piątek, 27 września 2013

Rozdział 34

*


myślałam, że teraz między nami się ułoży. przecież Ci wybaczyłam, choć Ty o tym nie wiesz.
ale teraz Ty nie wybaczysz mi. i nadal tkwić będziemy w błędnym kole.


*


Po tym jak rodzice zginęli w wypadku, bardzo się zmieniłam. Nie potrafiłam otworzyć się do ludzi, lecz wszystko co siedziało mi w głowie, pozostawało we mnie, nie wychodząc na światło dzienne. Sądziłam, że jeśli wszystko zachowam w sobie, to lepiej będzie mi się żyło. Jednak z czasem życie i otaczający mnie świat doprowadził mnie do całkowitej rozsypki. Już nie ukrywałam tego jak jest mi źle, i szukałam pomocy. Pragnęłam by ktoś mnie zrozumiał i był ze mną, wtedy gdy tego potrzebuję. Miałam Wojtka, bo on był zawsze, lecz potrzebowałam kogoś z zewnątrz. Taką osobą stał się Aaron. Stał się moim przyjacielem, moim kaftanem bezpieczeństwa. Chronił mnie, troszczył się o mnie i nie pozwalał skrzywdzić komukolwiek. Wraz z Wojtkiem stworzyli mi nowy dom, dom, w którym zaczęłam żyć na nowo. Z mijającym czasem stałam się cząstką tej wielkiej londyńskiej rodziny, która wzięła mnie pod skrzydła. Zawsze mogłam na nich wszystkich liczyć bez względu na okoliczności.
- O czym tak myślisz ?-  zapytał mnie pomocnik tutejszej drużyny z uśmiechem na twarzy. Od kilku minut zastygłam przed lustrem przygotowując się na sylwestrową zabawę. Nie łatwo było mu mnie namówić bym poszła z nim, lecz miałam skłonności do ulegania innym. Śmiało można rzec że tych wszystkich sztuczek nauczył go Szczęsny. Na samą myśl o nim czuję dziwne skurcze wewnątrz mnie.
- Wspominam sobie jak pierwszy raz pojawiłam się w Londynie. Jak Wojtek wziął mnie ze sobą na wasz trening i jak oberwałam od ciebie butelką wody.- zaśmiałam się wspominając nasze pierwsze spotkanie.
- Bo to Wojtek miał oberwać a nie ty ! Ehh, też pamiętam ten dzień tak jakby to było wczoraj.
-  Naprawdę pamiętasz ?- zapytałam z niedowierzaniem
- Oczywiście. Robiliśmy ostatnie okrążenie wokół murawy i po chwili usłyszeliśmy jak Wojtek wydziera się w niebo głosy. Najpierw pobiegł do trenera tłumaczyć się ze spóźnienia, a dopiero potem zza jego pleców wyłoniła się ta kruchutka osiemnastolatka. Idąc w naszym kierunku patrzyłaś tylko pod nogi a Wojtek coś tam ci trajkotał nad uchem. I wtedy rzuciłem butelką a ty się obróciłaś, no i dostałaś.A jak się niepewnie witałaś z nami !- znów wybuchnął śmiechem- Boże, a ile ja razy oberwałem przez ciebie od Wojtka !
- Przeze mnie ?! Co ty gadasz ?
- To już temat na inną rozmowę- uśmiechnął się dyskretnie zakładając kosmyk moich włosów zza ucho. Miałam wrażenie że się rumienię i nie pomyliłam się- Lubię te twoje rumieńce- dodał podając mi dłoń i wraz z nim wyszłam z budynku, przed którym czekała na nas zamówiona taksówka.
Zabawa sylwestrowa odbywała się w ekskluzywnej restauracji oddalonej ode mnie kilka przecznic. Sala po brzegi wypełniona była gośćmi, którzy niecierpliwie oczekiwali nadejścia Nowego Roku. Moje pojawienie się zostało nagrodzone gromkimi brawami, wiwatami i masą powitań. Na widok znajomych mi twarzy poczułam się w pełni szczęśliwa, zapominając o problemach i świecie rzeczywistym. Nie sądziłam że można tak bardzo za kimś tęsknic jak za nimi wszystkimi.
