*
Żegnaj, moja ukochana.
Żegnaj, moja przyjaciółko.
Byłaś tą jedyną.
Byłaś tą jedyną dla mnie.
Żegnaj, moja przyjaciółko.
Byłaś tą jedyną.
Byłaś tą jedyną dla mnie.
*
- Nie wiedziałam, że palisz – zwróciła się do niego. Siedział na klatce schodowej otoczony dymem papierosa, przez co jego sylwetka była słabo widoczna, zwłaszcza w przygaszonym świetle, które ledwo co oświetlało całą przestrzeń. Nawet nie spojrzał w jej kierunku, lecz nadal tkwił w bezruchu, zagubiony we własnym świecie. Właśnie kilka minut temu, stracił jakiekolwiek nadzieje, na to by mógł z nią być. Teraz to jest już niemożliwe. Od teraz ich drogi całkowicie się rozdzielą, każde pójdzie w swoją stronę, zapominając o tym co było. Ona może zapomni, ale nie on. Za bardzo kocha, by mógł odsunąć od siebie tak wielkie uczucie.
Dziewczyna widząc brak reakcji z
jego strony chciała wrócić do środka, do przyjaciół, ale coś jej mówiło, że
powinna teraz tutaj zostać. Może powinna coś powiedzieć, ale chyba żadne słowo
nie ukoi jego wielkiego bólu, po straconej nadziei. – Spójrz na mnie –
wyszeptała, lecz nie dane jej było zobaczyć tych oczu, w których się zakochała.
W których przez tak długi czas widziała mężczyznę swojego życia. – Powiedz coś –
położyła dłoń na jego przedramieniu, by dać mu do zrozumienia, że ona tu jest,
że wróciła, ale to już chyba teraz nie ma żadnego znaczenia dla niego.
Spuściła wzrok, nadal trzymając
jego ramię. Siedziała zwrócona w jego stronę, ale nie spoglądając na niego, nie
wiedziała, że mężczyzna w końcu na nią spojrzał. Patrzył na nią z taką
czułością, z jaką na nikogo nie patrzył. Ale to spojrzenie zmieszane było z
ogarniającym go smutkiem, który go napotkał.
- Gratuluję. Będziecie rodzicami,
będziecie rodziną – odpowiedział w końcu, przydreptując butem wypalonego papierosa.
Uniosła wzrok i spojrzała mu w oczy.
Uśmiechnął się, lecz sprawiało mu to wielki ból. Dostrzegła to i
odruchowo dłonią przejechała po jego ciele, aż w końcu dotknęła jego ciepłego
policzka. Chyba nawet nie zdawała sobie sprawy ile ten gest, na pierwszy rzut
oka zwyczajny, sprawił mu przyjemności. Brakowało mu tego, brakowało mu jej,
choć nigdy nie była jego. Nigdy nie mógł cieszyć się jej bliskością. Gdy
uświadomił sobie, ile ona dla niego znaczy, było już za późno. – Kocham cię.
Tak bardzo cię kocham. – wyznał jej swoje uczucia, co prawda nie po raz
pierwszy, ale właśnie teraz zabrzmiały prawdziwie. Nadal patrzyła na niego,
powstrzymując się od płaczu. Nie chciała mu pokazywać, że nie radzi sobie ze
swoimi uczuciami. Których nie jest do końca pewna.
- Wiem o tym, ale… - zaczęła niepewnie, ale on już wiedział, co za
chwilę usłyszy.
- Ale ty mnie nie kochasz –
zaśmiał się ironicznie, wbijając wzrok w szarą, matową posadzkę.
- Nie powiedziałam tego –
natychmiast zaprzeczyła, sama zaskoczona tym co powiedziała
- Ale chciałaś powiedzieć – nadal
nie patrzył na dziewczynę, bo nie potrafił spojrzeć jej w oczy.
