. Może teraz siedzieli by razem, zastanawiając się nad wyborem imienia dla dziecka, chodzili by na zakupy w poszukiwaniu tego, co będzie potrzebne dziecku. Jednak to wszystko jest tylko zwykłym marzeniem, które nigdy się nie spełni. Kiedy już podjął decyzję, kiedy wyjechał, wiedział, że predzej czy później, Weronika z kimś się zwiąże. Pogodził się z tym, jednak nigdy nie wyobrażał sobie, że tym mężczyzną będzie jego klubowy kolega. I właśnie z tym się chyba nigdy nie pogodzi...
W salonie zastał Anię, która ćwiczyła wraz z wskazaniami swojego trenera. Nie długo wyjedzie na kilka dni, a on zostanie sam, w pustym domu, bez osoby, z którą mógłby porozmawiać. Właściwie, od wczorajszego wieczoru nie zamienili ze sobą ani jednego słowa. Właściwie...nawet się nie pokłócili. Zabrakło tematów, chęci, czegokolwiek. On ciągle ma w głowie miłość sprzed lat a ona o tym wie. Nie boi się, że Robert odejdzie od niej, na rzecz Weroniki, ale boli ją widok, tak załamanego chłopaka. Wiedziała, że dla niego to będzie wielki wstrząs, ale nie sądziła, że ta wiadomość, tak go załamie psychicznie. I teraz nie wie, czy to co się wydarzyło nie wpłynie na jego dyspozycję sportową. A spadku jego formy nikt nie chce.
Rzucił torbę na podłogę, po czym wyszedł do sypialni, zamykając za sobą drzwi. Wiedział, że zachowuje się jak nastolatek, który doznał nieodwzajemnionej miłości, ale nie radzi sobie ze sobą a w dodatku rani bliskich, w szczególności Anię. Kocha ją, nie może temu zaprzeczyć, ale ta miłość nie jest tak wielka, jak być powinna. Nigdy nie zdawał sobie sprawy, że znajdzie się w takiej sytuacji, będąc pomiedzy dwoma kobietami. Właściwie jest z Anią, bo z Weroniką nigdy nie będzie, ale to sprawia, że jest jeszcze bardziej zagubiony w swoich uczuciach.
- Wychodzisz ? - zapytała widząc, że mężczyzna zakłada ponownie kurtkę
- Tak. Nie wiem kiedy wrócę. Nie czekaj na mnie... - odparł chłodno i wyszedł, wiedząc, że znów ją zranił.
Kiedy na chwilę zostali sami, postanowiła zadać mu to pytanie, które dręczy ją od poprzedniego wieczoru. Przecież może być tyle odpowiedzi na nie, prawdziwych, racjonalnych, lecz ona nadal nie rozumie, jak Jego mogło tutaj zabraknąć. Przecież oni są przyjaciółmi, więc w takich chwilach powinni byś razem, ciesząc się wspólnie. A jednak Jego zabrakło, ani raz nie padło Jego imię, tak jakby nikt Go nie znał. A przecież tak nie jest...
- Marco ? - zapytała niepewnie
- Co tam kochanie ? - spojrzał na nią
- Dlaczego wczoraj nie było z nami Mario ? Myślałam, że przyjedzie.. - na jego twarzy zanikł ten radosny uśmieszek, widać było jak powraca smutek. Oczy utraciły swój blask. Pamięta ten wyraz twarzy. Miał taki sam, gdy Mario odchodził do Bayernu. Wtedy, gdy była u niego w mieszkaniu, kiedy opowiadał o ich długoletniej przyjaźni. Teraz oznaczało to samo, może w innej postaci. - Jesteście w końcu przyjaciółmi, więc...
- Nie jesteśmy przyjaciółmi. Chyba nigdy nimi nie byliśmy - odparł
- Marco, o czym ty mówisz ? Przecież...
- Nie mam ochoty o tym mówić. Wybacz... - oznajmił, pocałował ją i nie ubierając nawet kurtki, wyszedł z domu. Ciągle w pamięci ma tę przykrą rozmowę sprzed kilku tygodni. Miał wrażenie, że to już przeszłość, że zapomni, ale takie słowa zawsze bolą. Zawsze pozostawiają ślad...
Rzucił torbę na podłogę, po czym wyszedł do sypialni, zamykając za sobą drzwi. Wiedział, że zachowuje się jak nastolatek, który doznał nieodwzajemnionej miłości, ale nie radzi sobie ze sobą a w dodatku rani bliskich, w szczególności Anię. Kocha ją, nie może temu zaprzeczyć, ale ta miłość nie jest tak wielka, jak być powinna. Nigdy nie zdawał sobie sprawy, że znajdzie się w takiej sytuacji, będąc pomiedzy dwoma kobietami. Właściwie jest z Anią, bo z Weroniką nigdy nie będzie, ale to sprawia, że jest jeszcze bardziej zagubiony w swoich uczuciach.
- Wychodzisz ? - zapytała widząc, że mężczyzna zakłada ponownie kurtkę
- Tak. Nie wiem kiedy wrócę. Nie czekaj na mnie... - odparł chłodno i wyszedł, wiedząc, że znów ją zranił.