Gdy zbliżała się północ, wszyscy zgromadzenie wyszli na dwór by zobaczyć widowiskowy pokaz fajerwerk i wraz z bliskimi pożegnać stary rok a powitać nowy. Z kieliszkiem szampana wpatrywałam się w gwieździste niebo oświetlone błyskiem kolorowych ogni.
- Masz jakieś życzenie ?
- Tak- spojrzałam na niego- Jedno jedyne- by wszystko było tak jak dawniej, by nic się nie zmieniło.
Po kilkunastu minutach obserwacji postanowiliśmy wybrać się na spacer wokół miejscowego parku. Idąc pod rękę z walijskim piłkarzem, zastawiałam się jak tę noc spędzają w Dortmundzie. Co robią, jak się bawią i z kim. Z kim teraz jest Marco ?
- Więc mów- przerwałam głuchą ciszę między nami
- Ja ? O czym ?
- Skończ to co zacząłeś.
- Ale co ?!
- Za co oberwałeś od Wojtka ?
- Mówiłem, że przez ciebie.
- Może sprecyzuj swoją odpowiedź ? I nie przeze mnie !
- Jednak się nie zmieniłaś. Uparta jak zawsze- objął mnie ręką i nadal podążaliśmy zaśnieżoną alejką bez żadnego celu- Obrywało mi się za każdym razem gdy się do ciebie zbliżyłem. Jak siadałem obok ciebie, to Wojtek wpychał się pomiędzy nas. Jak patrzyłem na ciebie- dostawałem po głowie. A jak powiedziałem coś na twój temat do dostawałem kazanie jak w kościele.
- Od Wojtka ? Nie wierzę- pokręciłam głową
- A od niego, od niego. Pamiętam, jak kiedyś zapytałem go, gdzie powinienem zabrać cię na randkę, i do tej pory żałuję, że poszedłem z tym do niego.
- Chciałeś mnie zaprosić na randkę ?- zatrzymałam się
- Tak. Podobałaś mi od samego początku. Wiesz, byłem w tobie nawet zakochany po uszy- zaśmiał się żartobliwie, ale mi nie było wcale do śmiechu słuchając go.- Kochałem, ale był Wojtek. Był moją przeszkodą, której nie umiałem pokonać. Kiedyś po meczu, zdobyłem się na odwagę by powiedzieć mu, że cię kocham, że chcę z tobą być.
- I co ?!
- On mnie uprzedził mówiąc to samo. Zrozumiałem że nie mam szans i odpuściłem. Potem jak powiedział mi że chce ciebie zabrać na stałe do Niemiec, bałem się tego. Rozstania z tobą, a teraz gdy wróciłaś..
- Wiedziałeś, że on coś do mnie czuje i milczałeś ?! Dlaczego nic nie mówiłeś ?! Dlaczego sam nie powiedziałeś, że mnie kochasz ?!- zaczęłam zadawać kolejne pytania, które wylewały się ze mnie niczym woda górskiego potoku. Po raz kolejny dowiaduję się, że osoba, której ufałam, też mnie okłamywała. Czy istnieje na tym świecie choć jedna osoba, która nigdy mnie nie okłamała ? Chyba nie.. Wszyscy na każdym kroku mnie oszukują.
- Usiądźmy- wskazał mi ławkę obok nas, ale przez to że była ośnieżona, Aaron wziął mnie na kolana. - To nie jest tak, że nie chciałem ci mówić. Może i powinienem ci wtedy powiedzieć, że coś do ciebie czuję, lecz nie zrobiłem tego. Nie chciałem po prostu przysparzać ci kolejnych problemów. Tak wiele się działo w twoim życiu. O Wojtku też nie mówiłem, bo nie chciałem się wtrącać. Sam mnie też o to prosił, obiecał że mu przejdzie..
- Ale nie przeszło- westchnęłam naciągając czapkę na uszy. - Aaron, ale wiesz, że ja i ty..my nigdy...
- Spokojnie- zaśmiał się ściskając moje dłonie by je rozgrzać.- Wiem, przecież. Przyjaźń zawsze i na zawsze, prawda ?
- Tak- odparłam. Zarzuciłam mu ręce za szyję, mocno przytulając. Było tak zimno, że odechciało mi się tych nocnych spacerów i postanowiłam wracać do domu.