- Robert, ja nadal cię kocham,
wiesz ? – posłała mu delikatny uśmiech i kontynuowała – Przez długi czas się
łudziłam, że może kiedyś odwzajemnisz moje uczucia. Jak wyjechałeś, nie
chciałam cię znać, nie chciałam mieć z tobą nic wspólnego. Z czasem zapominałam
o tobie. Ale przyjazd do Niemiec, sprawił że wszystko wróciło w mgnieniu oka. A
kiedy w końcu ty poczułeś do mnie to, co ja czułam do ciebie przez tak długi
czas, to ja się zakochałam. Zakochałam się w Marco. I już nic tego nie zmieni.
Masz rację : będziemy rodzicami, będziemy rodziną. Cieszę się na myśl o tym co
nas czeka w najbliższym czasie. I chcę by już zawsze tak było. Chcę z nim być
do końca życia i chcę wiedzieć, że jestem kochana. Choć tak wiele razy mnie
zranił to jestem pewna jego uczuć co do mnie, bo widzę, że za każdym razem
żałował swoich czynów. I za każdym razem robił wszystko by mnie odzyskać. Dla
mnie jest gotów nawet poświęcić własną karierę. Robert…kocham go…
- Kochasz mnie, ale mimo to nie
będziesz ze mną – słowa ledwo przechodziły mu przez gardło
- Chcę cię mieć przy sobie, ale nie
potrafię z tobą być. Po prostu nasza miłość nie zakończy się happy end’ em.
Przepraszam – wyszeptała i pocałowała go w policzek po czym odeszła zostawiając
go samego.
***
Siedział w towarzystwie swoich najlepszych przyjaciół, zastnawiając się gdzie zniknęła jego ukochana dziewczyna. Ku zdziwieniu wszystkich zaproszonych gości, Marco tak doskonale dogadywał sie z Wojtkiem i Aaronem i nie było po nich widać, by całą trójkę łączyła jedna dziewczyna. Mężczyźni zeszli na tematy powiązane z piłką nożną, lecz dostrzegalna była nieobecność niemieckiego piłkarza, który przez cały czas szukał wzrokiem swojej dziewczyny. Jeszcze bardziej niepokoił się, gdy dostrzegł, że wśród zgormadzonych nie ma również jego przyjaciela, Roberta, a Ania siedzi wspólnie z Ewą i Agatą.
- Wszystko w porządku ? - zapytał walijczyk chłopaka swojej przyjaciółki
- Tak... Tylko zastanawiam się gdzie jest Weronika - odparł i chwycił za swoją literatkę z trunkiem
- Wyszła z Robertem - odpowiedział mu na pytanie, które dręczyło go od dobrych kilku minut. Spojrzał na niego pytająco, a mężczyzna dodał - Nie martw się Marco. Może nadszedł między nimi czas, do szczerej rozmowy. W końcu też mają sobie wiele do powiedzenia - w tej chwili Niemiec zrozumiał, że piłkarz Arsenalu ma rację. Przecież wiedział ile Weronika znaczy dla napastnika Borussi, a wiadomości z dziejszego wieczoru musiały być dla niego nie małym szokiem. Nawet poczuł się z tym źle, że zranił jednego z najlepszych przyjaciół. Przecież mógł go chociaż jakoś przygotować do tych wiadomości, ale z drugiej strony, nic nie mógł zrobić...Prawda jest jedna i nic tego nie zmieni. Ona wybrała po prostu tego, którego kocha...
***
Blisko godziny trzeciej w nocy wszyscy zaczęli rozchodzić się do własnych domów. Większość osób była w stanie upojenia alkoholowego, ale obecny Jurgen przymknął na to oko, gdyż sam pozwolił sobie na nieco więcej. Jednak, nie często zdarza się taka okazja i takie okoliczności. Marco i Weronika największy problem mieli jednak z Jakubem, który w żaden sposób nie chciał opuścić mieszkania i wraz z Agatą wrócić do domu.
- Jakub! Do domu ! Już ! - zdenerwowana Błaszczykowska krzyknęła w jego stronę, ale nawet to nie zadziałało. Wesoły zaczął chwiać się stojąc obok przyjaciółki i śpiewał jedną z polskich piosenek.