***
- Marco ? - zapytała niepewnie
- Co tam kochanie ? - spojrzał na nią
- Dlaczego wczoraj nie było z nami Mario ? Myślałam, że przyjedzie.. - na jego twarzy zanikł ten radosny uśmieszek, widać było jak powraca smutek. Oczy utraciły swój blask. Pamięta ten wyraz twarzy. Miał taki sam, gdy Mario odchodził do Bayernu. Wtedy, gdy była u niego w mieszkaniu, kiedy opowiadał o ich długoletniej przyjaźni. Teraz oznaczało to samo, może w innej postaci. - Jesteście w końcu przyjaciółmi, więc...
- Nie jesteśmy przyjaciółmi. Chyba nigdy nimi nie byliśmy - odparł
- Marco, o czym ty mówisz ? Przecież...
- Nie mam ochoty o tym mówić. Wybacz... - oznajmił, pocałował ją i nie ubierając nawet kurtki, wyszedł z domu. Ciągle w pamięci ma tę przykrą rozmowę sprzed kilku tygodni. Miał wrażenie, że to już przeszłość, że zapomni, ale takie słowa zawsze bolą. Zawsze pozostawiają ślad...
***
Trochę poźno, ale przynajmniej w terminie. Przynajmniej jeden blog. Pisałam o moich opóźnieniach na jednym z blogów, ale tu też napomnę. Nie wyrabiam, po prostu. Nie daję rady pisać rozdziałów na czas, w dodatku tak by były długie, ciekawe ... Nie dam rady. Rozdziały, które dziś dodałam powstały poza domem, napisane w autobusie, na przerwach, na lekcjach, gdzieś na okładce zeszytu, na lużnych kartkach, które są wszędzie. Jak jadę rano do szkoły, tak wracam popołudniami, bądź wieczorami. Szkoła pochłania mnie całkowicie, choć maturę mam dopiero za rok. Jednak nauczyciele mówią tylko o tym, ale mniejsza z tym. Ogrom nauki uniemożliwia mi skupienie się na czym kolwiek innym, w tym na blogach. Nie zawieszam ich bo to nie ma sensu. Będę dodawać rozdziały, coprawda krótsze, ale postaram sie by były tak raz na tydzień, bądź na dwa. Nie dam rady pewnie dodawać, tak jak było wtorek-piątek-sobota. Mam nadzieję, że to rozumiecie, bo w końcu same chodzicie do szkoły. Liczę też, że będziecie mnie " odwiedzać " .
Do następnego ! Pozdrawiam
Cudo :3 świetny rozdział :) masz ogromny talent :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie też się zastanawiałam co się stało z Mario. Mam nadzieję, że już w następnym rozdziale pojawi się wątek o Nim :)
Pozdrawiam :**
Wiem, że nie masz czasu ale może jednak ktoś zajrzy. Serdecznie zapraszam i czekam na opinie :3
http://ucisz-mnie-pocalunkiem.blogspot.com
Dobrze, że Wojtek zrozumiał swój błąd i od teraz zostanie przyjacielem Weroniki. Robert powinien dać sobie spokój z miłością z przeszłości. Niech się skupi na teraźniejszości. Czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam z zapartym tchem... Wojtek zrozumiał, że jest na straconej pozycji i mam nadzieję,że nie będzie już robił podchodów. Choć w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone więc kto tam wie... Podobnie z Lewym... Ja myślę, ze on jeszcze namiesza, ale czy mam rację czy się mylę, dowiemy się czytając dalsze części :) Ja będę zaglądać tutaj na pewno :) Zapraszam tez do mnie :\
OdpowiedzUsuńhttp://www.bo-ty-i-ja.blogspot.com/
http://hand-in-hand-face-to-face.blogspot.com/
Faaajnie i z Wojtusiem wszystko ok, bardzo sie ciesze!
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny i zapraszam do siebie na nowy
http://sag-mir-wo-ist-die-echte-liebe.blogspot.com/
świetny jest ♥
OdpowiedzUsuńCudo!! Szkoda mi trochę Lewego , ale sam sobie takie coś zawdzięcza ! Cieszę się ze szczęścia Marco i Weroniki ;)
OdpowiedzUsuńCiekawi mnie co dalej z Mario, ale mam nadzieję ,że nie długo się dowiemy ;)
Pozdrawiam i całuję :*:*
Kocham twojego bloga. Życzę weny i zapraszam do mnie:
OdpowiedzUsuńhttp://vivianne-mario-lovestory.blogspot.com/
Super :) Ciekawi mnie co Mario powiedział.
OdpowiedzUsuńMnie też wena opuszcza, tak to jest, ale Twoje opowiadanie i tak jest genialne <3
Jeśli znajdziesz troszkę czasu zajrzyj do mnie :)
Pozdrawiam ;*
Bardzo Cię przepraszam, że nie komentowałam, ale brak czasu... problemy i takie tam. Mam nadzieję, że wybaczysz ;]
OdpowiedzUsuńCo ja mogę powiedzieć? Rozdział genialny, tak jak całe opowiadanie ; * Gdy wchodzę tu czytać rozdział to mam wrażenie jakby to działo się naprawdę ; ] Świetnie piszesz ! <3
Pozdrawiam i czekam na nowość ; *
http://borussiabvb09.blogspot.com/ zapraszam do mnie :)
OdpowiedzUsuńA twoje blogi uwielbiam! Są najlepsze :)
Kiedy można się spodziewać jakiejś nowości? :)
OdpowiedzUsuń