*



Nie tak to wszystko sobie wyobrażał. Nie chciał by to wszystko tak się potoczyło. Nie chciał jej stracić, ale stracił. Nie może obwiniać o to nikogo innego, bo wszystko jest wyłącznie jego winą. Kochał ją i nadal kocha i właśnie ta miłość, miłość ponad wszystko i chora zazdrość zniszczyły wszystko co miał. Angażując się w związek z nią, wiedział czemu będzie musiał stawić czoła. Doskonale wiedział, że nie tylko on kocha młodą Polkę, ale tez jego przyjaciel. Przez to od samego początku obawiał się zdrady. Tak bardzo się tego bał, że kiedy pojawiły się jakiekolwiek oznaki że dziewczyna mogła to zrobić, uwierzył. Przestał jej ufać, uznał ją za taka samą dziewczynę jak każde poprzednie, z którymi był. Ale ona taka nie była. Ona nie zdradziła, ale on tak. Co najbardziej go dręczy ? To, że dokonał tego będąc z Weroniką, wtedy, gdy im się tak doskonale układało. 
Chodząc po mieszkaniu w tę i z powrotem, każda rzecz mu ją przypomina. Nie może zapomnieć tego jak wspólnie przesiadywali godzinami na kanapie, wtuleni w siebie i niczego więcej nie potrzebowali poza sobą. Gdy ją spotkał po raz pierwszy, wiedział i czuł, że to ta jedna jedyna. Pragnie jej i tylko jej. Ich miłość miała przetrwać wszystko i pokonać przeszkody na drodze, lecz bardzo szybko się rozpadła. Czy zawiniła ona, a może on ? Czy oboje zawinili nawzajem ?
Mimo, że do pierwszych treningów rundy wiosennej było jeszcze kilka dni, młody Niemiec postanowił już tego dnia wybrać się na stadion. Z przedpokoju zabrał torbę uzupełniając ją potrzebnymi rzeczami, po czym udał się do swojego samochodu, którym pojechał na SIP. 
Wychodząc na pobieloną murawę czuł na skórze powiew chłodu. Tutejsze termometry wskazywały kilka stopni poniżej zera. Ubrany jedynie w krótkie spodenki i T-shirt z logiem Borusii znudzenie odbijał futbolówkę. Po blisko godzinie pozostawił piłkę i udał się na jedną z trybun. Podszedł do pamiętnej ściany szukając wyraźnie napisanego imienia ukochanej. Widząc je, ściskało go od środka, miał wrażenie, że rozpada się niczym szklanka rozbita na podłodze. Odwrócił wzrok w drugą stronę wpatrując się w martwy punkt.
- Chcesz się rozchorować ? Trzymaj- Błaszczykowski rzucił  w niego żółto-czarny koc, którym młody mężczyzna okrył swoje zziębnięte ciało. Jakub usiadł obok przyjaciela z nadzieją, że może uda mu się choć trochę ocieplić stosunki pomiędzy Marco  a Weroniką.- Co zamierzasz zrobić ? Bo chyba nie odpuścisz tak łatwo ?
- Kuba, ale co ja mam zrobić ? Ona mi tego nie wybaczy, rozumiesz ?
- Powiedziała, że nie wybaczy ? Rozmawiałeś z nią o tym ?
- Wiesz, że nie.
- To skąd wiesz, że ci nie wybaczy ?
- Stary ! Ja ją zdradziłem !
- To nie trzeba było tego robić ! Nie wiem gdzie miałeś wtedy rozum. - odparł wzburzony Błaszczykowski złowrogo patrząc na blondyna- Stało się, trudno. Marco, ja ją znam bardzo długo. Może nie tak długo jak Wojtek czy choćby Robert, ale znam na tyle by wiedzieć o niej bardzo dużo. Jeżeli ona kogoś bardzo kocha, to wybaczy wszystko. Nawet zdradę. Tylko pamiętaj, że wybaczy, ale nie zapomni. A ona ciebie kocha, bardzo, nawet najbardziej ze wszystkich, których zna. Wiem, że nie macie razem kolorowo. Wiem też, że wy będziecie razem. Prędzej czy później, ale będziecie. Tylko najpierw ty musisz wzbić się ponad chmury by ją odzyskać, a wiem, że cię na to stać. Cały świat ci sprzyjał byś ją poznał, pokochał i uszczęśliwił. Teraz zrób wszystko by poznała cię na nowo, pokochała, a ty znów ją uszczęśliwiaj. Bo gdy ty uszczęśliwisz ją, ona uszczęśliwi ciebie. Wtedy oboje będziecie szczęśliwi, a wiesz dlaczego ?- zapytał, lecz Reus tylko pokręcił przecząco głową- Bo będziecie razem- poklepał go przyjaźnie po plecach i odszedł, zostawiając Niemca samego.