- Kubuś, wracaj do domu. Odpocznij sobie. - zaśmiała się i wraz z Marco wzięła go pod rękę i wyprowadzili na zewnątrz gdzie czekała już taksówka. Swoją pomoc zaoferował Piszczek, który również zbierał się do domu. Można stwierdzić, że przybyła cała Borussia, a jej zawodnicy cieszyli się z powrotu dziewczyny Marco. Może z jednym wyjątkiem. Lewandowski, po rozmowie z dziewczyną niespostrzeżenie wrócił do domu, a chwilę póżniej również Anna ulotniła się z imprezy.
Obecni pozostali jedynie Aaron, który oczywiście na te kilka dni, zatrzyma się u nich oraz Wojtek, który chciał w końcu porozmawiać z przyjaciółką.
- Dobranoc Weruś - Walijczyk objął ją ramieniem i przyjaźnie ucałował w policzek. Dziewczyna uśmiechnęła się w jego stronę i pozwoliła mu udać się do jego pokoju, by odpoczął i wyspał się po długiej podróży i szalonej imprezie. Również Marco po tym jak nieco posprzątał salon, wyszedł do łazienki, zostawiając Weronikę i Wojtka samych. Przez chwilę towarzyszyła im cisza, która stawała się coraz bardziej uciążliwa dla ich obojga, a zwłaszcza dla Szczęsnego, który oparty o machoniową komodę, stał wpatrując się w swoją...Miłość ? Przyjaciółkę ?
- Przepraszam... - wyszeptał ujmując jej ciepłe dłonie, a dziewczyna spojrzała na niego. Nie powiedziała nic, lecz zastanawiała się jak powinna w tej sytuacji zareagować. - Proszę, nie zostawiaj mnie - dodał i zamilkł. Nie widząc, żadnej reakcji z jej strony, zwątpił w to, że mógłby liczyć choćby na przyjaźnił i puścił jej dłonie, slepo wpatrując się w podłogę.
- Wojtek...dlaczego ty mi to robisz.. - westchnęła i ku jego zdziwieniu wtulił się w jego tors, a on nie zwlekając objął ją swoimi ramionami, w których czuła się bezpiecznie. Które chroniły ją przed wszystkim, przez tak wiele lat. W których znajdywała oparcie i zrozumienie, nawet gdy tego nie chciała. - Tak bardzo jestem na ciebie zła, o to wszystko co zrobiłeś, ale muszę ci wybaczyć bo inaczej stracę cię. A tego nie chcę Wojtuś... - nadal tkwili w przyjacielskim uścisku, któremu z uwagą przyglądał się Marco. Nie był zazdrosny, a wręcz przeciwnie. Był szczęśliwi, że najważniejsi ludzie w jej życiu, znów są przy niej. Tego właśnie chciał: chciał by miała przyjaciół, na których mogłaby polegać w każdej sytuacji. Nawet wiedząc o tym, czym darzą ją mężczyźni, jakim uczuciem, jest spokojny, bo wie, że to on jest numerem jeden w jej sercu i nic już tego nie zmieni.
- Chyba muszę cię puścić - odsunął się od przyjaciółki i uśmiechnął do obecnego Marco, który zaśmiał się, nadal przypatrując się im. - Będę już wracał.
- Zostań... Kanapa jest wolna. Do najwygodniejszych nie należy, ale da się na niej wytrzymać - zawodnik Borussi ponownie się uśmiechnął i wskazał na mebel stojący na środku salonu.
- Jeśli to nie problem...
- Żaden - odpowiedzieli wspólnie przyszli rodzice i po chwili zrobili porządek i przynieśli czystą pościel. Kiedy wszystko było gotowe pozyczyli mu dobrej nocy i sami znikli w swojej sypialni, która mieściła się tuż obok, za przesuwnymi drzwiami.
***
Mimo, że do domu wrócił bardzo wcześnie, nie spał przez całą noc. Ogrom wrażeń z wieczoru, uniemożliwiał mu spokojne zaśnięcie. Przybyła chwilę po nim Anna, na jego widok powiedziała mu jedynie " To koniec ", i resztę wieczoru przesiedziała w łazience. Póżniej położyła się obok niego w łóżku i bez słowa zasnęła. Przynajmniej tak mu się zdawało, lecz ona również nie mogła zasnąć. Znowu myśli o przyszłości, dawały się we znaki i ciągle rozmyślała o tym co teraz będzie. Najbardziej obawiała się o Roberta, po którym widziała to wielkie rozczarowanie i ból, który mu towarzyszył.
Wpatrywał się w czerń, która rozprzestrzeniała się mu się przed oczami i ciągle myślała. Myślała o niej. Cały czas w głowie powtarzała się ich rozmowa, jej słowa, wszystkie obrazy. Kocha go ale nie potrafi z nim być ? Dlaczego nie da im choćby jednej szansy ? Dlaczego nie potrafi mu zaufać ? Dlaczego !?, bił się w myślach.
Nim się obejrzał w Dortmundzie wschodziło słońce a miasto zaczynało tętnić życiem. Jeszcze zaledwie kilka dni i znów stanie na boisku Signal Iduny Park, znów zobaczy wiernych kibiców i znów zacznie zdobywać bramki, czym rozpocznie się walka o mistrzostwo. Już ostatnie dla niego w tych barwach...Podjął decyzję i jej nie zmieni, ale obawia się rekacji...Boi się tego co będzie, gdy odejdzie. Jednak to jedyne wyjście by nauczyć się żyć bez niej...
***
Pozostawiam do Waszej oceny powyższy rozdział.
Jednocześnie zapraszam na wznowiony blog jeśli ktoś nie widział http://wkrotce-bedziemy-razem.blogspot.com/ Co tydzień pojawiają się nowe rozdziały. Oraz na http://marcoreus-loveme.blogspot.com/ gdzie też ukazał się nowy rozdział, wczoraj.
Pozdrawiam
Kolejny rozdział za tydzień,
Pozdrawiam
Patrycja
Rozdział!Piękny,cudowny,wspaniały,normalnie zabrakło mi epitetów żeby go opisać. Szkoda i trochę Lewego,ale najwyraźniej tak musi być ;) Ważne , że Weruś i Wojtek się pogodzili ;) Czekam z niecierpliwością co nadal się wydarzy ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i całuje :*:*
Przeczytałam i muszę stwierdzić, że rozdział cudny :) Kibicuję Marco i Weronice bardzo, mam nadzieję, że zostaną szczęśliwymi rodzicami i że ich radości juz nic nie zakłóci. Zapraszam również do mnie ( dodaję dość często rozdziały- 2 razy w tyg ). http://www.bo-ty-i-ja.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńhttp://hand-in-hand-face-to-face.blogspot.com/ ( jeśli nie powinnam wstawiać linków w komentarzu to usuń go i już ).
świetny ;)
OdpowiedzUsuńjakoś dziwnie mi się zrobiło szkoda Lewego...