*




Dzisiejszy dzień poświęciłam na całkowite nic nie robienie. Ubrana w rozciągnięta bluzę, szare dresy, niezaczesana i nieumalowana, siedziałam na kanapie przed telewizorem. Tak mijała godzina za godziną, za oknem coraz bardziej padał śnieg, przez co widoczność drastycznie malała. Z zaciekawieniem oglądając program  z tanecznym show, dopiero po chwili dotarło do mnie, że ktoś natarczywie dzwoni dzwonkiem. Zrzuciłam z siebie pluszowy koc i pobiegłam do drzwi. Szybko przekręciłam klucz i zobaczyłam przed sobą uradowanego jak zwykle Aarona. 
- A ty z czego się tak cieszysz głuptasie ?- zapytałam przytulając go przyjaźnie.
- Z tego że cię widzę- zrobił maślane oczka śmiejąc się przy tym. Zdjął buty i kurtkę, którą zostawił w przedpokoju i razem ze mną udał się do salonu, siadając obok mnie na wyłożonej poduszkami kanapie.- Nie mów, że cały dzień przesiedziałaś tutaj ?
- Hmmm- mruknęłam biorąc do ust suszone jabłka. Piłkarz z niedowierzaniem pokręcił głową po czym rozłożył się na sofie, opierając nogi o stolik kawowy. - A ty co robiłeś ?
- Nic ciekawego. Właściwie to nic nie robiłem, nudziłem się.
- Dlaczego nie przyszedłeś do mnie ?
- A chciałaś abym przyszedł ?- spojrzał na mnie, a ja nie udzielając odpowiedzi wbiłam wzrok w ekran telewizora. Przez najbliższe półtorej godziny oglądaliśmy komedię romantyczną, popijając czerwone wino i  chwilami wymieniając krótkie uwagi odnośnie filmu. Prawdę powiedziawszy to był chyba pierwszy raz, gdy oboje nie mieliśmy nic do powiedzenia. Zazwyczaj tematy do rozmów nam się nie kończyły, a prędzej czas na nie.
- Dlaczego milczysz ?- zapytał
- Bo ty milczysz.
- Kochasz go ?
- Kogo ?
- Marco Reusa
- Skąd to pytanie ?
- Nie odpowiedziałaś.
- Tak, kocham. Teraz ty powiedz dlaczego o to pytasz.
- Chciałem wiedzieć i tyle.
- Kłamiesz. Liczyłeś na inną odpowiedź, prawda ?
- Nie wiem o czym mówisz.
- Teraz ja zadam ci pytanie.
- Jakie ?
- Kochasz mnie ?- kilka kieliszków wina dawało się we znaki. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, ale milczał.- Odpowiedz.
- Nie masz ochoty coś zjeść ?
- Nie zmieniaj tematu.
- Przyniosę coś z kuchni.
- Stój !- zawołałam, gdy ten wstał. Podeszłam do niego, położyłam dłonie na jego ramionach, wpatrując się w jego oczy. Zawsze potrafiłam z nich tyle odczytać, lecz nie tym razem.- Odpowiedz. Odpowiedz na to jedno jedyne pytanie.
- Dlaczego mnie o to pytasz ?
- Chcę wiedzieć i tyle.
- Skończmy tę dziwną rozmowę.
- Skończymy jak odpowiesz. Więc ?
- Co więc ?
- Aaroooonn ! Kochasz mnie czy nie ?!
- TAK ! Kocham cię, ale...
- Ale ?
- Ale nie tak jak kiedyś. Inaczej. Kocham cię na swój sposób, rozumiesz ?
-Tak- odparłam po czym go pocałowałam. Tylko, że to nie był pocałunek osób, które się kochają i chcą być ze sobą. Był to pocałunek ... przyjaciół ? Ale czy przyjaciele się całują ? Chciałam mu tylko pokazać, że też w pewien sposób go kocham. Kocham jak brata, jak przyjaciela, nikogo więcej. Ale czy tylko o to mi chodziło ? Nie. Chciałam zobaczyć czy będąc przy innym mężczyźnie, jestem w stanie zapomnieć o Marco. Teraz wiem, że nie jestem. Nie potrafię przestać myśleć o nim, nie potrafię przestać go kochać.
- Dlaczego płaczesz ?- zapytał zmoczone od łez policzki
- Płaczę bo kocham. Cierpię, bo kocham. Dlaczego to tak boli ? Aaron dlaczego ?- pytałam szlochając w jego ramionach.
- Nie wiem, ale to minie. Zobaczysz.- przytulił mnie mocno, prowadząc na kanapę. Zbliżała się godzina dwudziesta. gdy zadzwonił jego telefon. Nie chciałam by teraz szedł gdzieś, chciałam by został teraz ze mną. Wrócił po chwili, nieco zdenerwowany. Wziął na kolana mojego laptopa w którym intensywnie czegoś poszukiwał. I znalazł, ale chyba nie to co chciał, i on, i ja.

PORZUCIŁA GWIAZDĘ NIEMIECKIEJ PIŁKI, MARCO REUSA. DLA KOGO ? DLA PIŁKARZA ARSENALU LONDYN- AARONA RAMSEY'A ! ! !

Już sam nagłówek wzbił mnie w osłupienie,  a dalszy fragment tekstu doprowadził mnie tylko do płaczu. Nie mogłam w uwierzyć, że ludzie są tak perfidni, by wymyślić tak fałszywe rzeczy. W tej chwili liczyłam tylko na to, by te wieści nie dotarły do Dortmundu, zwłaszcza do Marco.
- Weronika, ja nie wiedziałem o tym. To nie moja wina- zaczął się tłumaczyć Walijczyk, ale sama wiedziałam, że to nie przez niego. Nie zważając na różnice czasu, chwyciłam za telefon, dzwoniąc szybko do Agaty. Po trzech próbach odebrała, ale nie dała mi możliwości wypowiedzenia choćby słowa.
- Jak mogłaś mu to zrobić- po czym się rozłączyła. 


 *


jak wymyślałam ten rozdział to całkiem inaczej miało wyjśc, ale cóż. pozostawiam go Wam do oceny. i jak zwykle jeszcze trochę słów ode mnie :) na początek ogromne przeprosiny za to, że prawie wcale nie komentuję Waszych blogów bądź z wielkim opóźnieniem. ale to wszystko przez szkołę i masę nauki. kolejna sprawa : jeśli chodzi o bloga KEINE ROSE OHNE DORNEN to rozdział na pewno pojawi się już jutro. po prostu miałam w tym tygodniu bardzo ważny sprawdzian z geografii, nie mogłam go zawalic, przez co dużo się uczyłam no i w związku z tym nie dałam rady napisac nowego rozdziału. 
i jeszcze ogromne podziękowania dla Was. za wszystko. kurcze, na prawdę nie wiecie ile dla mnie robicie. dziękuję za te wszystkie komentarze, za to , że czytacie, za słowa pocieszenia, za to że po prostu jesteście ze mną. pewnie sobie myślicie co jak tak wyskakuję z taką gadką, ale to może przez to, że zasługujecie na te słowa ode mnie choć wiem że to bardzo mało w porównaniu z tym co Wy robicie dla mnie, a  może przez to że jestem cholernie zmęczona. ale mniejsza z tym. założenie bloga, jednego, drugiego i kolejnych było i jest nadal czymś wspaniałym dla mnie. to daje mi upragniony spokój. i będę pisać dla Was tak długo jak tylko dam radę. ale ten blog jest dla mnie szczególny. to właśnie na nim opisałam Wam chyba całe moje skomplikowane życie. ale nie żałuję że to zrobiłam. bo dzięki Wam jest mi lepiej. naprawdę... nie powiem że jest fantastycznie bo daleko mi do tego, ale jest tak troszeczkę lepiej. próbuję stawiać małe kroczki, choć jest bardzo trudno. ale nie jestem sama. mam Was. i to mi wystarcza. i za to właśnie dziękuję. każdemu z osobna, a w szczególności tym, którzy tak uporczywie próbowali wskrzesić we mnie iskierkę wiary i nadziei. nikt nigdy nie zrobił tyle dla mnie co Wy, mimo że się nie znamy. zobaczyłyście jaka jestem...i próbowałyście mi pomóc. jesteście Wielkie !!! nawet nie wiem jak dziękowac. moje malutkie serduszko bije dla Was... dziękuję że jesteście i bądźcie...