ale cieszę się, że Weronika ma takich przyjaciół jak Wojtek i Aaron :D
weny ♥
Cudowny :)
OdpowiedzUsuńA ja chyba na przekór wszystkim kibicuję Weronice i Robertowi. Jakby ona kochała Marco to nie miałaby żadnych wątpliwości, a przecież je ma. Nie da się kogoś kochać nie na 100%. Poza tym sama powiedziała co czuje do Roberta. A z Marco jest z czystego wygodnictwa i teraz z obowiązku ze względu na dziecko. Jakby nie była taka rozlazła, nieporadna i potrafiła samodzielnie funkcjonować w społeczeństwie a nie cały czas szukać pomocy u kolejnych facetów to by była szczęśliwa. Strasznie mnie denerwuje ta bohaterka i mam nadzieje, ze Marco ja jakoś skrzywdzi dla jej własnego dobra. Może się ogarnie i postanowi zawalczyć o swoje szczęście bo nawet jeśli bedzie jej się fajnie żyć z Marco przez kilka czy kilkanaście lat to nadejdzie taki moment, ze się obudzi i stwierdzi, ze przegrała swoje życie a na naprawę bedzie dużo za późno. Zrujnuje tym samym i życie Marco i Roberta. Trzymam wiec kciuki za jej otrzeźwienie i happy end z Robertem. Poza tym bardzo osoba mi się to opowiadanie :)
OdpowiedzUsuńZa każdym razem się powtarzam, ale kocham tego bloga! Rozdział cuuuuuuudowny :**
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem co będzie z Anią i Robertem? Czekam z niecierpliwością na następny rozdział. :)
Pozdrawiam :**
Zapraszam na naszego bloga,. Pojawił się 2 rozdział. Bardzo liczymy na opinie.
http://ucisz-mnie-pocalunkiem.blogspot.com
Rozdział jest cudowny. Jak i wszystkie pozostałe.
OdpowiedzUsuńCiekawe co z Anią i Robertem będzie. To jeszcze bardziej skłania mnie do dalszego czytania oraz oczekiwania na kolejne rozdziały.
Czuje, ze zapowiadają się ciekawe losy wszystkich bohaterów. Pozdrawiam i życzę weny :* + zapraszam do mnie :)
Super, fajnie że Marco już nie jest tak strasznie zazdrosny :) I jeszcze piosenki, które grają w tle boskie <3
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział :)
Jeśli będziesz miała chwilkę zajrzyj na mojego bloga :)
Chyba wszystko wraca do normy. Oczywiście z wyjątkiem Roberta, który będzie cierpiał przez nieodwzajemnioną miłość, ale może wkrótce zapomni i na nowo się zakocha. Weronika jest wyjątkową osobą, lecz teraz tworzy szczęśliwy związek z Marco. Cieszę się, że są razem! Czekam na kolejny!
OdpowiedzUsuńJej *.* To opowiadanie jest wspaniałe :3 czytałam od początku w jedną noc i później nie miałam siły skomentować, toteż robię to teraz. Masz niesamowity talent. :) Wszystkie Twoje opowiadania są boskie. Nie wiem, co jeszcze mogę napisać, no będę się powtarzać, ale wiem że Twoje opowiadania biją na głowę wszystkie inne. Tak trzymaj :)) Życzę weny i w wolnych chwilach zapraszam do siebie :) http://aleks-marco-story.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńJezu kochana!! Przedstawiasz taki piękny, idealny obrazek, że po prostu mogę tylko pozazdrościć Weronice. Kurcze, mieć tylu wspaniałych przyjaciół 'facetów' to po prostu moje marzenie! Wierzę w przyjaźń damsko-męską i chciałabym być na miejscu Weroniki tak bardzo, bardzo! I na dodatek mieć tak wspaniałego ukochanego, który ufa i kocha bezgranicznie. Po prostu książę z bajki!
OdpowiedzUsuńA Robert? Kurcze. Zawsze byłam w jego teamie i bardzo mi go teraz szkoda. Weronika nadal go musi trochę kochać a on cierpi z tego powodu, bo wydaje mi się, że łatwiej przyjąłby od niej, że ona nic do niego nie czuje po za przyjaźnią, a to jak powiedziała mu, że go kocha, ale nie mogą być razem było wzruszające i na pewno go to zabolało. Mam nadzieje, że jakoś się u Robcia ułoży, gdyż bardzo bym tego chciała.
A i jeszcze jedno muszę napisać! WOJTUŚ WRACA!!! Kocham tego człowieka, pomimo tego co zrobił w przeszłości tego opowiadania. I cieszę się, że Marco nie ma mu niczego za złe tak samo jak Weronika! Cudowny rozdział!!
Dobra, nie zanudzam już! Buziaki kochana:*