-Ma­musiu... dlacze­go tam­ten anioł ma czar­ne skrzydła?
-Bo upadł.
-To dlacze­go się uśmiecha?
-Bo wciąż ma nadzieję, że powstanie. 

13 komentarzy:

  1. świetny rozdział *o*
    Jestem strasznie ciekawa co było w tym artykule i jak potoczą się dalsze losy Marco i Weroniki - ony byli razem <3
    ; D czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdzial ! Mam nadzieje ze Wera i Marco sie w koncu pogodza i beda razem. Cholera, ciezka sprawa z tym artykulem ! Ciekawe jak to sie potoczy. Czekam na nn :-* buziaki

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam czytać twoje rozdziały. Jeejj nie mogę się doczekać co potoczy się dalej z Weroniką ;))
    Życzę wszystkiego dobrego !
    Pozdrawiam Natalia <3

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko! Ryczę jak bóbr. Kurde, dlaczego ciągle coś złego się dzieje kurde no! Jeszcze ta muzyka w tle to juz wgl tylko husteczki i czytać. Nie myśl broń boże że mi się nie podoba to opowiadanie, bo jest przewspaniałe. Nie czytałam jeszcze nic napisanego w tak cudowny sposób ogólnie twój pomysł jest genialny. Jedynym minusem jest to, że tak rzadko dodajesz rozdziały. Może mogłabym spróbować namówić cię na choćby 1 rozdział na tydzien? Co piątek, albo kiedy sobie chcesz tylko co tydzień? Ja naprawdę kocham to czytac i smutam, ze piszesz tak rzadko, z pewnością nie tylko Ja.
    Że też ten Aaron musiał ją pocałować, albo raczej dlaczego media są tak sk***wysynskie? Kurde Agata powinna z nią pogadać. Strasznie szkoda mi Marco, ale Weroniki również. Mam nadzieję, że w końcu uda im sie to wszystko przezwyciężyć i być razem♥ Pozdrawiam i jeśli masz ochotę to zapraszam do siebie: http://wygraliciktorzyniezwatpili.blogspot.com/
    P.S. Proszę pomyśl nad pisaniem co tydzień;) Trzymaj się, ściskam;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jest świetny. Musiało się oczywiście namieszać.. Ten niby romans z Aaronem.. Przecież to może zniszczyć wszystko między Marco a Weroniką.. Ona może mu i wybaczy, ale Marco swoje dopowie w związku z tym artykułem i ciekawie nie będzie.. Strasznie ciekawa jestem jak się to potoczy.. Czekam na następny :3
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. BOSZ ale namieszane :D Jak chcę żeby Werka był z LAMĄ ! xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Na początku przepraszam, że nie komentowałam ostatnich rozdziałów. Niestety, nowa szkoła i brak czasu. Ale czytałam każdy rozdział, co do jednego i według mnie każdy był niesamowity - co jeden to tylko lepszy.
    Rozdział jest boski. To co teraz się tu dzieje, to to nie do opisania. Szkoda mi Weroniki, szkoda mi Marco . Boli to , że znów się namieszało. Końcówka rozdziału - aż brak mi słów. Domyślam się, że teraz to Marco kompletnie się załamie. Wiadome, że czeka ich długa droga, mam jednak nadzieję, że pewnego dnia to wszystko się wyjaśni i znów będą razem.
    Czytając to opowiadanie chce mi się płakać. To bardzo przykre, że w jednym życiu dzieje się tyle złych rzeczy. ;<
    Jestem ciekawa jak dalej potoczą się ich losy. Jak zareaguje Marco i czy to co się teraz dzieje nie zaprzepaści szansy na ich zejście się.
    Nie mogę ddoczekać się kolejnego rozdziału. Mam nadzieję, że pojawi się jak najszybciej ;)
    A Tobie życzę dużo weny, byś miała czas by pisać swoje cudowne opowiadania i co najważniejsze - by zaczęło Ci się układać. Należy wierzyć, że będzie lepiej. Kiedyś za to cierpienie zostaniemy nagrodzeni... dlatego walcz, walcz o lepsze dni, a kiedyś będzie naprawdę dobrze ;)
    Pozdrawiam ciepło,
    Nika ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. http://bvbstorymarzeniasiespelniaja.blogspot.com/ Zapraszam :D
    a tak wogóle to fajny blog, miło się czyta i czekam na nexta ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej, hej c; świetny blog!
    Spróbuje nadrobić:D
    Zapraszam do mnie http://forever-the-best-friends.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana!! Rozdział jest wspaniały!! Bardzo mi się podoba! Czyta się go z taką niezmierną lekkością i swobodą! Wszystko sobie można szybko wyobrazić. Szkoda mi Marco... Ale Weroniki też! Kurde, tak bardzo szkoda ich miłości... Bo oboje się kochają, a nie są ze sobą... A Aaron? Wspaniały przyjaciel! Mam nadzieje, że on nie będzie tak natarczywie starał się o Weronikę, gdyż ona naprawdę potrzebuje przyjaciela, który nie poczuje do niej niczego więcej!
    W każdym razie, rozdział jest cudowny i nie mogę doczekać się kolejnego!! BUZIAKI! :* ŚCISKAM KOCHANA! ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiesz, przeczytałam jeszcze raz te wstawki-rozdziały poza opowiadaniem, i teraz czuję że doskonale cię rozumiem, sama przeżyłam prawie to samo, nierozumiana przez bliskich i przyjaciół, szykanowana w szkole, ale te czasy już minęły i jest tylko lepiej, odnalazłam w sobie pasję, którą jest jazda na motocyklach, adrenalina i ryzyko, które daje mi więcej radości, chłopaki z toru w Berlinie, są moimi najlepszymi przyjaciółmi, właściwie to jedynymi, widujemy się tylko w wakacje, ale i tak nie czułam się z nikim tak szczęśliwa jak z nimi, rozumiemy się w lot i mam nadzieję że ty kogoś takiego też znajdziesz.
    Aż za dobrze pamiętam to rozpędzanie się na motorze do ponad 200km/h kiedy nic cię nie interesowało, w dupie miałaś czy przeżyjesz, dla mnie prędkość była jak kolejny sznyt, bo na zadanie sobie bólu cięciem brakowało mi odwagi, prościej nacisnąc manetkę i gaz na full. Myśli samobójcze ustały, a motor dalej daje ulgę i radość :) TRZYMAJ SIĘ PYŚKA jestem z toba :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny rozdział, zresztą jak zawsze :D z niecierpliwością czekam na kolejny o życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojejku, ;3 CuDnY rozdział ! ;* Mam nadzieję że Weronice uda się to wszystko wytłumaczyć reszcie, no i Marco♥ Please pisz jak najszybciej newsa bo już się nmg doczekać tego co będzie dalej ;)


    A w wolnej chwili zapraszam do siebie ;3 Chociaż mój blog nie jest tak świetny jak twój ;)
    http://pilkarz-bvb-na-zawsze-w-moim-sercu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy